G.K. Chesterton, "Kula i Krzyż". Wycinki


"W świecie nauki i postępu więcej jest rzeczy trudnych do nazwania, nieuchwytnych i podobnych do widziadeł sennych niż w strefie poezji i religii; tam obrazy i pojęcia pozostają przez wieki sobą, podczas gdy istotą ewolucji jest roztapianie się jednych tożsamości w innych - jak w koszmarnym śnie."
"Dyskusja w obłokach", s. 5


"Nie można się gniewać na złych ludzi. Ale jeżeli błądzi dobry człowiek, budzi to w nas rządzę krwi."
"Sklep starożytności", s. 44


"Wielka słabość prasy jako zwierciadła nowoczesnego życia polega na tym, że daje ona obraz z konieczności ograniczony do wyjątków. Jaskrawymi plakatami ogłaszamy, że ktoś spadł z rusztowania. Nie ogłaszamy, że ktoś nie spadł z rusztowania, a przecież to jest fakt w istocie swojej o wiele bardziej wstrząsający, bo oznacza, że człowiek, ta cielesna twierdza strachu i tajemnic, nadal chodzi po ziemi. Wiadomość, że ktoś nie spadł z rusztowania, jest doprawdy większą sensacją, a przy tym mówi o wypadku tysiąc razy częstszym. Ale nikt rozsądny nie może oczekiwać od prasy, żeby mówiła o nieustannych cudach. Nie można żądać od przepracowanych dziennikarzy, by ogłaszali takie nowiny: 'Panu Wilkinsonowi nadal nic nie grozi' albo: 'Pan Jones, zamieszkały w Worthing, jeszcze nie umarł'. Prasa nie może ogłaszać szczęścia ludzkości. Nie może opisywać wszystkich srebrnych sztućców, których nie ukradziono, ani wymienić wszystkich małżeństw, które się nie rozwodzą. Toteż cały obraz życia jest w prasie nieuchronnie sfałszowany. Figuruje w nim jedynie to, co niezwykłe. Nawet najbardziej demokratyczne gazety zajmują się wyłącznie mniejszością."
"Dyskusja o świcie", s. 48


"Nasza demokracja ma tę jedną, lecz niemałą wadę, że wcale nie jest demokratyczna."
"Dyskusja o świcie", s. 50


"Wolnomyślność może oddziałuje pobudzająco i ożywczo, może ma rozmaite (...) zalety, płynące z żywotności i różnorodności> Jest wszakże pewna rzecz, której wolnomyślicielstwo nigdy w żaden sposób osiągnąć nie może: nie osiągnie postępu. Nie może być postępu, skoro wolnomyśliciele nie przyjmując nic z dorobku przeszłości. Każdy zaczyna wszystko od początku, każdy idzie w innym kierunku. Racjonaliści kroczyli zawsze w filozofii różnymi drogami, toteż nie sposób osądzić, który doszedł dalej. Nie można przecież dyskutować, czy Emerson był większym optymistą niż Schopenhauer pesymistą, podobnie jak nikt nie pyta, czy ta pszenica jest bardziej żółta niż pagórek stromy. Nie! Dwie tylko instytucje czynią naprawdę postępy, obie bowiem uznają dorobek poprzedników; mogą posuwać się w górę lub w dół, mogą stawać się coraz lepsze lub coraz gorsze, lecz wytrwale gromadzą pewne określone materiały, stale postępują w jednym określonym kierunku. Dwie są tylko instytucje zdolne do postępu: pierwsza to nauki ścisłe. Druga - Kościół katolicki."
"Interludium", s. 94-95


"Cnota katolicka często bywa niewidzialna dlatego, że jest umiarem (...) Chrześcijaństwo jest zawsze niemodne, ponieważ jest zawsze rozsądne, a wszystkie mody to łagodna forma obłędu. Kiedy Włochy szalały na punkcie sztuki, Kościół wydawał się zbyt purytański. Kiedy Anglia szalała na punkcie purytanizmu, Kościół wydawał się zbyt artystyczny. Obecnie sprzeczając się z nami kojarzycie nas z monarchią i despotyzmem, ale kiedyś sprzeczaliście się z nami dlatego, że nie chcieliśmy bałwochwalczo uznać despotyzmu Henryka VIII. Kościół pozornie zawsze jest opóźniony w stosunku do epoki, naprawdę jest jednak ponad czasem. Czeka, aż ostatni szał przeminie. Kościół bowiem ma klucz do wiecznych wartości."
"Interludium", s. 96


"Dawniej mówiono nam, że wiara nasza musi być fałszywa, skoro trzeba jej doświadczać próbami, teraz słyszymy, że widocznie wiara nasza jest fałszywa, jeżeli jej nie poddamy próbie."
"Interludium", s. 96-97


"Ze wszystkich instytucji na ziemi jedynie Kościół może utrwalić pewien typ cnoty i uczynić ją czymś więcej niż modą."
"Interludium", s. 97


"Charakterystyczną cechą wszystkich tak zwanych usprawnień natchnionych i ściśle obliczonych jest to, że jeśli zepsuje się w nich jeden szczegół - całość jest od razu do niczego. Mechanizmy bowiem nie posiadają tej zdolności naprawiania usterek, jaką mają prostsze żywe organizmy. Potężna armata z łatwością zwycięży potężnego słonia, lecz ranny słoń zwycięży bez trudu zepsutą armatę. Podobnie królestwo pruskie mogło w XVIII wieku - kto wie, czy nie mogłoby i dziś - stworzyć silną armię utrzymując żołnierzy strachem. Lecz postępując tak, musi liczyć się z możliwością, że pewnego dnia żołnierze bardziej zlękną się nieprzyjaciela niż własnych oficerów. Podobnie kanalizacja naszych miast, dopóki funkcjonuje bez zarzutu, zapewnia powszechne bezpieczeństwo; niechby jednak zaczęła w którymś miejscu przeciekać, a zamieni się w zbiornik trucizny, zagrozi jak dynamit wybuchem śmiertelnych zarazków i skondensowanego smrodu. Podobnie wreszcie każda wspaniała maszyna prawdziwie bystra, gdy chodzi o zaoszczędzenie wysiłku człowiekowi, staje się najtępsza w świecie, kiedy trzeba się opszeć ludzkiej przemyślności. Może łatwiej jest namówić sklepikarza niż automat, żeby nam darmo oddał tabliczkę czekolady; jeśli jednak zdarzy się, że ktoś ukradnie czekoladę, mniej musi się obawiać pościgu ze strony automatu niż sklepikarza."
"Idiota", s. 212-213


"Nie twierdzę, że nigdy nie ulegaliśmy obłędom, lecz mimo to twierdzę, że godni jesteśmy być pielęgniarzami naszych przeciwników. Rzeź - nawet sprowokowana - jak Noc Świętego Bartłomieja - jest zawsze zbrodnią. Ale wasz nowoczesny Nietzsche powiada, że nawet niesprowokowana rzeź jest chlubna. Torturom trzeba się przeciwstawiać nie słownie, choćby je stosował Kościół. Ale wasz nowoczesny Tołstoj powiada, że nie wolno się gwałtem przeciwstawiać złu, niezaleznie od tego, kto je popełnia. Któż więc na dalszą metę okazuje się bardziej szalony? Kościół czy świat? Kto jest większym szaleńcem: hiszpański mnich, który dopuścił się tyranii, czy też pruski sofista, który tyranię wielbił? Kto jest większym szaleńcem: rosyjski pop, który powstrzymywał ludzi od słusznego buntu, czy też rosyjski pisarz, który wszelki bunt potępiał? Oto probierz ostateczny i rozstrzygający. Świat zdany na własne siły staje się bardziej szalony niż jakakolwiek religia (...) Tu tkwi sedno zagadnienia: czy Kościół jest naprawdę bardziej szalony niż świat. Pozwólmy racjonalistom iść ich własną drogą, a zobaczymy, dokąd w końcu zajdą. Jeśli świat ma jakąś własną zdrową wiarę, inną niż Bóg, niechże ją znajdzie. Ale czy ją znalazł? Uwolnijmy świat od wszelkich więzów (...) czy ustoi o własnych siłach? Czy też się zachwieje?"
"Ostatnie rokowania", s. 243


"Świat zadaje sobie zawsze wiele trudu, by popełniać wielkie błędy w odpowiedzi na każdy mały błąd Kościoła."
"Ostatnie rokowania", s. 243


"Kula i Krzyż", tłum. Maria Skibniewska, Fronda: 2008

Powrót