G.K. Chesterton, "Heretycy". Wycinki


"Dawne restrykcje oznaczały, że tylko ortodoksom wolno było dyskutować o kwestiach teologicznych. Współczesna swoboda oznacza, że nikomu nie wolno o nich dyskutować."
"Wstępne uwagi o ważności ortodoksji", s. 10


"Sporne jest nie to, czy świat materialny zmienia sie za sprawą naszych idei, lecz czy na dłuższą metę zmienia się za sprawą czegokolwiek innego."
"Wstępne uwagi o ważności ortodoksji", s. 11


"W XV wieku [ludzie] potrafili osądzać i dręczyć jakiegoś człowieka dlatego, że głosił niemoralne poglądy. W XIX wieku wychwalali i uwielbiali Oskara Wilde'a dlatego, że głosił niemoralne poglądy, po czym zniszczyli go w więzieniu dlatego, że zaczął je praktykować. Nie wiadomo, która z tych metod była okrutniejsza, lecz nie ulega wątpliwości, która jest bardziej groteskowa. Społeczeństwo czasów inkwizycji uniknęło przynajmniej jednej hańby: nie czyniło sobie idola z kogoś, kto głosił określone przekonania, po to tylko, by uczynić z niego skazańca, gdy zechciał postępować zgodnie z tymi właśnie przekonaniami."
"Wstępne uwagi o ważności ortodoksji", s. 12


"Całkiem możliwe, że istniało wiele ideałów zwodniczych i szalonych, które umiały przyprawić ludzkość o ból głowy, jednak z całą pewnością próżno by szukać ideału równie zwodniczego i szalonego jak ideał praktyczności (...) Osobnik bezustannie pochłonięty rozmyślaniami, czy dana rasa jest silna albo czy taka lub inna sprawa zapowiada się obiecująco, nigdy nie będzie wierzył w żadną sprawę na tyle długo, by doprowadzić ją do zwycięstwa."
"Wstępne uwagi o ważności ortodoksji", s. 16


"Chrześcijańscy dogmatycy próbowali zaprowadzić na ziemi rządy świętości, toteż zaczęli od zdefiniowania czym jest świętość. Tymczasem nowocześni reformatorzy edukacji chcą zaprowadzić wolność religijną, lecz nie próbują sprecyzować, czym jest religia ani czym jest wolność."
"Wstępne uwagi o ważności ortodoksji", s. 17


"Zarówno realiści, jak terroryści to po prostu ludzie dobrej woli, ogromnie przejęci zadaniem, tak przecież ewidentnie beznadziejnym, by zaprowadzić na świecie lepszą moralność przy użyciu metod naukowych."
"O podejściu negatywnym", s. 26


"Jakaś potężna, bezgłośna zapaść, jakieś ogromne, niewysłowione rozczarowanie spadły dziś na naszą północną cywilizację. Wszystkie poprzednie stulecia w pocie czoła i krwawej udręce próbowały ustalić na czym naprawdę polega właściwa droga życiowa, na czym naprwdę polega bycie dobrym człowiekiem. Dzisiaj, jak widać, część nowoczesnego świata doszła do wniosku, że na te pytania nie ma odpowiedzi i jedyne co można zrobić, to ustawić kilka tablic ostrzegawczych w niebezpiecznych miejscach, aby poinformować ludzi, że nie jest dobrze zapijać się na śmierć lub ignorować istnienie bliźnich (...) Nie rozważamy, na czym polega dobro. Każdy z głoszonych dziś frazesów i ideałów to zawoalowany wykręt, pozwalający uniknąć tego właśnie podstawowego pytania. Szalenie lubimy słowo "wolność", lecz wolność w naszym ujęciu jest tylko wykrętem, pozwalającym wywinąć się od kwestii dobra. Lubimy mówić o "postępie", ale postęp, jakim go rozumiemy, to ucieczka przed pytaniem o dobro. Dużo uwagi poświęcamy "edukacji", bo deliberowanie nad edukacją pozwala nam uchylić się przed dyskusją, czym jest dobro. Człowiek nowoczesny oznajmia: "Odrzućmy wszystkie te arbitralne normy i pełną piersią korzystajmy z wolności". Przetłumaczone na język logiki, oznacza to: "Nie rozstrzygajmy, co jest dobre, lecz uznajmy za dobre, że o tym nie rozstrzygamy". Człowiek nowoczesny mówi: "Te wasze moralne fromułki są funta kłaków warte; ja tam wolę iść z postępem". Co ozacza, logicznie biorąc: "Nie rozstrzygajmy, co jest dobre, rozstrzygajmy, czy mamy tego więcej". Człowiek nowoczesny peroruje: "Cała nadzieja, kolego, leży nie w religii ani w moralności, lecz w edukacji". Co oznacza: "Nie umiemy rozstrzygnąć, co jest dobre, ale dajmy to naszym dzieciom".
"O podejściu negatywnym", s. 28


"Postęp nie tylko nie jest pojęciem przeciwstawnym do fundmentalnych pojęć religii i etyki, lecz na odwrót, nikt nie powinien używać tego słowa, jeśli nie posiada dogmatycznej wiary i nieugiętego kodeksu moralnego (...) Myślę, że nigdy od początku świata nie było jeszcze epoki, która miała tak niewielkie prawo jak nasza, by nazywać się postępową. W katolickim wieku XII, w filozoficznym wieku XVIII, kierunek mógł być dobry lub zły, a ludzie mogli się spierać, jak daleko posunęli się już na drodze i czy na pewno w pożądaną stronę, co do samego kierunku byli jednak mniej więcej zgodni, toteż, konsekwentnie, mieli autentyczne poczucie, że postępują naprzód. My zaś nie zgadzamy się właściwie co do kierunku."
"O podejściu negatywnym", s. 31


"Nie istnieje coś takiego jak nieciekawy temat. Jedyne co może istnieć to niezaciekawiony słuchacz."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 33


"Wojsko przejmuje władzę cywilną proporcjonalnie do tego, jak cywile tracą cnoty wojskowe (...) Nigdy dotąd narody nie były tak zmilitaryzowane - i nigdy dotąd zwykli ludzie nie mieli tak mało odwagi. W każdych czasach, w każdej epoce, sławiono chwałę oręża i wojowników; tymczasem w naszych czasach zdołaliśmy zdołaliśmy doprowadzić do fantastycznego udoskonalenia oręża i do żałosnej degrengolady wojowników."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 39


"...mężczyzna może flirtować z dziesiątkami kobiet i nigdy nie poznać pierwszej miłości; może przewędrować tyle ziem co Odyseusz i nigdy nie poznać patriotyzmu."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 42


"Gdy tylko coś pokochamy, świat - to znaczy cały zbiór innych spraw i zainteresowań - staje się nam wrogiem. Chrześcijanie rozumieli to, mówiąc o zachowaniu ducha nieskażonego światem, lecz znają to również zakochani, kiedy świat szczęśliwie przestaje dla nich istnieć."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 43


"Człowiek podróżujący luksusowym statkiem widział już wszystkie ludzkie rasy i myśli o sprawach, które dzielą ludzi - o kuchniach, ubiorach, poczuciu skromności, o pierścionkach, które Afrykanki noszą w nosie, a Europejki w uszach, o niebieskiej farbie, którą malowali się starożytni Brytowie i czerwonej, którą upodobali sobie ponoć współcześni Brytyjczycy. Człowiek uprawiający kapustę na polu nie widział nic z wielkiego świata, ale myśli o sprawach, które łączą ludzi - jak głód, i niemowlaki, i uroda kobiet, jak groźba czy obietnica formująca się na niebie."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 43 - 44


"Im bardziej coś jest martwe, suche i nieważkie, tym więcej podróżuje; to zwyczajny los kurzu, ostu i brytyjskich komisarzy w Afryce Południowej. Rzeczy płodne są cięższe i mniej ruchliwe; niczym uginające się od owoców drzewa wyrosłe na żyznym błocie Nilu."
"O panu Rudyardzie Kiplingu i kurczącym się świecie", s. 44


"To nieprawda, że brak wyrazistych przekonań zapewnia swobodę i lotność intelektu. Człowiek, który w coś wierzy, ma umysł zawsze aktywny, bo trzyma swą broń stale w gotowości. Może w jednej chwili przyłożyć własną miarę do wszystkiego co się zdarzy."
"Pan Bernard Shaw", s. 52


"Miliony ludzi w eleganckich garniturach uważają się za rozsądnych i zdrowych na umyśle wyłącznie dlatego, że stale zarażają się najmodniejszym szaleństwem i pochwyceni w wir świata są miotani z jednego obłędu w drugi."
"Pan Bernard Shaw", s. 52


"Prawda z konieczności musi być dziwniejsza od fikcji, bo fikcję wymyślamy tak, by nam odpowiadała."
"Pan Bernard Shaw", s. 53


"Światopogląd pana Shawa z największą mocą prezentuje się w jego Kwintesencji ibsenizmu. Sprowadza się on w prak­ tyce do tezy, ze ideały konserwatywne są złe nie dlatego, że są konserwatywne, ale dlatego, że są ideałami. Każdy ideał uniemożliwia sprawiedliwe osądzenie realnych życiowych przypadków; każda moralna generalizacja to narzędzie ucisku i tyranii wobec jednostki; złota reguła to brak jakiejkolwiek złotej reguły. Lecz taka filozofia ma jedną drobną wadę: tę mianowicie, że głoszone przez nią wyzwolenie jest najzupełniej fikcyjne. W rzeczywistości zabrania ona człowiekowi robić jedyną rzecz, którą człowiek z natury swej pragnie robić. Co za sens ogłaszać ludziom, że wszystko im wolno - tylko nie wolno ustanawiać praw? Możliwość ustanawiania praw odróżnia ludzi wolnych od niewolników. Co za sens oznajmiać człowiekowi (albo filozofowi), że wszystko mu wolno - tylko nie wolno dokonywać uogólnień? Czynienie uogólnień właśnie czyni z niego człowieka. Krótko mówiąc, kiedy pan Shaw zakazał ludziom posiadania ideałów, postąpił tak samo, jakby zakazał im posiadania dzieci. Skoro złota reguła to brak jakiejkolwiek złotej reguły, starczy po prostu odwrócić tę maksymę - i oto nagle okazuje się, że brak jakiejkolwiek złotej reguły to złota reguła. Co tam zresztą złota; jest to reguła żelazna, a raczej żelazne kajdany, uniemożliwiające nam pierwszy i podstawowy ruch."
"Pan Bernard Shaw", s. 54


"Dobrze jest wejrzeć w duszę hipokryty wystarczająco głęboko, by zobaczyć tam nawet szczerość. Dobrze jest zainteresować się tą najmroczniejszą i najprawdziwszą stroną człowieka, gdzie wstydliwie kryją się przed światem nie wady, których obłudnik woli nie ujawniać, lecz cnoty, których nie zdołałby udawać."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 61


"Prawda wygląda tak, że dla żadnych celów człowiek nie dokonuje wysiłków bardziej herkulesowych niż dla tych, o których wie, że nie jest ich godzien."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 62


"Człowiek powinien spełniać swe życiowe funkcje z przyjemnością i dla przyjemności - na pewno nie z przezornością i dla przezorności. Powinien jeść, bo ma zdrowy apetyt, a nie dlatego, by dostarczyć budulca dla tkanek. Powinien uprawiać sporty nie dlatego, że jest otyły, ale przez miłość dla koni czy wysokich gór. A jeśli się żeni, powinien się żenić dlatego, że się zakochał - w żadnym razie nie po to, by zaludnić świat. Jak długo nie rozmyśla nad swymi tkankami, pokarm dostarczy im budulca; ruch na świeżym powietrzu doda mu sił, jeśli nie będzie się nad nim zastanawiał; a z jego małżeństwa może i wzejdzie pokolenie wielkiej urody i bujnej krwi, o ile małżeństwo oprze się na naturalnych uczuciach, bujnych i pięknych."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 69 - 70


"Gdyby pan Wells zaczął swą twórczość od wejrzenia w ludzką duszę - to jest, gdyby zaczął od samego siebie - odkryłby, że grzech pierworodny to jedna z pierwszych w ogóle prawd o człowieku. Dowiedziałby się, że permanentne istnienie egoizmu nie wynika ani z jednostkowych błędów wychowawczych, ani z maltretowania dzieci, lecz po prostu z posiadania ego. To właśnie jest słabość wszelkich utopii: z góry zakładają, że ten największy problem ludzki został pokonany, po czym szczegółowo opisują pokonywanie jakichś całkiem pomniejszych problemów. Wpierw milcząco przyjmują, że żaden człowiek nie zapragnie więcej, niż na niego przypada, a potem z wielką inwencją objaśniają, czy będzie to otrzymywał balonem, czy samochodem."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 70 - 71


"Każda dobra sprawa zasługuje, by za nią walczyć. Można zapobiec walkom tylko w jeden sposób - celowo zapobiegając istnieniu dobrych spraw. Nie da się jednak zapobiec konfliktom cywilizacji, bo nie sposób zapobiec konfliktom idei. Różnica polega raptem na tym, że jeśli zanikną dzisiejsze walki między narodami, rozpoczną się walki między utopiami. Idee mają bowiem skłonność zarówno do unifikacji, jak do dyferencjacji. Można skłonić ludzi, by walczyli o jedność, lecz nie da się ich powstrzymać, by nie walczyli także za odmienność. Właśnie ta różnorodność w obrębie jednego najwyższego ideału stanowi sedno żarliwego patriotyzmu, żarliwego nacjonalizmu wielkiej europejskiej cywilizacji. Jest to również - tak się przypadkiem składa - sedno doktryny o Trójcy Świętej."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 71 - 72


"Nadludzie, którzy nie są dobrymi ludźmi, są psychopatami, wstrętnymi jak robactwo."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 76


"Świat współczesny wielbi swoich małych Cezarków i dużo mówi o tym, że trzeba być silnym i odważnym, nie pojmując, że tkwi w tym niezmienny paradoks. Silni nie mogą być odważni. Tylko słabi mogą być odważni; i tylko odważnym można zaufać, że okażą się silni w potrzebie, w czasach, gdy wszystko się chwieje."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 77


"gdy Nietzsche naucza: „Daję wam nowe przykazanie: byście nie mieli litości", w gruncie rzeczy mówi: "Daję wam nowe przykazanie: byście obumarli". Wrażliwość to nieodłączny atrybut życia."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 79


"Gdy ludzie byli szorstcy i prymitywni, gdy żyli w twardym świecie wśród surowych praw, gdy wiedzieli, co naprawdę znaczy walka, znali wówczas tylko dwa rodzaje pieśni. Pierwsza była pieśnią radości, że słabi pokonali silnych, druga zaś lamentem, że silni tym razem pokonali słabych."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 80


"Błąd synkretyzmu wynika z tego, że trudno ocenić, który element danej religii jest rzeczywiście dobry, a który rzeczywiście zły. Toteż nieboraków, wymyślających nowe religie, spotyka na ogół ten sam żałosny koniec: elementy uważane powszechnie za dobre okazują się złe; elementy uważane powszechnie za złe okazują się dobre."
"Boże Narodzenie w oczach estetów", s. 84


"Historia jednoznacznie potwierdza, że nic prócz mistycyzmu nie ma cienia szansy na ludzkie zrozumienie."
"Pan Wells pośród olbrzymów", s. 86


"W ferworze dyskusji uchodzi za postawę mądrą i umiarkowaną, gdy ktoś twierdzi, że wino, owszem, można pijać, ale wyłącznie jako lekarstwo. Ośmielę się z tym nie zgodzić, i to nie zgodzić z wielką stanowczością. Jedyne picie prawdziwie groźne i niemoralne to picie alkoholu w charakterze lekarstwa. Jeśli bowiem człowiek pije wino dla przyjemności, to znaczy, że chce uzyskać coś wyjątkowego, czego nie oczekuje od życia w każdej chwili i nie próbuje mieć na okrągło, o ile jest w pełni zdrowy na umyśle. Jeżeli jednak człowiek pije wino dla zdrowia, chce uzyskać coś normalnego, co powinien mieć stale i bez czego trudno byłoby mu się obejść. Gdy upojenie to tylko sprawa upojnej chwili, człowiek może zdoła pokonać jego uwodzicielski zew; ale zakręci mu się w głowie, gdy ujrzy, że upojna może być również codzienność."
"Omar i święte wino", s. 95 - 96


"Łatwo odmówić sobie przyjemności; ciężko odmówić sobie normalnośći."
"Omar i święte wino", s. 96


"Nigdy nie pij dlatego, że potrzebujesz drinka, bo to jest właśnie picie racjonalne - czyli prosta droga do śmierci i piekła. Pij dlatego, że wcale nie musisz pić, bo to jest picie irracjonalne, czyli prastare zdrowie świata."
"Omar i święte wino", s. 97


"To prawda, że intensywne szczęście odczuwamy na ogół tylko przez chwilę, która szybko mija, lecz nie powinniśmy z góry nastawiać się, że chwila minie, ani radować się nią dlatego, że jest przemijająca. Czyniąc tak, racjonalizujemy nasze szczęście, a co za tym idzie - dławimy je w zarodku. Szczęście jest tajemnicą, niczym religia, i przenigdy nie wolno go racjonalizować. Przypuśćmy, że ktoś przeżywa chwilę głębokiej przyjemności. Nie chodzi mi o taką przyjemność, jaką oferuje reklama satynowych prześcieradeł, lecz o uczucie przemożnego szczęścia, szczęścia aż do bólu. Takiej ekstazy można doświadczyć podczas zakochania lub zwycięstwa w bitwie. Zakochany przeżywa chwilę szczęścia, lecz z całą pewnością nie myśli przy tym o samej chwili, lecz o kobiecie, którą kocha albo o sobie samym. Wojownik raduje się chwilą zwycięstwa nie przez wzgląd na ulotny moment, lecz przez wzgląd na sztandar. Za sztandarem stoi może krótkowzroczna, zmienna polityka; a miłość może być cielęcą miłością, trwającą tydzień. Ale patriota uważa swoją flagę za wieczną, a zakochany sądzi, że jego miłość nigdy nie ustanie. Te krótkie momenty są przepojone wiecznością. Są radosne dlatego właśnie, że nie uważamy ich za przelotne."
"Omar i święte wino", s. 101


"Kiedy socjologowie twierdzą, że każdy powinien dostosować się do nowoczesnych trendów, zapominają, że nowoczesne trendy tworzone są w najlepszym razie przez ludzi, którzy nie mają ochoty dostosowywać się do czegokolwiek, a w najgorszym razie - właśnie przez miliony zastraszonych stworzeń, usilnie dostosowujących się do trendu, którego nie ma (...) Każdy wypowiada się z respektem o opinii publicznej, mając na myśli opinię publiczną minus jego własną opinię. Każdy wycofuje się z własnego zdania pod mylnym wrażeniem, że inny człowiek wnosi do ogólnej puli takie zdanie, jakie podobno mają wszyscy. Każdy ulega, rezygnując z własnych pomysłów w imię atmosfery społecznej, która przecież sama w sobie jest formą uległości. Zaś nad całym tym bezdusznym i niedorzecznym ujednoliceniem rozpościera się nowa, męcząca i trywialna prasa, niezdolna do inwencji, niezdolna do śmiałości, zdolna jedynie do służalstwa, tym bardziej godnego pogardy, że nie jest to nawet służalstwo wobec silnych. Cóż, taki właśnie kres czeka wszystkich, którzy zaczynają od marzeń o potędze i podbojach. Główna cecha „nowego dziennikarstwa" polega na tym, że to po prostu złe dziennikarstwo. To najbardziej niedbała, bezbarwna i wyprana z indywidualności działalność, jaką prowadzi się w naszych czasach."
"Potulność brukowców", s. 112


"Tradycja chrześcijańska (która wciąż pozostaje jedyną spójną etyką Europy) opiera się na paru tajemniczych paradoksach. Łatwo je kwestionować w dyskusji i równie łatwo dostrzec w życiu. Jeden z nich to paradoks nadziei czy wiary - inaczej mówiąc, im bardziej beznadziejna sytuacja, tym więcej nadziei powinien mieć człowiek (...) Inny to paradoks miłosierdzia i rycerskości, zgodnie z którym im coś jest słabsze, tym bardziej trzeba to szanować, a im bardziej karygodne, tym mocniej apeluje do nas o jakieś wstawiennictwo (...) Otóż, jedną z owych praktycznych i skutecznych tajemnic, zawartych w chrześcijańskiej tradycji, i tą właśnie, którą wyłowił Kościół katolicki ku największej swej zasłudze, jest koncepcja, że pycha jest grzechem. Pycha to słabość charakteru, która wysysa soki żywotne z ludzkiej radości z poczucia zadziwienia, rycerskości i energii (...) Prawda jest bowiem dużo dziwniejsza, niż z pozoru się zdaje. To prawda, że pokora ma w sobie więcej mądrości i wigoru niż pycha. Ale prawda też, że i próżność ma w sobie więcej mądrości i wigoru niż pycha. Próżność jest towarzyska - to prawie rodzaj więzi międzyludzkiej; pycha jest samotnicza i niecywilizowana. Próżność jest aktywna, potrzebuje aplauzu niezliczonych tłumów; pycha jest bierna, bo potrzebuje aplauzu tylko jednej osoby i z góry go ma. Próżność umie cieszyć się z żartu nawet własnym kosztem; pycha jest drętwa i nie umie się nawet uśmiechnąć."
"Humory pana Moore", s. 122 - 123


"Jeden z tysiąca argumentów przeciw grzechowi pychy polega bowiem na tym, że świadoma autorefleksja siłą rzeczy uniemożliwia szczere wynurzenia. Człowiek, który dużo rozmyśla na własny temat będzie próbował patrzeć na siebie z wielu stron, osiągać efekciarską perfekcję pod każdym względem, być chodzącą encyklopedią kultury - a tymczasem jego prawdziwa osobowość utonie gdzieś w odmętach tej fałszywej wszechstronności. Myślenie o sobie prowadzi do tego, że człowiek usiłuje być wszystkim naraz; a kiedy ktoś próbuje być wszystkim, uniwersalnym jak samo Uniwersum, w efekcie przestaje być czymkolwiek. Przeciwnie - jeśli człowiek jest wystarczająco roztropny, by rozmyślać wyłącznie o Uniwersum, będzie o nim rozmyślał na swój. własny indywidualny sposób. Sekret Boga pozostanie dla niego dziewiczo nowy. Ujrzy drzewa, jakich nikt dotąd nie widział, i słońce, jakiego nikt przedtem nie zobaczył."
"Humory pana Moore", s. 125


"Jeden poważny zarzut należy moim zdaniem postawić nowoczesnym zwolennikom prostego życia we wszystkich jego różnorakich formach, poczynając od wegetarianizmu, a kończąc na honorowej konsekwencji duchoborców. Zarzut brzmi tak, że chcą nam narzucić prostotę w sprawach nieistotnych - a złożoność w sprawach ważnych. Ich prostota obejmuje rzeczy drugorzędne, jak dieta, ubiór, konwenanse czy ekonomia. Ich złożoność obejmuje rzeczy podstawowe, jak sposób myślenia, filozofia, lojalność, duchowa akceptacja i duchowe odrzucenie. Nieważne, czy człowiek jada marchewkę surową czy zasmażaną; o wiele ważniejsze, czy jedząc surową marchew, nie snuje aby myśli, za które sam powinien w piekle się smażyć. Jedyna prostota warta posiadania to prostota serca - ta, która akceptuje i cieszy się każdą chwilą. Nie jest pewne, jaki model życia pozwala ją zachować. Jest za to ewidentne, że życie zgodne z naturą niszczy ją najzupełniej. Więcej prostoty i naturalności jest w człowieku, który je kawior pod wpływem impulsu niż w człowieku, który jada grejpfruty dla zasady."
"Sandały i prostota", s. 128


"Luksus nauczy nas, że szczytem materializmu jest spoglądanie z pogardą na materialne przyjemności."
"Sandały i prostota", s. 129


"Astronomię można zrozumieć tylko będąc astronomem, entomologię tylko będąc entomologiem (względnie insektem), lecz antropologię można w znacznym stopniu zrozumieć po prostu będąc człowiekiem."
"Nauka i dzicy", s. 133


"Tajemnice, jakie antropologia próbuje przeniknąć z wielkim nakładem sił i środków, można poznać nie z książek ani podróży, lecz na podstawie codziennych kontaktów międzyludzkich. Zagadka, czemu takie czy inne plemię oddaje cześć małpom albo księżycowi, nie zostanie rozwiązana nawet wówczas, gdy antropolog osobiście pofatyguje się do siedziby dzikusów i przeprowadzi wśród nich ankietę, pilnie notując odpowiedzi. Rozwiązanie zagadki znajdzie za to w Anglii, w Londynie, ba - w swojej własnej duszy. Kiedy odkryje, czemu ludzie na Bond Street noszą czarne cylindry, odkryje jednocześnie, czemu ludzie na antypodach wplatają we włosy czerwone pióra. Aby się dowiedzieć, dlaczego dzicy tańczą wojenne tańce, nie trzeba się przekopywać przez grube księgi podróżnicze; ten problem lepiej studiować na balu dobroczynnym. Jeśli ktoś chce odnaleźć korzenie religii, nie powinien jechać na Wyspy Sandwich, lecz pójść do kościoła. A jeśli chce poznać, jak formowało się społeczeństwo i czym ono w ogóle jest z punktu widzenia filozofii, nie powinien zajmować się eksponatami w muzeum, lecz pracą społeczną (...) Nie pojmując, że ceremoniał zasadniczo nie wymaga przyczyn, uczony koniecznie musi poznać przyczynę każdego ceremoniału. Rzecz jasna, zazwyczaj okazuje się ona absurdalna - nie dlatego, że powstała w prostym umyśle barbarzyńcy, lecz dlatego, że spłodził ją wyrafinowany umysł profesora."
"Nauka i dzicy", s. 134 - 135


"Nauka może poddać analizie kotlet mielony i ustalić, ile zawiera fosforu, a ile protein, nie da się jednak poddać analizie ludzkiej ochoty na kodet mielony i procentowo określić, ile w niej głodu, ile obyczaju, ile kaprysu płynącego z nerwów, a ile niespokojnej tęsknoty za pięknem. Ludzka ochota na kotlet pozostaje z naukowego punktu widzenia dokładnie tak samo mistyczna i nieuchwytna jak ludzkie marzenie o raju."
"Nauka i dzicy", s. 136


"Najbardziej chyba żałosnym ze złudzeń, którymi karmią się badacze prymitywnych religii, jest ich pojęcie o tak zwanej antropomorfizacji. Ludy pierwotne tłumaczyły sobie zjawiska przyrody, przypisując je takiemu czy innemu bóstwu w ludzkiej postaci. Badacze dochodzą więc do wniosku, że człowiek pierwotny miał mały, ciasny rozumek i nie umiał sięgnąć wyobraźnią poza własną śmiechu wartą egzystencję. Grzmot piorunu był dla niego ludzkim głosem, a błyskawice ludzkimi oczami, bo w ten sposób racjonalizował przyrodę i czuł się wśród niej bezpiecznie. Z takiego sposobu myślenia badacz może się radykalnie wyleczyć, idąc o północy na przechadzkę po lesie. Szybko odkryje, że jeśli w ludzkiej wyobraźni jakieś na wpół ludzkie moce kryły się za przyrodą, to nie dlatego, że taki pomysł był czymś naturalnym, ale dlatego, że był czymś nadnaturalnym; nie dlatego, że świat stawał się przez to zrozumiały, ale dlatego, że stawał się stokroć bardziej tajemniczy i niepojęty. Człowiek idący nocą przez las rozumie, że póki przyroda jest tylko przyrodą, nie ma nad nami żadnej władzy. Drzewo to ociężały potwór z wodogłowiem, o stu ramionach, tysiącu językach i jednej jedynej nodze; póki jednak jest tylko drzewem, wcale się go nie boimy. Jawi się nam jako coś obcego, coś przeraźliwie dziwnego dopiero wówczas, gdy zaczyna przypominać nas samych. Kiedy drzewo naprawdę wygląda jak człowiek, kolana się pod nami uginają. A kiedy cały wszechświat wygląda jak człowiek, padamy na twarz."
"Nauka i dzicy", s. 141 - 142


"W popularnych powieściach słowo "poganin" oznacza dziś człowieka, który nie wyznaje żadnej religii, podczas gdy prawdziwy poganin wyznawał gdzieś z pół tuzina religii naraz. Poganie, zgodnie z tym poglądem, co i rusz stroili się w wieńce z kwiatów i pląsali sobie swawolnie i beztrosko - podczas gdy w rzeczywistości najlepsze pogańskie cywilizacje praktykowały nieco zbyt surową powagę i o wiele zbyt surową odpowiedzialność. Poganie są opisywani przede wszystkim jako podchmieleni anarchiści, podczas gdy byli przede wszystkim racjonalni i ściśle przestrzegali reguł życia społecznego. Są wychwalani za buntowniczość, choć jedyną ich wielką cnotą było obywatelskie posłuszeństwo. Budzą podziw i zazdrość jako ludzie bezwstydnie szczęśliwi - choć jedynym ich wielkim grzechem była rozpacz."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 143 - 144


"Tylko jedna nowożytna siła stanęła kiedyś twarzą w twarz z prawdziwym pogaństwem. Tylko jedna siła naprawdę wie coś o pogaństwie - a siłą tą jest religia chrześcijańska. I tu właśnie tkwi słabość neopoganizmu. Istotą neopoganizmu jest kult przyjemności - tymczasem wszystko, co autentycznie przechowało się po dziś dzień z hymnów i tańców starożytnej europy, wszystko, co rzeczywiście pozostało po radosnych festynach ku czci Febusa i Pana, znaleźć można w świętach chrześcijańskiego Kościoła. Ktoś, kto naprawdę chce uchwycić łańcuch tradycji, biegnącej w przeszłość ku pogańskim misteriom, powinien złapać za łańcuch oplatający choinkę. Cała reszta nowożytnych zjawisk wywodzi się z chrześcijaństwa, łącznie nawet z tym, co wydaje się najbardziej antychrześcijańskie. Rewolucja Francuska wywodzi się z ideałów chrześcijaństwa. Gazety wywodzą się z ideałów chrześcijaństwa. Nauka wywodzi się z ideałów chrześcijaństwa. Same nawet ataki na chrześcijaństwo wywodzą się z ideałów chrześcijaństwa. Jedno jedyne, co z wszelką pewnością i ścisłością wywodzi się dziś z pogaństwa - to właśnie chrześcijaństwo."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 146 - 147


"Cnota nadziei budzi się do życia dopiro wtedy, gdy ziemia drży i słońce gaśnie. Dokładnie tak samo przedstwia się sprawa z miłością. Miłosierdzie, w potocznym rozumieniu, to miłość chrześcijańska okazywana biedakom, którzy w pełni na nią zasługują. Ale to przecież wcale nie miłość; to tylko sprawiedliwość. To ci, którzy ani trochę nie zasługują na miłość naprawdę jej potrzebują; ideał miłości chrześcijańskiej istnieje właśnie dla nich - albo nie istnieje wcale. Podobnie i w sytuacji z gruntu beznadziejnej potrzebny jest, dla celów praktycznych, pełen nadziei człowiek. Ideał nadziei spełnia się właśnie wtedy - albo nigdy. Dokładnie w chwili gdy nadzieja staje się nierozumna, zaczyna być użyteczna."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 148 - 149


"antyczny świat pogański kroczył najprostszą możliwą drogą, póki nie pojął, że popełnia straszny błąd. Był to świat cudownie i szlachetnie racjonalny, który na łożu śmierci odkrył tę cenną i wieczną prawdę, dziedzictwo dla przyszłych pokoleń - że racjonalność nie wystarcza."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 149


"jedyny przydatny w boju rodzaj nadziei to nadzieja przecząca wszelkiej arytmetyce. Jakikolwiek jest sens tej sprzeczności, pozostaje faktem, że jedyny rodzaj miłości, jakiej pragną ludzie słabi duchem i jaką odczuwają ludzie wielkoduszni, to miłość wybaczająca najczarniejsze grzechy. Jakikolwiek jest sens wiary, musi ona z istoty swojej oznaczać pewność czegoś, czego nie możemy udowodnić. I tak, na przykład, wierzymy za jej sprawą w istnienie innych ludzi."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 151


"Cywilizacja odkryła pokorę z tego samego powodu, dla którego odkryła wiarę i miłość: dlatego mianowicie, ąe chrześcijaństwo musiało odkryć ją - lub zginąć."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 152


"Poganin, z podziwu godnym rozsądkiem, zamierzał cieszyć się życiem. U schyłku swej cywilizacji pojął, że człowiek nie jest w stanie rozkoszować się własnym życiem i jednocześnie rozkoszować się czymkolwiek innym."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 152


"Człowiek, który niszczy swoje ego, stwarza kosmos."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 153


"Carlyle głosił apoteozę arystokracji, którą łatwo można zakwestionować, i to za pomocą jego najbardziej znanego aforyzmu: że ludzie to przeważnie głupcy. Chrześcijaństwo, ze spokojną pewnością i pełnym szacunku realizmem, twierdzi, że ludzie to zawsze głupcy. Nazywa się to niekiedy doktryną grzechu pierworodnego, niekiedy zaś - doktryną ludzkiej równości. Oznacza to, co do zasady, że jeśli jakieś wielkie moralne niebezpieczeństwo zagraża jednemu człowiekowi, zagraża też wszystkim innym. Każdy może zostać przestępcą, jeśli ulegnie pokusie. Każdy może zostać bohaterem, jeśli ulegnie inspiracji. W ten oto sposób doktryna chrześcijańska rozbija w proch i pył żałosną wiarę Carlyle'a (lub czyjąkolwiek) w grono "nielicznych mądrych ludzi". Nie ma takich ludzi. Nigdy ich nie było. Każda arystokracja, pod najważniejszymi względami, zachowuje się raczej jak część motłochu. Oligarchia przypomina grupkę popijającą piwo na ulicy: jest wesoła, lecz omylna. Najpyszniejsze oligarchie wychodziły najgorzej na własnej polityce - oligarchia Polski, oligarchia Wenecji. Za to armie, które najszybciej i najsprawniej roznosiły wrogów, były armiami religijnymi - jak na przykład armia muzułmańska lub armia purytańska. Armia religijna z natury swojej składa się bowiem z ludzi, których nauczono korzyć się, nie pysznić."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 155 - 156


"Gdyby ludzie myśleli niezależnie - to jest, niezależnie od innych ludzi - każdy zaczynałby rozumować zawsze od początku i docierał prawdopodobnie tam, gdzie dotarł przed nim jego ojciec. Postęp, o ile w ogóle istnieje, musi oznaczać wnikliwe studia nad przeszłością i przejęcie całego jej dziedzictwa."
"Pan Lowes Dickinson i pogaństwo", s. 158


"Narodowość nie ma nic wspołnego z rasą. Narodowość to fakt. Przypomina Kościół lub tajne stowarzyszenie; jest tworem ludzkiej duszy i woli; jest dziełem ducha. Żyją jednak w dzisiejszym świecie ludzie, którzy gotowi są wymyślić cokolwiek i zrobić wszystko, byleby tylko nie przyznać, że coś może być dziełem ducha."
"Celtowie i celtofile", s. 162


"piewcy rasy celtyckiej opisują Irlandczyków, czy też Celtów, jako przedziwną i odrębną rasę, plemię ekscentryków współczesnego świata, zatopione w mglistych legendach i bezowocnych snach. Rzecz sprowadza sie do tego, by przedstawić Irlandczyków jako niezwykłych ludzi, którzy widują elfy, jako zwariowanych dziwaków, którzy wciąż jeszcze śpiewają stare pieśni i tańczą dawne grupowe tańce. A to jest błąd; więcej nawet - to postawienie prawdy na głowie. Właśnie Anglicy są niezwykłymi ludźmi, bo nigdy nie widują elfów. Właśnie mieszkańcy Kensington są zwariowanymi dziwakami, bo nie śpiewają strych pieśni i nie tańczą dawnych grupowych tańców. Irlandczycy, którzy to wszystko czynią, nie są ani trochę dziwni i odrębni, i ani trochę celtyccy, jeśli traktować to słowo jako synonim ich obyczajów. Jest to normalny, rozsądny naród, wiodący normalne, rozsądne życie typowe dla narodu, który nie został jeszcze zatruty miejskim smogiem, podporządkowany lichwiarzom ani w żaden inny sposób doprowadzony do rozkładu przez bogactwo i naukę."
"Celtowie i celtofile", s. 164 - 165


"Nie jest dziś w modzie, by opiewać pożytki, płynące z niedużej społeczności. Każą nam się łączyć w wielkie imperia; mówią, że mamy wierzyć w wielkie idee. Ale małe państewko, małe miasteczko, czy wioska zabita deskami mają pewną zaletę, którą każdy musi dostrzec, chyba że widzieć nie chce. Otóż człowiek żyjący w małej społeczności żyje w dużo większym świecie. Lepiej zna przerażające przepaście, które dzielą ludzi; i wie, że są między ludźmi przepaście nieznające kompromisów. Powód jest oczywisty. W wielkiej społeczności możemy sami wybierać sobie towarzystwo. W małej społeczności towarzystwo zostaje nam narzucone."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 168


"Klan rodzinny nie jest ciasny ani ograniczony - to klika jest ciasna i ograniczona. Członkowie klanu żyją razem, bo wszyscy noszą ten sam tartan lub pochodzą od tej samej świętej krowy; ale ich dusze, za sprawą boskiej przypadkowości, zawsze będą mienić się kolorami bardziej od jakiegokolwiek tartanu. Lecz członkowie kliki trzymają się razem, bo mają ten sam gatunek duszy. Ich ciasnota jest ciasnotą duchowej spójności i zadowolenia, typowego również dla diabłów w piekle."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 168 - 169


"W naszych sąsiadach najbardziej nas irytuje, że nie chcą pilnować własnego nosa i zająć się własnymi sprawami. Jednak w gruncie rzeczy nie o to nam chodzi. Gdyby sąsiedzi nie zajmowali się własnymi sprawami, to nim człowiek by się obejrzał, dostaliby eksmisję i przestali być naszymi sąsiadami. Drażni nas co innego, i dużo ważniejszego. Jeśli czujemy do nich antypatię, to nie dlatego, że brak im energii, by zająć się własnymi sprawami, ale dlatego, że mają dość energii, by zająć się również naszymi sprawami, przynajmniej na tyle, by obszernie je omawiać. To, co budzi w nas zgrozę, to nie ciasnota ich zainteresowań, lecz ich wyborna skłonność, by rozszerzać krąg zainteresowań poza zasięg własnego nosa. Każda awersja do rodzaju ludzkiego ma, w ogólnych zarysach, takie właśnie podłoże. Nie jest to nigdy awersja do ludzkiej bierności (jak udajemy), lecz do ludzkiej aktywności. Mizantropi udają, że gardzą ludzkością, bo jest słaba. W istocie nienawidzą jej za jej siłę."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 171


"Wrogów i przyjaciół stwarzamy sobie sami, ale to Pan Bóg stworzył naszego sąsiada. Nic więc dziwnego, że ów bliźni jawi się nam spowity w całą grozę, jaką beztrosko roztaczają żywioły. Jest obcy jak gwiazdy; jest stały i obojętny jak deszcz. Jest człowiekiem - najstraszliwszą z istot."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 173


"Mieszkaniec przedmieścia czyni słusznie, jeśli jedzie do uzdrowiska Ramsgate, ponieważ lubi akurat uzdrowisko Ramsgate - co z trudem mieści się w głowie. Ale jeśli, jak sam to ujmuje, jedzie do Ramsgate "dla odmiany", znajdzie bardziej romantyczną, wręcz melodramatyczną odmianę, jeśli przeskoczy przez płot do ogrodu sąsiada. Konsekwencje takiego czynu mogą okazać się stymulujące w znaczeniu, które dalego wykracza poza możliwości leczenia uzdrowiskowego."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 174


"Dobrze człowiekowi robi, jeśli żyje w rodzinie, ponieważ dobrze mu robi, jeśli żyje w oblężonym mieście lub jeśli śnieg odetnie mu ulicę od świata. Takie rzeczy zmuszają człowieka, by zdał sobie sprawę, że życie nie jest czymś, co ogląda się z zewnątrz, lecz czymś, co przeżywamy od wewnątrz; a przede wszystkim - jeśli ma to być życie prawdziwie fascynujące i stymulujące - jest czymś, co z natury swojej istnieje wbrew nam samym. Współcześni pisarze, którzy mniej lub bardziej otwarcie sugerują, że rodzina to kiepski wynalazek, ograniczają się na ogół do sugestii, podawanej z gniewem, goryczą lub żałością, że rodzina nie zawsze składa się z osób pasujących do siebie nawzajem. Rzecz jasna, rodzina jest dobrym wynalazkiem właśnie dlatego, że składa się z osób, które kompletnie do siebie nie pasują. Jest zdrowa i stanowi integralną całość, gdyż zawiera masę rozbieżności i różnorodności. Przypomina małe królestwo, znajduje się z reguły w stanie mocno przypominającym anarchię. Właśnie dlatego, że nasz brat George ma głęboko w nosie nasze rozterki religijne, a jego zainteresowania skupiają się wokół restauracji "Trocadero", rodzina posiada pobudzające cechy wspólnoty. Właśnie dlatego, że nasz wujek Henry nie akceptuje aktorskich ambicji naszej siostry Sary, rodzina przypomina ludzkość w pigułce. Mężczyźni i kobiety, którzy z dobrych lub złych powodów buntują się przeciw rodzinie, buntują się po prostu przeciw rodzajowi ludzkiemu. Ciotka Elizabeth nie daje sobie przemówić do rozsądku - jak ludzkość. Tata łatwo się denerwuje - jak ludzkość. Nasz najmłodszy braciszek jest psotny - jak ludzkość. Dziadek jest stary jak świat - i głupi jak świat."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 175 - 176


"Najpewniejszy sprawdzian, czy człowiek jest gotów stawić czoła normalnej ludzkiej różnorodności, polega na tym, by spuścić się przez komin do czyjegoś domu, wybranego na chybił trafił, po czyn najlepiej jak się da ułożyć sobie życie z jego mieszkańcami. I zasadniczo jest to właśnie coś, co każdy z nas uczynił w dniu, kiedy przyszedł na świat."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 176


"Jeśli stworzymy grupę ludzi, wybranych w drodze racjonalnej selekcji, grupa będzie miała specyficzną lub wręcz sekciarską atmosferę. Tylko ludzie wybrani w sposób irracjonalny tworzą grupę składającą się po prostu z ludzi. I wówczas pojawia się element przygody; bo przygoda z natury swej jest czymś, co samo do nas przychodzi. Jest czymś, co nas wybiera, nie będąc przez nas wybranym."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 177


"Kiedy po urodzeniu trafiamy do rodziny, trafiamy do świata nieprzewidywalnego, rządzonego własnymi dziwnymi prawami, do świata, który mógłby się bez nas obejść, do świata, którego nie stworzyliśmy. Innymi słowy, trafiamy w sam środek baśni."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 178


"Jeśli umiemy rozumować, możemy przeprowadzić wnioskowanie logiczne lub filozoficzne i mieć pewność, że zakończyliśmy je prawidłowo. Dysponując wystarczającą mocą intelektu, możemy dokończyć naukowe odkrycie i mieć pewność, że robimy to dobrze. Ale nawet będąc tytanami intelektu, nie zdołamy dokończyć najgłupszej i najprostszej fabuły powieściowej - i mieć pewność, że zrobiliśmy to właściwie. Za fabułą kryje się bowiem nie tylko intelekt, który po części jest mechaniczny, lecz również wola, która w istocie jest boska."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 179


"Tym, co nadaje życiu romantyzm, co otwiera pełnię burzliwych i namiętnych możliwości, są właśnie owe codzienne ograniczenia, zmuszające nas wszystkich, byśmy napotykali to, co nam nie odpowiada lub czego zupełnie nie przewidzieliśmy."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 180


"Przyjście na świat oznacza, że trafiliśmy w warunki niesprzyjające, czyli, innymi słowy, tworzące wokół nas aurę romantyzmu. Zaś spośród owych wszystkich ram i ograniczeń, które kształtują w naszym życiu poezję i różnorodność, rodzina jest najważniejsza i najbardziej namacalna. Nie rozumieją jej ludzie nowocześni, wyobrażają sobie bowiem, że najdoskonalszy romantyzm istnieje w warunkach, które zwą kompletną wolnością. Sądzą, że kiedy człowiek kiwnie palcem, słońce powinno spadać z nieba, i nazywają to zaskakującym i romantycznym. Ale w słońcu najbardziej romantyczne i zaskakujące jest to , że nie spada z nieba. Szukają, pod różnymi postaciami, świata, gdzie nie ma żadnych ograniczeń - nie ma granic, a więc nie ma linii tworzących zary, czyli, innymi słowy, nie ma kształtów. Jakiż to nędzny gatunek nieskończoności. Twierdzą, że chcą być potężni jak samo Uniwersum, ale tak naprawdę pragną tylko Uniwersum równie słabego jak oni sami."
"O pewnych nowoczesnych pisarzach i instytucji rodziny", s. 180 - 181


"Siła klas wyższych nie tkwi w nich samych; tkwi w slumsach. Nie bierze się z Izby Lordów, ani ze Służby Cywilnej, ani z posad rządowych, ani nawet z potężnego i nieproporcjonalnego monopolu na władanie angielską ziemią. Bierze się z ducha. Bierze się z faktu, że kiedy wyrobnik tłukący kamienie na drodze chce pochwalić innego wyrobnika, odruchowo mówi o nim, że zachował się jak dżentelmen. Z punktu widzenia demokracji mógłby powiedzieć, że zachował się jak wicehrabia. Oligarchiczny charakter angielskiego społeczeństwa nie bazuje, jak w innych oligarchiach, na okrucieństwie bogaczy wobec biedaków. Nie bazuje nawet na dobroci bogaczy wobec biedaków. Bazuje na odwiecznej i niezawodnej dobroci biedaków wobec bogaczy."
"Pomysłowi literaci i zimnokrwiści dżentelmeni", s. 189


"Pochwała, choćby i szalenie przesadna, choćby i wynosząca kogoś pod niebiosa, nie stanowi pochlebstwa, póki dotyczy cechy realnej i zauważalnej. Człowiek może oznajmić, że głowa żyrafy sięga chmur, albo że wieloryb wypełnia całe Morze Północne, i wciąż jest to tylko wyraz euforycznej sympatii wobec ulubionego zwierzątka. Kiedy jednak zaczyna komplementować żyrafę dla jej prześlicznych piór, a wieloryba dla jego zgrabnych nóżek, mamy do czynienia z takim zachowaniem społecznym, które zowie się pochlebstwem."
"Pomysłowi literaci i zimnokrwiści dżentelmeni", s. 190


"Ludzie potrafią rozwodzić się godzinami o golfie, papierosach, ubraniach lub polityce partyjnej, zachowując przy tym oblicza godne kardynałów na konklawe. Ci sami ludzie zaśmiewają się, powtarzając dowcipy z długą brodą, krążące od niepamiętnych czasów na temat najpoważniejszych i najstraszniejszych spraw na świecie: małżeństwa i śmierci."
"Pan McCabe i boska krotochwila", s. 204


"Pan McCabe myli się, sądząc, że niebezpieczeństwo, które moim zdaniem grozi na skutek zaniku religii, polega na nasileniu ludzkiej zmysłowości. Wręcz przeciwnie, skłonny jestem raczej przewidywać stępienie zmysłowości, bo przewiduję stępienie wrażliwości. Wcale nie myślę, że pod rządami współczesnego zachodniego materializmu czeka nas anarchia. Co tam zresztą anarchia - mocno wątpię, czy ludzie będą mieli tyle jednostkowej odwagi i siły ducha, by zdołali zachować bodaj zwykłą wolność. Wbrew przestarzałej, błędnej opinii, sekularyzm budzi w nas sprzeciw wcale nie dlatego, że prowadzi do zaniku dyscypliny w codziennym życiu. Występujemy przeciw sekularyzmowi, gdyż prowadzi do zaniku motywacji. Materializm nie jest po prostu systemem, który niszczy restrykcje obyczajowe. Materializm sam jest jedną wielką restrykcją. Szkoła pana McCabe opowiada się za wolnością polityczną, lecz neguje wolność duchową. Znosi bowiem reguły, które można było łamać, i zaprowadza reguły, których złamać się nie da. A na tym polega prawdziwe niewolnictwo."
"Pan McCabe i boska krotochwila", s. 212 - 213


"Nauka oznacza specjalizację; a specjalizacja oznacza oligarchię. Starczy wyrobić w społeczeństwie nawyk ufnego oczekiwania, że konkretna grupa ludzi osiągnie konkretne wyniki w fizyce czy astronomii, a niebawem zacznie się od nas wymagać równie naturalnej ufności wobec określonej grupy ludzi, mającej osiągnąć wyniki w rządzeniu i zaprowadzaniu przymusu. Jeśli uznajecie za rozsądne, że jeden żuczek ma być obiektem badań jednego człowieka, i że ów człowiek ma być jedynym badaczem tego żuczka, łatwo zrobić następny krok, z pozoru nieszkodliwy, i uznać konsekwentnie, że polityka ma być obiektem badań jednego człowieka, który będzie jedynym jej badaczem. Jak już wskazałem w innym miejscu, ekspert jest bardziej elitarny niż arystokrata. Arystokrata to po prostu ktoś, kto żyje dobrze; ekspert to ktoś, kto wie lepiej. A patrząc na postępy naszej naukowej cywilizacji widzimy, jak w każdej dziedzinie życia specjalista stopniowo zdobywa przewagę nad zwykłym człowiekiem. Kiedyś wszyscy ludzie śpiewali razem przy stole; teraz śpiewa jeden piosenkarz, a inni go słuchaja, z tej absurdalnej przyczyny, że on umie śpiewać lepiej. Jeśli ta cywilizacja przetrwa dłużej (co mało prawdopodobne), tylko jeden człowiek będzie się śmiał, bo będzie to robił lepiej niż reszta."
"Pan McCabe i boska krotochwila", s. 214


"Powiedzenie, że moralność jakiejś epoki bywa diametralnie różna od moralności innej epoki stanowi wyświechtany frazes nowoczesnego intelektualizmu. I podobnie jak inne takie frazesy, jest kompletnie pozbawione sensu. Jeśli dwie moralności są całkowicie różne, czemu jedną i drugą nazywamy moralnością? To zupełnie jakby ktoś powiedział: „Wielbłądy w rozmaitych krajach są całkiem inne; niektóre mają po sześć nóg, inne są beznogie; niektóre mają łuski, inne pióra; jedne są zielone, a inne trójkątne. Nie mają żadnych cech wspólnych". Normalny rozsądny człowiek zapyta wówczas: „Więc czemu każdego z nich nazywasz wielbłądem? Co dla ciebie znaczy wielbłąd? Jak poznajesz wielbłąda, kiedy go widzisz?"."
"Dowcip Whistlera", s. 219


"Nie istnieje bardziej dobitny dowód, że ktoś jest wielkim artystą, niż fakt, że umie zbywać sztukę wzruszeniem ramion, a od czasu do czasu, przy stosownej okazji, pragnie, by całą sztukę piekło pochłonęło. Na tej samej zasadzie bezpieczniej zaufać takiemu prawnikowi, który przy deserze nie rozprawia o przeniesieniu własności. Czego byśmy sobie życzyli u człowieka, zajmującego się dowolnym zawodem, to żeby wkładał w zawód całą swą pasję. Nie życzymy sobie bynajmniej, by cała pasja typowa dla danego zawodu zżerała jednego człowieka. Nie chcemy, by nasz proces na okrągło zaprzątał myśli naszego adwokata, nawet kiedy adwokat bawi się z dziećmi, jeździ na rowerze lub medytuje na temat jutrzenki. Wolelibyśmy raczej, by wszystkie te czynności dostarczyły mu sił i energii do zajęcia się naszym procesem. Jeśli płuca dobrze mu się wentylują podczas jazdy na rowerze, jeśli jutrzenka natchnie go pomysłem na nową błyskotliwą metaforę, życzymy sobie, by oddał to do naszej wyłącznej dyspozycji podczas konkretnego prawnego sporu. Słowem, radujemy się, że nasz adwokat jest zwyczajnym człowiekiem, bo dzięki temu może się stać nadzwyczajnym prawnikiem."
"Dowcip Whistlera", s. 228


"Dla umysłów najwybitniejszego formatu sprawy, które ludzi łączą są tak nieskończenie ważniejsze od spraw, które ludzi dzielą, że te ostatnie praktycznie znikają."
"Dowcip Whistlera", s. 230


"Nie ma sensu złorzeczyć przeciw cynikom i materialistom. Tacy ludzie nie istnieją. Każdy jest idealistą; tyle że niestety często posiada niewłaściwy ideał. Każdy jest sentymentalny; problem w tym, że nieraz żywi niewłaściwe sentymenty."
"Stereotyp młodego narodu", s. 236


"Zawsze istnieje pewna groźba, że ludzie posiadający nieżyciowe ideały popadną w fanatyzm, lecz ciągła i bezpośrednia groźba fanatyzmu wisi przede wszystkim nad ludźmi posiadającymi ideały życiowe i doczesne."
"Stereotyp młodego narodu", s. 237


"Źle się dzieje, kiedy ktoś pomyli ideał z życiem, lecz grozi to przede wszystkim tym ideałom, które wyglądają choć trochę realnie. Trudno osiągnąć ideał wzniosły i niebosiężny; toteż graniczy z niemożliwością, by człowiek sobie wmówił, że go osiągnął. Ale przyziemny ideał wydaje się w zasięgu ręki, i łatwo przekonać samego siebie, że go osiągnęliśmy, nawet gdy w rzeczywistości daleko nam do tego. Przykłady można by mnożyć. Ambicja, by zostać archaniołem, jest dość wybujała. Ktoś, kto posiada taki ideał, zacznie prawdopodobnie uprawiać ascezę, a może popadnie w wielką żarliwość, lecz mocno wątpię, by pogrążył się w złudzeniach. Nie będzie uważał się za archanioła i nie zacznie krążyć po okolicy, machając rękami w mniemaniu, że wyrosły mu skrzydła. Załóżmy jednak, że jakiś zdrowy na umyśle osobnik posiada ideał bliższy realizmu; załóżmy, że zapragnął zostać człowiekiem dobrze urodzonym. Znając życie, można przewidzieć, że starczy dziewięć tygodni, a sam siebie przekona, że nim jest; zaś ponieważ będzie to ewidentnie sprzeczne z prawdą, spowoduje to nader realne i praktyczne perturbacje w jego życiu towarzyskim. To nie górnolotne, bujające w chmurach ideały niszczą codzienny świat - to ideały twardo stąpające po ziemi."
"Stereotyp młodego narodu", s. 237 - 238


"Jeśli ktoś miewa wizje aniołów, być może zanadto się skupił na świecie nadprzyrodzonym. Ale jeśli ktoś po prostu widuje węże podczas delirium tremens, to wcale nie znaczy, że jest przyrodnikiem. Toteż kiedy przyjrzymy się bliżej najważniejszym koncepcjom, lansowanym przez naszych nowoczesnych i praktycznych polityków, okazuje się, że są one przeważnie złudzeniami."
"Stereotyp młodego narodu", s. 239


"Istnieją trzy podstawowe formy czy symbole, poprzez które naród okazuje swą dumę i wielkość - poprzez element heroizmu w rządach, element heroizmu w wojsku i element heroizmu w sztuce. Pomijając rząd, który stanowi niejako obraz narodu, najistotniejszą kwestią pozwalającą ocenić poziom obywateli jest ich artystyczny stosunek do świąt i moralny stosunek do walki. Mówi nam to, w jaki sposób obywatele przyjmują życie i w jaki sposób przyjmują śmierć."
"Stereotyp młodego narodu", s. 248


"Można w przybliżeniu stwierdzić, że w życiu potężnego państwa istnieją trzy etapy. Najpierw jest ono potęgą lokalną i walczy z innymi lokalnymi potęgami. Potem jest potęgą na wielką skalę i walczy z innymi potęgami na wielką skalę. A potem, nadal będąc potęgą na wielką skalę, walczy z lokalnymi potęgami, udając, że są to potęgi na wielką skalę, aby rozniecić resztki żaru w popiołach minionej chwały. Następny krok polega na tym, że państwo samo obraca się w potęgę lokalną."
"Stereotyp młodego narodu", s. 248 - 249


"Demokracja nie opiera się na litości dla zwykłego człowieka, ale na szacunku, czy też, jeśli wolicie, nawet na strachu przed zwykłym człowiekiem. Nie staje po stronie ludzi, ponieważ są tak pożałowania godni, ale ponieważ są tak wzniośli. Sprzeciwia się nie tyle temu, że zwykły człowiek jest niewolnikiem, ile raczej temu, że nie jest królem - bo demokracja nadal śni o pierwszej rzymskiej republice, o narodzie królów. Z punktu widzenia demokracji, na drugim miejscu za prawdziwą republiką plasuje się dziedziczna despocja. Mam na myśli taką despocję, w której nie usłyszymy żadnych nonsensów o intelekcie czy o specjalnych predyspozycjach, potrzebnych do zajęcia posady despoty. Despotyzm racjonalny - czyli selektywny - zawsze stanowi przekleństwo ludzkości, bo jest to system, w którym zwyczajni ludzie są źle rozumiani i źle rządzeni przez jakiegoś oschłego zarozumialca, nie żywiącego dla nich bodaj cienia braterskiego respektu. Ale despotyzm irracjonalny zawsze jest demokratyczny, bo sadza na tronie zwykłego człowieka. Najgorsza postać niewolnictwa to tak zwany cezaryzm, czyli obieranie despotą jakiegoś śmiałego, błyskotliwego człowieka, ponieważ on się do tego nadaje. Oznacza to, że ludzie wybierają swego przedstawiciela nie dlatego, że jest do nich podobny, ale dlatego, że nie jest. Ludzie ufają przeciętnemu człowiekowi, takiemu jak Jerzy III czy Wilhelm IV, bo go rozumieją, sami będąc przeciętnymi ludźmi. Mają do niego zaufanie, bo mają zaufanie sami do siebie. Ale gdy ufają wielkiemu człowiekowi, to dlatego, że nie ufają sami sobie. Właśnie dlatego kult wielkich ludzi pojawia się zawsze w czasach słabości i tchórzostwa; słyszymy o wielkich ludziach dopiero wtedy, gdy wszyscy inni ludzie są mali."
"Badacze slumsów", s. 252 - 253


"Zabawne, ile konserwatywnej pomysłowości zmarnowali w obronie Izby Lordów politycy, którzy desperacko próbowali dowieść, że Izba Lordów składa się z ludzi inteligentnych. Tymczasem najlepsze, co można powiedzieć o Izbie Lordów - choć wielbiciele arystokracji napomykają o tym z dziwną wstydliwością - to że Izba Lordów składa się z ludzi głupich i w tym właśnie leży moc jej i potęga."
"Badacze slumsów", s. 254


"Dla prawidłowego działania demokracji potrzebny jest nie tylko demokratyczny system polityczny, czy nawet demokratyczny światopogląd. Potrzebna jest demokratyczna emocjonalność. Demokratyczna emocjonalność, jak przystało na rzecz elementarną i niezbędną, trudno poddaje się opisowi, ale szczególnie trudno ją opisać w naszych oświeconych czasach, z tego prostego powodu, że trudno ją dziś w ogóle znaleźć. Jest to intuicyjne nastawienie, swoiste odczucie, ze sprawy, które łączą ludzi, są niewymownie ważne, zaś sprawy, które dzielą ludzi (na przykład sam tylko poziom inteligencji) są wręcz niewymownie nieważne."
"Badacze slumsów", s. 255 - 256


"Nikt nie powinien pisać książek, nikt nie powinien nawet się odzywać, jeśli nie jest przekonany o prawdziwości własnych poglądów i błędności cudzych - czyli o cudzej herezji i własnej ortodoksji."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 269


"To niedorzeczność sądzić, że im bardziej jesteśmy sceptykami, tym więcej dobra widzimy wokół nas. Żeby dostrzegać dobro, trzeba mieć pewność, na czym ono polega."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 275


"Skrajne przekonania są dziś traktowane z dużą ostrożnością, ponieważ panuje opinia, że to one właśnie, zwłaszcza w kwestiach uniwersalnych, były w przeszłości winne czemuś, co nazywa się bigoterią. Ale starczy rozejrzeć się dokoła, by opinia ta zachwiała się w posadach. W prawdziwym życiu największymi bigotami są ludzie nie posiadający żadnych w ogóle przekonań (...) Człowiek, który rozumie teologię kalwińską na tyle, by się z nią zgadzać, musi też rozumieć teologię katolicką na tyle, by się z nią nie zgadzać. To nowoczesny agnostyk, który ma nader mgliste pojęcie o słuszności jakiejkolwiek teologii, wyraża dobitną opinię, że katolicyzm Dantego był błędny."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 275-276


"Bigoterię można w przybliżeniu zdefiniować jako gniew ludzi, którzy nie mają poglądów. Bigoteria to forma biernego oporu, jaki ludzie myślący w sposób skrajnie mętny stawiają wobec idei jasnych i wyrazistych. To przerażająca żarliwość bezideowych. To potworność, z której jak świat długi i szeroki wyrosły wszystkie straszne prześladowania. Prześladowcami najczęściej wcale nie byli ci, którym szczerze zależało na idei. Nie byliby wystarczająco liczni. To ludzie, którym było wszystko jedno, napełniali świat ogniem i terrorem. To ręce obojętnych podpalały stosy. To ręce obojętnych dociskały śruby. Owszem, czasem dochodziło też do prześladowań, płynących z bólu, jaki daje pełna pasji pewność, były one jednak skutkiem nie bigoterii, lecz fanatyzmu — zjawiska diametralnie różnego i na swój sposób godnego podziwu. Bigoteria, generalnie biorąc, zawsze oznaczała wszechwładne panowanie tych, którym nie zależało, nad tymi, którym zależało i którzy byli niszczeni w ciemności i krwi."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 276-277


"Radykalni ideowcy z mojej partii popełniają na przykład błąd, sądząc, że finansiści i biznesmeni zagrażają Imperium Brytyjskiemu, bo są brudnymi materialistami. Nic podobnego. Finansiści i biznesmeni zagrażają Imperium, bo mogą popaść w sentymentalizm na tle dowolnego sentymentu i popaść w idealizm na tle pierwszego lepszego ideału, jaki przypadkiem im się napatoczy. Dorastający chłopiec, który niewiele wie o kobietach, łatwo weźmie pierwszą z brzegu kobietę za Tę Jedyną. Tak też i ci praktyczni ludzie, nienawykli do Spraw, za które się walczy, myślą, że jeśli coś okazuje się ideałem, musi to być Ten Właśnie Ideał. Wielu takich praktycznych ludzi szło za Cecilem Rhodesem, ponieważ Rhodes miał wizję. Z równym sensem mogliby iść za nim, bo miał fonię. Człowiek nie hołubiący takiego czy innego marzenia o doskonałości jest równie kaleki jak człowiek niemy. O takich ludziach jak Rhodes mówiło się, ba, szeptało z nabożnym podziwem: „On sam sobie wykuwa los!". Z równie nabożnym podziwem można by szeptać: „On sam sobie wyciera nos!". Ludzka natura zwyczajnie potrzebuje do życia jakiejś nadziei, jakiegoś celu; jak głosi Stary Testament ze swoim zwykłym zdrowym rozsądkiem, gdzie nie ma wizji, lud ginie."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 278


"Gdy tylko religia przestaje być czymś niepoznawalnym, zaczyna być czymś niezbędnym."
"Końcowe uwagi o ważności ortodoksji", s. 280

"Heretycy", tłum. Jaga Rydzewska, Fronda - Apostolicum: 2004

Powrót