Apostoł nierozsądku

§ 4. Cuda białej magii


        Metoda Chestertona jest tak prosta w swej istocie i tonie, że jej analiza może się wydać szukaniem błyskawicy na bezchmurnym niebie. Wszystko się kręci w tym zbożnym młynie dokoła "wnioskowania z analogii"; porównania i podobieństwa z całym swym aparatem żywym i martwym od kwiatów do tajemnic sztuki kulinarnej wysypuje ze swej torby humor Chestertona. Wielokrotnie jest on doskonałym przykładem dowcipu metafory dla tyle interesującego studyum p. Karola Irzykowskiego.(1) Mamy więc bogate zestawienia i przejrzyste analogie co do powstawania prawodawstwa i omletu, filozofii ogrodu warzywnego, sztuki czystej i stosowanej natury i t. p. aparat wzgardą obrzucanego przez B. Shaw’a "common sense". Ton dialektyczny apeluje do rozbrajających analogii, świetnie strawnych, zwłaszcza gdy się stoi pod urokiem apetytu, nużącego nieraz widza, godnego syna Gargantui i czcigodnej Gargamelli. Podobieństwo i pokrewieństwo tych wszystkich rzeczy ziemskich ma w Chestertonie swego heraldyka, pietystycznego sługę: "Świętej Rodziny".

         Don Oxbridge’ski,(2) amator węgorzy, nadzianych wzorowym wykształceniem klasycznym, według satyry F. G. Abbotta, szczęśliwy, że żyje w wieku małych grzechów i drobnych zbrodni, który czuje się najlepiej, gdy go małość otacza,(3) pełen gentelmeńskiej "respectability", zarażony akademicką afazyą, apelujący do błyszczącej swym stylem przyszłości pisarskiej, przyznaje się wobec Chestnuton’a, że kocha świat za możność śmiania się z niego; izoluje się skrupulatnie od tego stylu i humoru Chestertona, który pomaga światu śmiać się z jego gentelmeńskiej mości.(4) Jest też on niejako "przyrodzonym błazenkiem" tej opory cywilizacyi na żyznym gruncie zdrowego rozsądku, Ducha komizmu, którego maskę, przypominającą Michelangelową Maschera di Fauno wyrzeźbił Meredith w swym "An essay on Comedy and the Use of the Comic Spirit": ten "skoro dojrzy objawy wybujałości w jakimkolwiek kierunku, przesadę uczuć, wygórowane ambicye, obłudę, pedanteryę, porywczą fantazyę, gdy oczy jego uderzą czyny, płynące z samooszustwa, lub zaślepienia, skłonność do bałwochwalstwa, próżność, rzeszę głowiącą się nad niedorzecznością, krótkowidztwo lub maniactwo, gdy dostrzeże, że ludzie stają w sprzeczności ze swym powołaniem, że przekraczają obowiązujące, choć nie pisane prawa, uwłaczające zdrowemu rozsądkowi, lub własnej sprawie, hołdują fałszywej uniżoności, że wreszcie, czy, jako jednostki, czy jako zrzeszenia stają się dobrowolnym łupem buty i pychy, wtedy on, duch z wyżyn zapala się świętym ogniem i miota na nich z ukosa wprawną dłonią pęk prześwietlających nawskróś promieni, za którym bieży w trop salwa jego srebrnego śmiechu".(5)

         Poważny, akademicki Don kiepsko konsumuje epigramatykę paradoksu; "dzieciństwa kolegi Chestnuton’a" wydają mu się wystawą bogatą sklepikarza, maskującą ubogą zawartość sklepu, lubo też pasem błyskotliwych paciorków dzikiego, nędzną próbą ukrycia nagości. Jego trzeźwy umysł przestrzega dobrze granicy spirytualizmu i spirytualiów; nie dowierza niczemu, szuka bowiem u całego świata uznania dla siebie i ceni autorytety. Jego Beocka mość z pobłażliwą wyrozumiałością dla własnej godności, powiada synom Bohemy: "quod homines, tot dementiae"; śmiech i oportunizm heretycki "Shaw’a" wyjaśnia mu opozycyjne względem niego poszukiwanie pociechy w ortodoksyi i narzekania "Chestnuton’a".(6)

         Don Oxbridge'ski ceni jedynie fakty i statystykę, irytuje go zaufanie pokładane w ideach i ograniczonych zasadach. Poczuje się też dotknięty, gdy mu „Chestnuton" powie:

         — "Poezya, mówiąc między nami, jest jedyną dominującą siłą świata. Ona rządzi materyą, umysłem"...(7)

         W swych filozofemach bowiem mieści się on sam z przyziemną zawartością Nieskończonego, Godności i Piękna. Równowaga i systematyczność jego racyonalistycznego światopoglądu nie potoczy się po tej spiralnej linii życia, na jaką rzucają sprawy życiowe i ludzkie mistrze paradoksu.

         Toczące się słowo Chestertona po tej krzywej życia, jedyne z pośród wielu ma prostolinijny charakter; ten paradoks, albo właściwie prawda, przyłapana w momencie zatraty poczucia swej wartości, niby p. Jourdain ma całą konsekwencyę, nie uderzającą tak pięknie, jak salonowa rakieta Oscara Wilde’a, ani wstrzymana w prologu do jej twórcy, jak u Bernarda Shaw’a, ale jest, jak napięta cięciwa łuku, drgająca śmiechem, gdy strzała cel przebiła na wylot.

         Jeszcze do dziś dnia uznaje się współczucie za najwyższą instancyę, trybunał wszystkich kwestyi spornych, powszechnie nawet obowiązujący wszystkich ludzi "lotnych", jako apelacya do sanhendrynu krytyki. "Don" ceni je również, ale jako fakt. A "fakt ten ma istotnie galaretowatą egzystencyę. Próżnia oblepiona tym trzęsącym się ciastem ma patent, uznany przez wszystkich i spożywany w autosuggestyi wraz z innymi produktami codziennego życia. Umiarkowany umysł Shaw’a niejednokrotnie przenicował ten mieszczański kostyum podszewką na wierzch. Anioł G. K. C.’na, niosący pokój ludziom dobrej woli, kategorycznem cięciem miecza wskazuje ile realizm ma w sobie twórczej i żywotnej siły, ile tkwi wartości i prawdy nie w faktach, ale w sposobie, abecadle ludzkich czynów. Droga ideowej walki tkwi w stylu, w tym, co Anglicy określają jako "cleverality". Jest w tym coś podobieństwa do Dra Sam. Johnsona, jednego z pleiady choef d’oeuvre’ów postaci biograficznych, które uświęciły pochód znakomitemu i doniosłemu rodzajowi literatury od Boswella, przez C. F. G. Treveleyan’a o Macaulay’u, J. A. Froude’a o Carlyle’u, Forstera o Dickensie, Lockhardta o W. Scott’cie i tyle innych.(8)

         W szeregu idei, które znalazły się na palecie Chestertona, nie widać związku, tego świetnego łańcucha wzniosłości, który ma skuć ziemię z niebem, a z człowieka zrobić ogniwo, Peer Gyntowskiego podjadka. Taka dorywczość i niesystematyczność skazuje go w opinii powagi na rolę marnotrawnego Taugenichts’a, terminatora "Gelben Presse". W paralelizmie stylowym Dra S. Johnsona dostrzega się zarówno jak w upodobaniu do spraw życiowych analogii do czasów dzisiejszych z kontrastową parą Chestertona i Shaw’a na czele.(9) Paralelizm kontrastu stanowi jedynie żywotną łączność i równość rzeczy tego świata. W stylu i sposobie patrzenia na rzeczy, wszystkie analogie podobieństw nierówności toczą się równo i spokojnie do znanego celu, oczekiwanego wyniku. Stąd też mądrość Chestertona wędruje do kalendarza, popularność do modlitewnikowych florilegiów.(10) Andrzej Chevrillon w cytowanym studyum o "Ortodoksyi" wskazuje na ciągnącą się nić w literaturze angielskiej z kłębka poszanowania prawd praktycznych, tworzących postulaty rozumnego instynktu od Burke’a, autora słynnego traktatu "On the sublime and Beautiful" (1756) i "Reflections on the French Revolution" (1790) z jego sztandarem starej i tajemnej mądrości, zawartej w tradycyi i przesądzie.(11) Mistyczny i praktyczny element szczęśliwie omija typową gdzieindziej skłonność do anemicznej refleksyi, podnosi raczej energię i tupet batalistyczny, jaki uderza naprzykład w szkockiej naturze T. Carlyle’a. W jego, jak powiada Chesterton (w "Victorian age in literature", p. 57) niebezpiecznym raczej optymizmie, wiodącym do niebacznego zadowolenia od wczesnej pełnej niezależności i wojowniczej edukacyi chłopa szkockiego do późniejszej kultury germańskiej w rapsodyach nad duszą świata i tajemnicami wieczności, a co poczęte, jako filozofia męstwa gotowe było skończyć się jako filozofia tchórzostwa, ratunek, a zarazem znaczenie wobec przyszłości zdobywa rozigrany Pan, Humor, jeśli nie w filozofii, to w stylu Carlyle’a; humor Chestertona otoczony jest aureolą i z treści świętej codzienności stylu staje się filozofią prostoty i pokory.

         W Carlyle’u z dwóch stron rozlega się okrzyk imperyalizmu i socyalizmu i na odgłos pobudki podnoszą się nieodrodni jego synowie: Bernard Shaw i Rudyard Kipling. (Op. ct. p. 60). Ale co się nie ostanie w idei, to przetrwa w rodzimej, angielskiej naturze humoru, w szkockiej barwie i zaciętości, we wrzącej krwią istocie stylu Carlyle’a, owym rasowym misteryum, obok którego z podkładów "hebrajskości" kultury angielskiej, według Matthew Arnold’a płynie fala religijnego uniesienia, a zarazem żywotność tych zagadnień, które niesie w życie zbiorowe narodu ustawiczne przebywanie z Biblią.(12)

         To, co dusza angielska zamknęła w sobie i w nieprzeźroczyste zaopatrzyła szybki, to, co Matthew Arnold ukazał z przekonaniem o "czysto intelektualnej konieczności pokory", to uderza Chestertona i wywołuje niepohamowaną chęć tłuczenia szyb wogóle w tej oberży, gdzie Rewolucya Francuska wydaje się zwykłym epizodem, naśladownictwem i to słabym jeneralnych wyborów angielskich, kościół katolicki przedstawia się nie jako ogrom, trwałość i ciągłość kultury latyńskiej, jeno jako sekta, a wojna francusko-pruska uchodzi za nauczkę, daną Ludwikowi Napoleonowi za to, że nie czytał Times’a.(13)

         "Gdyby słońce spadło z nieba, toby się pokazało jedynie, jak mądra jest Anglia, że niema za dużo słonecznego światła". Nowsza literatura angielska, począwszy od Mereditha z jego "One of our Conquerors", przez rozmaite osobistości, które mniej lub więcej dziedziczą piętnowane grzechy, poddaje wiwisekcyi angielską "unsincerity", czy to w nowym cyklu M. Bergeret a Londres u Wells’a w Kippsach, Annie Weronice, Historyi M’ra Polly, Nowym Machiavel’u, w postaci nieocenionej aptekarza M’ra Ponderevo (nowoczesne przeobrażenie Pana Ηommais), coś z Fay’a, lub innego wynalazcy podobnie uniwersalnych eliksirów w "Tono-Bungay", w całym szeregu sztuk irlandzkiej gadaniny Bernarda Shaw’a, tego człowieka "of many introductions" i do tych dwóch, jak chce karykaturzysta Joseph Simpson(14) trzeci lew, G. K. Chesterton dodaje swe coup de pied w wielkie hasła, a małe treści współczesnego życia. Nie jest on tak surowo analityczny, jak Meredith, ale równie silny w jednostronności; gdzie u Meredith’a działa, ukryty pod płaszczem pogańskokonsekwentnym sztylet, tam u Chestertona pięść fachowego boksera, lub świetny game footballisty. O ile Meredith jest pobudzający, niepokojący, "jak poganin, który ma swoje świętości, a nie jak panteista, który ich niema", o tyle Chesterton działa, jak zdrowie, czasami zdobywczo, romansowo i romantycznie, pewnie, jak źródlana woda, kiedyindziej nieco znowu monotonnie, naiwnie, jak leśna fujarka Fauna w chórze zbudzonego ptactwa, lub sonety o niedomaganiach jaźni, aczkolwiek takich Chesterton nigdy nie napisze.

         Nieskończoność od sceptycyzmu dzieli tylko jeden krok śmieszności. Wells w nowym najlepszym dorobku zwierciadeł satyrycznych, w których snadnie "uroda życia" przyjrzeć się może od "Miłości i M’ra Levisham’a", aż do najlepszych, widzi małość pokolenia i raptownie chce rozszerzyć granice rasy Lilipuciej, czego rozsądny Gulliwer nigdy sobie nie życzył. Umiłowanie wielkości i "kultyzm" często gęsto prowadzi do dewocyjnego okultyzmu, perwersyjnej bigoteryi, która Chestertonowi i jego religijnej duszy nie grozi zgoła. Inżynierski sceptycyzm robi z Wells’a pogańskiego bożka, gdy pyrrhonizm Anatolowi France’owi kładzie aureolę pod poduszkę. W jednej z ostatnich swych książek przedwojennych z r. 1914(15) wskazuje Wells, że mimo odrębności, droga jego bieży równolegle do Chestertona, zwłaszcza, i Belloc’a w dążeniu do podniesienia życia zbiorowego mocą całkowitego i wolnego rozwoju indywidualności. Wobec Shaw’a stoi w zupełnej kontradykcyi, wobec jego oranżystowskiego socyalizmu, purytaniz-mu, antydemokratycznego republikanizmu, bez jakichkolwiek tradycyi. Paradoks Shaw’a nie zawiązuje przeciwieństw w węzły nierozerwalne, jak to się dzieje w życiu. On wyciąga i snuje nici prawdy w różne strony. Jego destruktywny temperament nie zna nigdy święta.

         "Na miłość Boską, powiedział mu raz Chesterton — pozwól pan sobie od czasu do czasu na jakieś głupstwo. Rzuć pan o ziemię, choć na chwilę, swoje straszne brzemię obowiązków".(16)

         W kontraście tych dwóch postaci wspólny przebija apel do życia; różni ich zasadniczo metoda. Jeżeli przyjąć za Tadeuszem Dąbrowskim,(17) że Shaw "podejmuje walkę z zabijającym zmysł rzeczywistości romantyzmem", który ma być przezwyciężony przez realizm życiowy, praktyczne poczucie rzeczywistości, to Chesterton z tym samym hasłem dochodzi do zgoła innych wyników; jako organizacya niezwykle tęga, ujmująca świat w swoisty sposób, z własnym łokciem w stosunku do wszystkiego, co go otacza; w tym buncie indywidualizmu w imię ładu i porządku bierze o tyle udział, o ile niema złudzeń zarówno wobec imperyalizmu, jak i całości życia, którą czyn człowieka nie wypełnia bez reszty. Jest też Chesterton naturą bardziej konstruktywną, osobnikiem, którego szkiełka widzą swoiste obramowania tego świata i siedzą dobrze na nosie.

         Jego indywidualizm nie burzy, jego osobistość pociąga i skupia, a światopogląd przybiera cechy apostolstwa pośród heretyków; w tym najbardziej przypomina Dra Johnsona i czeka na swego Boswella. W ognisku grupy, z redakcyą "New Witness" na czele, gdzie po Belloc’u, kierownictwo objął brat jego, Cecil, zgarnia G. K. C. gwiazdy dzisiejszej Anglii do swego mikroskopu.(18) Wskazuje on wyraźnie, że dzisiaj nie walczy się na górze Gelboe, gdzie mężowie Izraelscy polegli, pobici przez Philistyny, lecz na Golgocie. Treny Dawidowe (Sam. I. 19) milkną, ustępując miejsca drugiemu: "Hosanna", gdy nabrawszy gałęzi palmowych wyjdziemy przeciwko Jemu...

         Tu są granice roli nonsensu(19) i optymizmu rabelaisowego hasła: "Vivez joyeux".



(1)„Zdobnictwo w poezyi”. Muzeion. XI, XII. z r. 1913.
(2)Cfr. Roman Dyboski: O życiu akademickim na uniwersytetach angielskich. Kraków 1909, str. 23: „dons” żargonowe, studenckie miano dla dygnitarzy i profesorów kollegiów uniwersyteckich Oxfordu, czy Cambridge…
(3)Cfr. G. F. Abbott: The Philosophy of a Don. London. 1911. 9: „our degeneracy” s. 117.
(4)O. c. 5. „style”, s. 63.
(5)Cyt. według przekładu Fl. Sobieniowskiego w dodatkach niedzielnych „Nowej Gazety” („Literatura i Sztuka” od 3. VIII—7. XII. 1913), w rozdziale XI (Lit. i Szt. Nr. 31. z 23 XI. 1913). Żałować wypada, że essay ten nie został wydany oddzielnie. Głębokość uderzająca, pełna świetnych, dytyrambicznych ustępów wprowadzona do nas została, oceną swej wagi, przez St. Brzozowskiego: w „Humorze i Prawie” „Legendy Młodej Polski”.
(6)Cfr. F. G. Abbott: 11. anelogy on poetry; 12. aneulogy of prose.
(7)Op. cit. 11. „anelogy on poetry”, s. 137.
(8)Z pośród najnowszych publikacyi w zakresie auto- i biografii na czoło wybijają się dwie o „grands-convertis” Scylli i Charybdy: kardynała J. H. Newmana przez wymienionego wyżej Wilfrida Warda: „The Life of John Henry Newman, based on his private Journals & Corespondence.
(9)Cfr. John Bailey: „Dr Johnson and his circle”. Home Univers. Library. vol. 64. p. 197. Sam reprodukował się często G. K. C. w stroju Dra Johnsona (Cfr. Nr., poświęcony Chestertonowi miesięcznika „The Bookman” may. 1910).
(10)Chesterton day by day, selection from the writings in prose and verse. 2 nd. ed. 430 p. Keagan Paul. Chesterton Calendar, compiled from the writings in prose and verse of… 2 nd. ed. Keagan Paul. — Thoughts from G. K. C. selected by Elsie E. Morton, George G. Harrap & Co. Portsmouth St. London. Seasame Booklet.
(11)Andre Chevrillon: Nouvelles études anglaises: „Une apologie du christianisme”, p. 243.
(12)Chesterton wydał i poprzedził wstępem Księgę Hioba: „A Book of Job”, with an introduction by G. K. C., 40, T. W. Laurie ed. 1907.
(13)Cfr. Mathew Arnold: Essays. Everyman Library vol. 115, with introduction by G. K. Chesterton, p. 18 sq.
(14)Joseph Simpson: „Three Living Lions”. D. J. Rider. W toku pisania niniejszego studyum ukazały się o Chestertonie artykuły w „Prawdzie” (Warszawa 1914 NN.: z dn. 16 V, 30 V, 13 VI) Romana Zrębowicza, oraz początek studyum Maryi Rakowskiej, w dodatku do „Nowej Gazety” N. 337: „Literatura i Sztuka” (N. 19). Ona też pierwsza wspominała u nas o G. K. C. w „Krytyce” 1909 (List angielski), oraz w 1910, styczeń, wreszcie M. Rettinger cytuje go w „Nowych Konstrukcyach”, Krytyka 1911, marzec. Próba zestawień Chestertona z Brzozowskim R. Zrębowicza jest mocno naciągana. Udatniej stylizuje się na modłę G.K.C. W. Rzymowski (Cf. „Prawda”, 1914).
(15)H. G. Wells; „An Englishman looks at the world” Cassel. 1914. & Tauchnitz p. 176: „About Cheterton and Belloc” w związku z prowadzoną swego czasu dyskusyą o „The Great state”
(16)Prócz niezwykle przenikliwej książki Chestertona o Bernardzie Shaw, najdokładniej zajął się nim Archibald Henderson; w ciągu wojny wydał wspominany parokrotnie duchowny, racyonalista Joseph Mc Cabe monografię w seryi Kegana Paul’a: „Studies of Living Writers”.
(17)„Przeżytki romantyzmu w życiu dzisiejszem”. Świat 1913. Nr. 32.
(18)Ostatnio wydane książki noszą tytuły: „The Εvil of Eugenics”, Cassel 1913, „Magic”, a fantastic comedy, M. Secker 1913, „The Flying Inn”, Methun 1913 i Tauchnitz, wreszcie zbiór wojennych poematów: „Poems”, publishcd by Mess. Burns & Oates: War poems; ballads; Lepanto; Love poems; Religious Poems; Rhymes for the Times. 1915. W powieści o „Latającej oberży” („Flying Inn”), romansie awanturniczym „ostatniego angielskiego oberżysty” parodyuje wiele współczesnych rzeczy, więc kwartalnik religijno-filozoficzny, do którego sam pisywał: „Hibbert Journal”,polityków z „House of Commons”, samego Belloc’a i powieściopisarza Jeffery Farnola, który uchodzi za ucznia Chestertona. W jesieni r. 1913 grano jego pierwszy utwór sceniczny „Magic” (cfr. dod. „Nowej Gazety”. „Literatura i sztuka” z 21 XII 1913, Nr. 33 w dziale: teatr i muzyka). Obok sztuk Wiers-Jenssen’a: „The Witch”, Izraela Zangwilla „The Melting Pot” i nowszych rzeczy B. Shaw’a najznamienniejszy utwór sceniczny sezonu. Bardziej jeszcze interesująca była dyskusya z 19 stycznia 1914 r. w związku z tą sztuką na temat: „Czy się cuda trafiają”. (Cf. „Do miracles happen?” by G. K. C., Joseph Mc Cabe, H. Belloc, Dr. J. Warschauer, J. A. Hobson, A. P. Sinnett, Cecil Chesterton and E. W. Lewis. With letters from Dr. A. S. Brook and Mr. I. Zangwill. London 1914, oraz artykuł w organie J. Mc. Cabe: „The Litterary Guide” z 11. III. 1914: „A Debate on Miracles”).
(19)O konsekwencyach praktycznych roli filozoficznej nonsensów cf. artykuł pragmatysty M. Calderoni’ego: „Del senso dei nonsensi”. Leonardo. 1905, giugno-agosto.

Kraków kwiecień-maj 1914. Sandomierz 21. VII. 1916.

"Apostoł nierozsądku (Gilbert Keith Chesterton)", Aleksander Kazimierz Patkowski, Kraków 1916.

Przedruk niniejszej książki, dzięki uprzejmości Pana Pawła Kalinieckiego


Powrót