Apostoł nierozsądku

§ 2. Ben Akiba i odkrycie Europy


        Dobrze ten widzi wszystko złe na świecie, kto szuka dobra. Ten skutecznie walczyć umie, kto obronić zdoła lekceważone ślady codziennej, a przez to wszechogarniającej miłości. Wszystkiemu zaprzeczyć, lub wszystko potwierdzić — to rzecz najłatwiejsza. Być heretykiem, jak powiada Chesterton, zawsze jest łatwo. Głosiciele wielkich haseł, futuryści, anarchiści śmieją się z liter, choćby te dotyczyły głoszonych przez nich idei. Dlatego naogół są oni tak słabi, tak pełno jest śród nich teoryi, a w ich świetle pojęcie swobody, wolności stają się gąbką, w którą wsiąka wszelka ludzka niewola.

         Umiał dawny scholastyk widzieć wielkie rzeczy tam, gdzie ich dzisiejszy wolnomyśliciel, unikający zdrowego rozumu, jak święconej wody, nie dostrzeże. Przypomina Chesterton wielki spór o doniosłość jednej litery; zdarzenie historyczne było istotnie wielkiej wagi: na tej literze (ι’ocie) ważyła się boskość i człowieczeństwo...

         Dzisiejsza "gigantomachia" dowodzi dziwnej, wprost fizycznej słabizny człowieka. Pociąg do śmiałych ideałów, to najlepszy dowód siły fizycznej.(1)

         Odwaga Chestertona polega na mocnej religijności, na silnie uczuciowym, sensytywnym, czy sensacyjnym(2) związku z rzeczywistością, która nakazuje uczuciu być definicyą życia. Heretykiem jest też dlań każdy, kto się ośmielił być w czymkolwiek odmiennego odeń zdania.

         Dla kogo droga afirmatywna, budująca i świadoma swego celu jest przesądem, lub rzeczą drobną, ten jest dlań skazany na stos. Już w 1905 roku, w "Heretykach" zamieszcza swą apologię ortodoksyi. Dla tych, co lubią łamać granit, by iść za swojem marzeniem, ta droga niełatwa nabiera całego romantycznego uroku. Tylko człowiek silny zdoła iść prosto przed siebie do swego, więc i ogólno-ludzkiego celu. Kręte drogi, percie i przełęcze pesymizmu, sceptycyzmu, ateizmu i wszelkiej negacyi przepełnione są zbiegami hałaśliwych haseł, dumnych wyznań, wellsowskimi olbrzymami, estetycyzmem drzew bez korzeni,(3) wszechświatowo-indyjskim patryotyzmem gentelmana, fenianizmem Shaw’a, grzeszną powagą duchownych, proboszczów anglikańskich, zarażonych racyonalizmem,(4) mahometańskich abstynentów i t. p. piekielnie dantejskich kreatur. "I cały świat", powiada Chesterton, "jest dzisiaj z Wellsem po stronie olbrzymów".

         Ponieważ jest to stanowisko najpewniejsze, więc wszyscy się doń garną. Ten świat ze swymi małymi Cezarami wysławia swą moc i odwagę, tonąc w nieświadomości, jaka tkwi w tym paradoksalnym zestawieniu. Silny człowiek nie zawsze bywa odważny; słaby jest nim, i znowu odważny to ten, co zdolen jest w najgorsze dnie okazać swą siłę.(5)

         Ogólnemu pędowi do wyjątków, Chesterton wskazuje drogę poszanowania "wszystkości" (byle nie każdego!); przywodzi wzór Achillesa, którego istota bohaterstwa polegała na tem, że był bardziej ludzki, niż ogół. Nie we wszechogarniającym przeciętność "allzumenschliches", ani w ludzkości, ale w tej ścisłej definicyi tego, co się człowiekowi należy, odnajdujemy pewność i trwałość rzeczy. Tutaj dobijamy do prawdy, która jest prostotą. Ci, co w prostocie nie widzą najbardziej skrytych i tajemniczych pierwiastków życia, w prawdzie nie dojrzą awanturniczej romantyki. Ludzie ci to są fanatycy i bigoci. Dla nich prawda jest poważna, tyle pewna swej wartości, ile jej ma pełna kasa ogniotrwała. Jest to prawda większości; w swej istocie protestancka, kapitalistyczna i mieszczańska. "Symplifikacya jakiejś rzeczy jest zawsze sensacyjna; nasz monoteizm jest jedną z najbardziej sensacyjnych rzeczy".(6) Ta simplicitas, prostota i prawda gości jedynie pośród tych ludzi, którzy nie mówią o ludzkości, tylko o ludziach.(7)

         Jeśliby dzisiaj miało zapanować odrodzenie idealizmu, to grozi mu niebezpieczeństwo ze strony tych, którzy w prawdzie widzą rzecz wielką, lub przeciętną: jest to pewnego rodzaju bezideowość, przypominająca abstynentów; pierwsza szklanka dobrego wina zdradzi ich niezawodnie. Dotyczy to zwłaszcza we wszystkich sferach ujadających się o wzniosłość i godność prawdy fanatyków i bigotów.

         "Bigoterya, powiada Chesterton w zakończeniu swych "Heretyków", to pasya ludzi bez przekonań... możnaby ją nazwać zawziętością obojętności; tkwi w tym coś przeraźliwego, co się domaga najzawziętszych prześladowań. Dwa niebezpieczeństwa: bigoterya i fanatyzm, wielka niepewność pierwszej, przesadne skupienie i odrętwiałość drugiego odemnie są zdała; bigoterya przeto da się wyleczyć wiarą, "idealizm" ideami".(8) Z tym zapewnieniem płyniemy z Chestertonem przez morza nieznane w roześmiany świat wiary i bajek, w które wierzymy wszyscy, żyjąc śród nich.

         Chodzi nam więc o cuda; my, którzy je widzimy wszędzie o nie walczyć będziemy tak, jak gdyby były niewidzialne (Heretics Ch. XX.). Wypowiedziana walka wszystkim brutalom, zdzierającym wszędzie, gdzie się da, woal tajemniczości, byle odsłonić własną ciemnotę, wiedzie nas w te światy codzienności, które są pełne niespodzianek dla ludzi prostych i wesołych.

         I tutaj posłannictwo Chestertona przeobraża się w powołanie proroka.(9)

         Droga prostoty i prawdy, naprzekór zgorzkniałemu znudzeniu Ben-Akiby przywiodła go do ukochania tego właśnie, co po wsze czasy już było; radość i jasność katolickiego widzenia świata, ściele mu drogę "fioretti’ami Śgo Franciszka z Assyżu".(10) Powiada słusznie Fr. Blei w przedmowie do niemieckiego wydania "Heretyków", że "duch kapitalistyczny znalazł dla się tak dobry i silny ekwiwalent w protestantyzmie, że dzisiejsi nasi oficyalni katolicy, gdzie tylko utworzą partyę i publicznie są widziani, zaraz stają się protestantami".

         Oręż, który wziął do ręki patron naszego essayisty, by uderzyć w bramę wszelkiego zła i cnotliwego kompromisu zwie się szczerbcem nowożytnej wzgardy, ortodoksyą. Zamknięte wierzeje Anglii i Europy rozwarły się, lewica i prawica jednocześnie stos i pomnik stawia swemu Kolumbowi.

         Szereg krytyków i recenzentów wystąpił w sprawie znaczenia i istoty onej ortodoksyi. "Obrońca" zgotował też dla nich jedno z najciekawszych odkryć, jakie się zdarzyły w dzisiejszym świecie "aberacyjnych heterodoxów" (Jean Blum), polemastów i polemistów: odkrycie Europy.(11)

         Wiara i natura człowieka są dziwnie podobne do siebie i współmierne: jednaka otacza ich tajemniczość, skłonność do grzechów i błędów; "credo, quia absurdum" i naturze ludzkiej i religii nie są obce. Wszystkim przeto błądzącym, a mordującym myśl własną ciągłem pożądaniem harmonii, porządku i rozumu daje się w ręce drzewce sztandaru świata, dookoła którego z porywem wiatru płynie królowa wieszczek, Faery Queen.

         Nowoczesny Robinson odkrywa to, co już było odkryte i pisze swą Autobiografię. Idzie krok za krokiem w ślad tej dziwnej mieszaniny rzeczy dobrych i złych, możliwych i niemożliwych, skupionych w chrześcijaństwie, jak nigdzie indziej z całym swym romantycznym przepychem, w którym mieszają się rzeczy zwykłe i wzniosłe, wszystkie idealne prawzory życia, z całym swym realizmem nadzwyczajności w tryumfalnym pochodzie wszystkich dróg do Rzymu.

         "Autobiografia" Chestertona jest nową obroną prawowierności wobec życia,(12) nie dotyczy ona świata, ani ludzi "światowych", bowiem ci najmniej go rozumią.

         Nie dotyczy to również ludzi pełnych wiary w siebie, bowiem ci są słabi.

         Życie nie kieruje się logiką, aczkolwiek ona, według Chestertona, niekoniecznie jest nierozsądna; zato nierozsądek w życiu zawsze jest logiczny: matematycy, kasyerzy, gracze na giełdzie, to są kandydaci na waryatów, rzadziej poeci i artyści ... poezya jest zdrowa, ponieważ płynie swobodnie, jak życie po nieskończonym morzu rzeczy. Rozum jedynie usiłuje przekroczyć tę nieskończoność".

         Wolność, swoboda ostoi się tylko w życiu, wszelkie normy, zasady i teorye nie rozwiązują zagadnień, ale raczej wiążą to, co jest zwykłe, proste i jasne. "Jest to prawie rzecz próżna mówić o stosunku wiary do rozumu; rozum sam jest artykułem wiary. Kiedy własne myśli osłaniamy jakąśkolwiek powłoką rzeczywistości, to już składamy wyznanie pewnej wiary".

         Życie i wiara prawdziwa, nie pogańska, ani heretycka jest terenem ciągłej walki. W obronie tego wojennego nastroju ducha "ortodoksya" zdobywa swe prawa zasadnicze na terenie chrześcijaństwa. Duch pogańskiej starożytności, stoickiego spokoju miał zawsze w sobie coś z grzesznego celnika; na wagę czynów ludzkich dorzucił tyle własnej inicyatywy i żywotności, ile trzeba było dla równowagi. Prowadził stoika i dzisiaj wiedzie niejednego z pierwszorzędnych pisarzy bożek przemyślności i złodziei. To nowe źródło "romantycznego zła" i pesymizmu, nowoczesnego buddyzmu o "dośrodkowej" tendencyi jest całkowitym zaprzeczeniem "wzniecającej ognie, sile odśrodkowej chrześcijaństwa".

         Materyalizm sprężyście i karnie ujmuje świat o wiele mniejszy od naszego, "krańce jego są bardziej ograniczone, niż w jakiejkolwiek religii".

         Sceptycyzm jest najgorszym typem myślenia: "sceptyk podaje w wątpliwość nie tylko istnienie aniołów, lub dyabłów, lecz nawet człowieka i zwierzę". Zdrowy człowiek znajdzie dla się ostoję w tak żywo dzisiaj w umysłowości angielskiej omawianym mistycyzmie.(13) Ile praktycznego, realnego porywu żyda w nim się zawarło, to i przeciętny wie człowiek, bowiem mistycyzm tkwi w nim samym, w jego naturze. Każdy nasz krok wiedzie z ziemi w krainę bajek. "Chorobliwy logik szuka wszędzie jasności, przez co wszystko staje się niejasne. Mistyk uznaje niewytłumaczone i widzi je"... dlań stała się światłość. Determinista przedstawia nam z przekonaniem swą naukę o przyczynowości, jako jedynie doskonałej, a w rezultacie nie może uznać najpośledniejszego objawu wolnej woli. Katolik nie wzdraga się z wolnej woli uczynić świętego misteryum, dlatego jego stosunki z najbardziej poślednimi istotami przepełnia światło, jak kryształ jasne.(14) Uznać i cenić to, co tajemnicze, a czego tak wiele dookoła nas, a zwłaszcza w nas samych, to swego rodzaju podniesienie jednego z najcenniejszych pierwiastków życia.

         Oświetla go jasne światło fantazyi i poezyi, słońce dla wszystkich wydzielone z ciemności; jedynie racyonalizm i t. zw. "naukowość" zaprowadziła Wellsa do kwietystycznego "scepticism of Instrument", w swych "first and last things"(15) skazała nas jedynie na somnabuliczne światło księżyca, "bez ciepła, drugorzędne światło, odblask martwego świata".

         Brak dzisiaj większości z nas świętości, "skarbu pokory" tej właśnie, która podawała w wątpliwość jedynie dostateczność naszych usiłowań, gdy "zwątpienie ogarnia nasze cele, gotowe złamać wogóle istotę dążenia".

         Od agnostyków, aż po pragmatystów ciągnie się długi szereg samobójców myśli, którzy wbrew własnemu instynktowi chcą stłumić w człowieku to odwieczne pragnienie przygód, popęd do poszukiwania absolutu.(16)

         Dostrzega Chesterton w pragmatyzmie coś nadto przyziemnego, podobnie jak w zwalczającym go determinizmie.

         "Pragmatysta nie chce nic wiedzieć o faktach. Determinista szydzi z teoryi osobistego doświadczenia".

         Wszędzie na każdym kroku mamy dzisiaj pełno kultów; żadna wprost istota rzeczy obejść się nie może bez wpływu "kultystów", czy "okultystów".(17) Stwarza się instytucya grabarzy. "Samowolnie szukający zbawienia" gubią się zaś właśnie za tą sferą zjawisk, której życie zakreśliło swe granice, a w końcu "podzielą się szatami Jego", jak konkluduje autor "Ortodoksyi".

         Ideał, który ma zawsze być czynem, zawiedzie nas, poszukiwaczy Absolutu w niezawodny świat bajek: "nie jest on wcale dalej położony od ciepłych krajów zdrowego rozsądku". Zeń płynie krytyka naszych ziemskich stosunków. Wszystkie normy, zasady i prawa, które narzuca nam nauka, to są syntetyczne skróty i jako takie nie zachodzą w życiu; są to nierozumne wymysły rozumu", w bajkach zwą się urokiem, czarem, lub zachwytem... Kopciuszek i Tomcio Paluch dawno wiedzieli o pochodzeniu rzeczy to, do czego J. St. Mill doszedł dopiero po napisaniu 500 stron: że niema rozumowania à priori, że z jajka ma być kurczę".

         W życiu, jak i w człowieku wszystko jest wypadkiem, niespodzianką, a może cudem; w ciągłej żyjemy walce, a dobrze wiedzieli dawni piewcy, twórcy epopei, ile w boju niespodzianych dzieje się czarów. Tutaj są rzeczywiste prawa, które po to istnieją, by były przekraczane.

         Ta istota życia, którą tak przenikliwie i z takim rozmachem podaje Chesterton, jest przedewszystkiem uczuciowa, więc najbardziej ludzka. Sensytywność, czy sensacyjność wiedzie dalej i prędzej, niż wszelki podziw i uniesienie. Jest w tym więcej prawdy i zdrowego sensu. Patryjotyczny, jak sam powiada, stosunek Chestertona do świata ma za symbol Krzyż, ten "konflikt dwóch tendencyi : kontradykcyi i paradoksu, którego jednak cztery ramiona mogą rosnąć w nieskończoność, we wszystkie zasadnicze strony nieba i ziemi". Stosunek ten ma tyle paradoksalności, ile go jest i w naturze ludzkiej, i w życiu, i w religii. "Człowiek zabija drugiego, umiera jeden z nich; człowiek, który popełnia samobójstwo, morduje wszystkich: wymazuje z wszechświata to, co jego dotyczy. Samobójca niszczy dzieło Twórcy. Męczennicy popełniali rodzaj samobójstwa, ale dla miłości czegoś wyższego. Ta odwaga nie ma w sobie nic z rezygnacyi; ona przekracza wymiary jednostki, a zmierza ku wspólnemu światłu; to też "najgorszą z religii jest kult wewnętrznego Boga".

         "Lepiej się modlić do księżyca i słońca, do kotów i krokodyli, jak do tego wewnętrznego światła.(18) Musimy najpierw poznać to światło promienne, jak słońce, jasne, jak księżyc, straszne, jak nadciągająca armia z trofeami zwycięstwa".

         Na kamieniu węgielnym skomplikowanych warunków życia, wszystkich przeciwieństw, jakiekolwiek kiedykolwiek zachodziły, lub zachodzą, zbudowany kościół chrześcijański zawarł w sobie cały zdrowy rozum, który zawsze przekracza ziemię i w spenserowski kraj wieszczek wstępuje.

         Tam cała treść i godność życia, walczącego z rozumowaniem; w nim cała poezya. Jakby się śniły słowa Tezeusza:

"Oko poety biega w szczytnym szale
Z nieba do ziemi, a z ziemi do nieba".(19)
(Tł. St. Koźmian).

        Nikt inny, tylko dzisiejsi lub niedawni racyonaliści: Herbert Spencer, Huxley, Hackel i wszyscy ich zwolennicy i kontynuatorowie, wszyscy nowocześni antychryści obudzili zwątpienie co do rozumowego porządku rzeczy; ci, co chcieli z człowieka uczynić Boga, lub nieporozumienie wskazują i prowadzą do tej boskiej jedności teologii ortodoksalnej, do tego wizerunku Chrystusa, co "nie wyłącznie jest Bogiem, lub człowiekiem o odrębnej istocie, jak Elf lub Kobold, nie półczłowiekiem, a dalej czemś innem, jak Centaur, ale jednym i drugim jednocześnie: człowiekiem i Bogiem", przyodzianym w szaty białe. W istocie białego koloru widziano jakąś bezbarwność i zaprzeczenie, podobnież w ortodoksyi dopatrywano się czegoś ciężkiego, zabójczego dla ducha, ale nie odnaleziono w niej tej namiętności i hazardu, jaki tkwi w sile i zdrowiu. To jest szczyt wszystkiego umieć odkryć... Europę.

         Oto ten dzisiejszy świat, który tak chętnie znalazłby się: "jenseits von Gut und Böse" ma do wyboru miast arystokratycznego "jenseits", życiowe: lepiej, lub gorzej. Podstawą życia, ciągłych kontradykcyi jest ustawiczna walka, ta osnowa żywa tyle cennej tradycyi: "starsza od wszystkich królestw", choć dokładniej zrozumiana, bowiem "byle jakobińczyk ma silniejsze związki z rodzinną przeszłością, niżeli drzewo genealogiczne Orleańczyka". "Wieczna rewolucya" jest podstawą ortodoksyi Chestertona; w chrześcijaństwie nic nie ma bowiem z chińskiej pogardy, z buddyjskiego nieuctwa; w niem tkwi odwaga i siła"; w sercu ludzkiem depcze szatan Boga. Na tamtym świecie niegdyś piekło zbuntowało się przeciw niebu; tutaj zaś niebo powstaje przeciw piekłu. Ortodoksya jest zawsze rewolucyjna, gdyż wszelka rewolucya to odnowienie". Tutaj odwaga tkwi już w samej istocie i treści chrześcijaństwa, jest w niem to bohaterstwo, tyle obce pojęciom Carlylea, które mówi "nolo episcopari".(20)

         Dzisiejsi "panowie świata" nie mają zgoła bohaterskich instynktów; otacza ich grzeszna powaga.

         "Wieczna rewolucyjność" życia i wiary, człowieka i natury kąpie się w lekkomyślnym śmiechu; tyle zdrady tkwi w nim dla ciężarnej ironii, sceptycznego uśmiechu Mefista! Ona nas prowadzi w rozmaitych kierunkach do zmiennych celów, jedynie jej istoty zmienić nie możemy, jak miejsca "skądeśmy przyszli". Ta ortodoksalna romantyczność wskazuje, że poddać się, wrócić nie sposób, gdy kościół teozofów ze swym uniwersalizmem dochodzi do zaprzeczenia różnic, jakie się tworzą między człowiekiem jednym, a drugim. Po tej linii kontrastu przebiega prąd naszego związku ze światem. "Kocham ten świat", powiada Chesterton, "nie jako zwierciadło, odbijające mnie samego, ale, jak kobietę, jak coś zgoła odmiennego".

         Przez całą tę wojowniczą książkę, niejako kwintesencyę chestertonizmu przebiega nadzwyczajnie zdrowa i silna afirmacya życia, zrozumienie wszelkich codziennych pozycyi i dyspozycyi i w tym porywie ogarniającym "wszystkość rzeczy" uderza silnie indywidualistyczne stanowisko autora.

         Nie jest to, jak stwierdzają teologiczne, katolickie pisma, jakaś świecka apologetyka, nowoczesny "Octavius"; "przesuwa się tu raczej przed nami Kościół, jako historyczny czyn".(21)

         A wszędzie, na każdym kroku uderza zrozumienie przedewszystkiem człowieka i życia. Tutaj specyficznie angielski mistycyzm ma praktyczny, nieomal realistyczny charakter.

         Z dnia na dzień oglądany świat tak się przedstawia "prawdziwemu dziennikarzowi".



(1)„Heretics”, r. XX: „O ważności ortodoksyi”.
(2)Sensacyjność, której wyżyny psychologiczne ukazał w ciekawym dyalogu K. Irzykowski („Czyn i słowo” s. 282), znajduje swego obrońcę w Chestertonie. Cfr. „The Defendant” (A Defence of detective stories) i praktycznie w szeregu utworów, jak: „The Man, who was Thursday” (tł. jako „Delegat anarchistów” nie tyle powieść, ile „zmora, wizya nocna”, a nightmare, co wyjaśnia kinematograficzną kompozycyę, niesłusznie w niedawnym czasie ochrzczoną, jako „neodumasizm” przez A. Grzymałę-Siedleckiego: cfr. Kurjer Warsz. 7. V. 1916), nadto „The Club of Queer Trades” Hodder. 1905, 1912, ilustrowane przez autora; wreszcie: „The innocence of Father Brown” Cassel i Tauchnitz. 1912.
(3)„Zasada sztuka dla sztuki” może być dobra, lub zła, jeśli w niej widzimy tę życiową dystynkcyę, jaka zachodzi np. między ziemią, a drzewem, które w niej tkwi korzeniami, co jest zupełnie słuszne; jeśli sądzimy, że drzewo może róść jakkolwiek, choćby korzeniami w powietrzu, to zasada „sztuka dla sztuki” staje się rzeczą złą. „The Defendant” v. „w obronie nonsensu”.
(4)B. duchownemu anglikańskiemu, redaktorowi racyonalistycznego przeglądu „The Litterary Guide” autorowi „Chylenia się do upadku Kościoła anglikańskiego”, Józefowi Mc Cabe, poświęca często swą uwagę Chesterton. (Cfr. „Heretics: Mc. Cabe i boska swawolność).
(5)„Heretics”: H. G. Wells i olbrzymy.
(6)„Simplicity and Tolstoy” London. 1912. Watteau Series. W tejże seryi A. L. Humphrey’a wydał G. K. C.: „Twelve types: a book of essays”. Cheap ed. 214 p. 1912. „Five types” 1911. p. 78.
(7)„Heretics” XX Ch.
(8)I. c. por. również powieść osnutą na powiedzeniach Chestertona i Belloc’a Rose Macaulay: „The Making of a Bigot” Hodder & Staughton. 1914.
(9)Cfr. książkę autora monumentalnej biografii kardynała J. H. Newmana, Wilfrida Warda: „Men and Matters”, Longmans 1914: „Mr Chesterton among the prophets” i A. G. Gardiner: „Prophets, priests and Kinga”. Als. Rivers 1908 i 23 N. „The Wayfarers Library” Dent.
(10)I. c. „Simplicity and Tolstoy”: 2 es: Francis, oraz szereg artykułów w „Hibbert Journal” (pismo poświęcone zagadnieniom religijnym) t. VII i VIII, zwłaszcza w ostatnim artykuły Gales’a, Houston’a p. t. :Catholicism and happiness”, w tomie VII: J. A. Hutton: „The Message of Mr G. K. C.”
(11)Cfr. „Orthodoxy” J. Lane. 1908 i „G. K. Chesterton, a criticism”. A. Rivers. 1908, oraz zeszyt majowy miesięcznika „The Bookman” z 1910 roku. Niemieckie tłumaczenie (anonimowe Fr. Blei’a): „Ortodoxie”. München. 1909. Hyperion Vcrlag.
(12)Cfr. pełen nieporozumień artykuł Dra Emila Wolffa: „Litterarisches Christentum” Hochland. VII, 2.
(13)Cfr. Dr Roman Dyboski: „Kościół angielski, a sprawa społeczna”. Bibl. Warszawska. 1913, tom III.
(14)„Determinista w tej chwili sobie zaprzecza, gdy mówi dziękuję swej kucharce; stosunki chrześcijanina z kucharką są bardziej proste”.
(15)Cfr. Η. G. Wells’a artykuł p. t. „Scepticism of the instrument”, drukowany w Mind N. S. XIII, następnie w książce „First and last things”: A Confession of Faith and Rule of Life” 1909. Constable i Tauchnitz, znamienny dla zagadnień poznawczych pragmatyzmu. Sam H. G. Wells poświęca uwagę Chestertonowi i H. Bellocowi w ostatniej swej książce p. t. „An Englishman Looks at the world” Cassel. 1914. Zajmują się nimi bohaterzy autobiograficznych powieści, otoczenie „Anny Weroniki” i „The History of Mr Polly”.
(16)Cfr. G. Simmel: Philosophische Kultur. Leipzig 1911. I Das Abenteuer; Andre Chevrillon: Nouvelles etudes anglaises. Hachette 1910: „Une apologie du Christianisme”.
(17)„Kult woli już jest jej zaprzeczeniem”.
(18)Objaw znamienny dla świata angielskiego: Chesterton, choć katolik, na zaproszenie duchownego Hordera wygłosił raz kazanie w zborze niezależnej sekty kongregacyonalistów, w Ealing (przedmieście Londynu). Cfr. Andre Chevrillon: „Nouvelles études anglaises: Une satire d’Angleterre” s. 315.
(19)„The poet’s eye, in a fine frenzy rolling, Doth glance from heaven to earth, from earth to heaven”. Shakespeare: „Sen nocy letniej”, ν. 1.
(20)St. Brzozowskiego uderzyło to właśnie powiedzenie, że silnymi czują się tylko dekadenci. O Chestertonie wspomina w „Ideach” s. 230, 236, 315, 316; „Głosach śród nocy” s. 57; w „Pamiętniku” s. 54, 112, 181: nie mógł się pogodzić z lekkomyślnym sposobem pisania tego essaisty. W istocie Brzozowski musiał mieć mało w sobie istotnego humoru, który tak głęboko wielbił.
(21)„Stimmen aus Maria-Laach. Freiburg i. B. 1909. H. 9. s. 464. „Ein ultra moderner über ultramontane Weltanschaung”.

§ 3. Prawdziwy dziennikarz  > > >

Powrót