Apostoł nierozsądku

Drogim moim Matce i Ojczymowi, Stefanostwu Przyłęckim.

§ 1. W Królestwie Kwintesencyi


        Kiedy Panurge z Pantagruelem dobili do Królestwa Kwintesencyi, zwanej po arystotelesowsku ‘Εντελέχεια, lub scholastycznie ενδελέχεια, ujrzeli tej Pani poddanych, szorujących wytrwale do biała Etyopijczyków, "leur frottans seulement le ventre".(1) W krainie Kwintesencyi rozbieżnych dróg myślowych naszych czasów doszedł racyonalizm w swych subtelnościach do takiego szorowania murzyna; normy i prawdy intelektualistyczne w dążeniu do "perfectio rei" chciały dotrzeć do białości tego, co życie stworzyło czarnem i odwrotnie do mądrości tego, co ma nieocenioną wartość głupoty. Odziany w płaszcz "splendid isolation" zasiada rozum na tronie Fausta, powtarzając słowa z modlitewnika Mefista; modlący się szatan wydobył od Tomasza Morusa libellum aureum przyjaciela, Erazma z Rotterdamu: "Encomion moriae, sive Stultitiae Laus"... Utopijny racyonalizm słyszy już odgłosy zatopionego dzwonu melancholii.

         W pogoni za wielkością zginął zapomniany, a pełen pragnień i uniesień człowiek, jego "piccolo mondo"; w chmurach poszukiwań alchemicznych zatraciło się zwykłe, codzienne pragnienie życia. Rozum w swej "importance of being earnest"(2) stał się niebezpieczny, jak powaga, ta "grzeszna i niereligijna" barwa istoty rzeczy.

         Windowany na piedestał "homo sapiens" spojrzał w przepaść, w którą stoczyła się szara, zdawałoby się pospolita treść, gdy ta na terenie rzeczywistości, stwarzanej przez człowieka, wiąże stułą świętego związku jego egzystencyę z życiem. Rozważając środowisko, w którem filozofja Bergsona musiała powstać, pisze Edward Le Roy, autor "Dogme et critique",(3) że "pokolenie, które wychowało się na ideach Renana i Taine’a, uważało całą metafizykę za złudzenie i chimerę. Ubóstwiana nauka, której tryumf oddziaływał przytłaczająco, musiała wreszcie uznać swą niemoc na drodze przekraczającej porządek stosunków, swą bezwzględną niezdolność wypowiedzenia się, co do źródeł, końca i istoty rzeczy... Ta podwójna postawa nie jest już cechą dzisiejszej generacyi. Dzisiaj zaznacza się bardziej wyraźna linia demarkacyjna między bezwładem i żywotnością... Dookoła rozumu krytycznego wytwarza się atmosfera ożywcza, gdzie rezydują moce intuicyi. Metodą, którą się dzisiaj próbuje stosować, jest tedy doświadczenie, ale to doświadczenie całkowite, ścieniowane, twórcze i wyjaśniające... Jest to renesans idealizmu; zapewne jedno ze znamion najbardziej uwagi godnych epoki. Bierze się rzecz każdą pod kątem widzenia życia i coraz wyraźniej zdążamy do przyznania prymatu aktywności duchowej. Mamy więc powrót do kwestyi, którą niegdyś deklarowano, jako przedawnioną i zamkniętą; stąd pochodzi upodobanie dzisiejsze do zagadnień estetycznych i moralnych, socyalnych i religijnych; stąd płynie owa nostalgia wiary, która harmonią darzy moce czynu i myśli"... Tęsknota za rajem, krainą bajek porywa i tych, co chcieli być "jako bogowie", i depcąc węża, co sączył jad w puhary z nektarem, w pokorze widzą radość wiośnianą życia dziecięcia.

         Do tego królestwa Kwintesencyi najnowszych, choć starych, jak ludzkość dróg myślowych, tej wyspy Rabelaisowskiej Hodos, "en laquelle... les chemins cheminent", gdyż w świecie ciągłych przemian na rozmaite barwy przemalowuje się jedna i ta sama istota rzeczy, przybył odkrywca, Kolumb starego świata, Gilbert Keith Chesterton. Błądząc po morzach, niby nowoczesny Robinson, rozbił się u wybrzeży dostojności Albionu.

         Podróżował ten angielski Pantagruel, czy "Our Rabelais"(4) obok niesfornego, a zgoła mu odmiennego Panurga, Bernarda Shaw’a; obaj też dostąpili, po latach pełnej utarczek przyjaźni, największego zaszczytu: zabawił się nimi kolega ze świata bibuły, czcionek i ogłoszeń, G. F. Abbott, w zajmującej satyrze "The Philosophy of a Don".(5) Silniej związany z tradycyami literatury rodzimej od Bernarda Shaw’a, ma pole widzenia świata bardziej nowoczesne; choć urodzony jako Wiktoryańczyk, bynajmniej nie sympatyzuje z duchem wielkiej ery, jej purytańsko-kompromisowymi skłonnościami i tem wszystkiem, co do dziś pokutuje w umysłowości angielskiej.(6)

         Człowiek religijny, ortodoksalny, wesoły, pełen nieraz pustego humoru, lekkomyślny, subtelny, choć dobrej tuszy i o podwójnym podbródku; głęboki, choć nie znosi powagi; lojalność wielbi na każdym kroku; występuje jako obrońca, "the defendant" rzeczy wzgardzonych,(7) ten "politischer Schriftstel ler gegen die, welche heute sich Katholiken dünken und ein literarischer Kritiker ganz ohne Respekt für die falsche Würde, mit der dies Amt heute betrieben wird".(8) Ten antynietscheanista igra trafnością swych spostrzeżeń, jak "le tombeur de Notre Dame", zawodzi niemi istny "taniec palmy na jednej nodze opętańczy", względnie, "pour épater le bourgeois".

         Jego spojrzenie na świat jest jasne i tęgie, skupione w sobie w niedalekim dystrykcie, wycinku nieba, czy ziemi, gdzie z lotu ptaków wielkie proroctwa głosi się światu; rozumowanie jego pełne dystynkcyi, definicyi, dobrze waży, co się dzieje, co się kryje w duszy wielu zamaskowanych purytanów, głosicieli wielkich haseł, apostołów rozumu i t. p. "imbécile’ów". Zstępuje ku nam niby grand hiszpański z nudnego dworu Filipa IV-go,(9) "the Apostle of Unreason", jak go nazwał stary dramaturg, ibsenista, Wiliam Archer.(10)

         Z wyglądu bynajmniej nie zdradza prostoty, z jaką przemawia, ten trochę, niby po pickwickosku, dobrotliwie zasapany buldog, co go szczęśliwie wyróżnia od złego, chmurnego, warkliwego Bismarcka; a, gdy ostatni miał sobie przydany kontrast w obliczu małego, podobnego do żaby Windhorsta, nasz opasły Pantagruel ma za towarzysza chudego, zgryźliwego Bernarda Shaw’a. Słuszną jednak uwagę robi p. Jean Blum:(11) "les organismes rudimentaires et imparfaits sont ceux, qui empruntent le plus à leur milieu". Ze swego "Bestimmung des Menschen", zaczyna bowiem jako rysownik, ilustrator,(12) rozmiłował się z precyzyjnym optymizmem w barwie białej, gdyż ta nie jest brakiem koloru, lecz jedną z najbardziej niezbędnych, romantycznych cech, którą dane jest nam widzieć na tym świecie.(13) Wojna Transwaalska wywołała ze świata światłocieniów geniusz Chestertona, artykuły jego w "The Speaker" odsłoniły zasłonę Izydy jego temperamentu.(14) Tu po raz pierwszy, występuje nasz Napoleon z Notting, czy Nothing-Hill przeciw kultowi wielkości, owemu "mal antiromantique", megalomanii, która gubi, roztapia w sobie człowieka, zwalcza imperyalizm angielski, w którym się zatraca w Anglii, to, co jest angielskie, jak w człowieku, to co ludzkie. To go powiedzie do wypowiedzenia paru typowych dla siebie uwag, dookoła Rudyarda Kiplinga w "Heretykach" i tego "jak świat się małym staje": "teleskop pomniejsza nam świat, jedynie mikroskop go wyolbrzymia. W niedługim czasie świat stanie do walki, jaka się rozegra między Teleskopistami i Mikroskopistami"... "Człowiek, który się znalazł w swym ogrodzie warzywnym, mając przed sobą otwartą krainę cudowną, oto jest ten, czyje ideje dalekie obejmują widnokręgi". Odtąd będzie zwalczał wszelkie "ikarowe loty", wszelką dumę rozumu, będzie niósł radosną nowinę prostaczków w różany kraj pokory. I dziś się odwołuje do słów z przed lat: "wszystko dookoła nas, to miasto małych grzechów, pełne powrotnych i odwrotnych dróg; lecz zapewne wcześniej, czy później, górujące nad nami światło wzejdzie w przystani, obwieszczając, że skończyło się królestwo tchórzów, a człowiek spalił swe okręty".(15)

         On ceni heroizm, ale nie znosi "kultu bohaterów", (Carlyleowskiego hero-worship). Nigdy jeszcze ludzie nie byli tak militarystycznie nastrojeni, nigdy też równie mało odważni. Wszystkie epopeje minionych stuleci opiewały oręż i wojnę. Dzisiaj doszliśmy jednocześnie do bajecznego wydoskonalenia broni i do zwyrodnienia.(16) Ten wojowniczo prostolinijny, prawomyślny umysł, otwiera przed nami swoje królestwo z bajki, wielką równinę, łąkę pełną kwiecia i pada przed nimi na kolana, bowiem, jak powiada, im człowiek jest wyższy, tem chętniej przed kwiatem się chyli. Przemawia przez niego przedewszystkiem wielkie ukochanie tego świata, nieznacznych i małych rzeczy; dostrzega wyraźnie, jak z Faetonowej przejażdżki po niebie wyziera pański, arystokratyczny pesymizm, a z błądzenia po planetach sceptyczny uśmiech posyła się ziemi, w guście Wells’a. W obronie książki z przed lat(17) oświadcza, że "przyczyną, która zatarasowała cały postęp dzisiejszy jest subtelny sceptycyzm; on to szepcze tysiącom na ucho, że rzeczy stoją o tyle kiepsko, o ile warte są poprawy. Jeśli świat jest dobry, jesteśmy rewolucyonistami, jeśli świat jest zły musimy być konserwatystami... wpierw trzeba coś ukochać, udoskonalenie przyjdzie potem".(18)

         W rozmachu tej ostatniej refleksyi przewija się jakby jedna z najskrytszych "pensieri" giganta Renesansu, Leonarda da Vinci. Uderza w nim to poczucie siły, które niema wątpliwości, że dwa razy dwa jest cztery; jeśli ktokolwiek zauważy, że na księżycu dwa razy dwa równać się może pięciu, to Chesterton cieszy się, że się na księżyc, dzięki Bogu, nie dostał. Analizując "great Victorians", w świetle najbardziej prostego i jasnego stanowiska swego wobec świata, dostrzega wyraźnie, gdzie kto "nie" mieszał z "tak", lub dobro ze złem.

         Jest w tym lekkomyślnym essayiście, humoryście i miłośniku garkuchni coś tak zgoła nie angielskiego: pogarda dla kompromisu. Optymizm jego nie ma nic w sobie cech dzisiejszej powierzchowności i płytkości ludzi, którzy łatwo dają za wygranę wobec wegetatywnych skłonności swej natury. Chesterton należy do kategoryi ludzi, którzy według Antoniego Langego, "nie lubią rzeczy łatwych" ("Rym"); on wie, ile złego tkwi w dzisiejszym porządku rzeczy, wobec którego najłatwiej jest zostać pesymistą. Nie ma złudzeń każdego na tej ziemi człowieka, któremu zdaje się, "że ma coś do dania temu światu, gdy ten jeszcze nic od nikogo nie przyjął".(19) Nie brak w tem pewnego smutku, na którym tak dobrze znają się humoryści". Dzisiaj nie rozumie się tej prawdy bardzo istotnej: jeśli optymizm zawiera w sobie pewne powszechne zadowolenie, to jest bezwzględnie pewne, że im więcej człowiek jest optymistą, tem bardziej staje się melanholijnym".(20)

         Po burzy błędów i polemik, które skonstruowały jego fizyognomię i stanowisko, dopłynął do jakiegoś nieznanego mu lądu: była to Anglia. Tam też poczuł, że odkrył Europę. Odkrycie to zdruzgotało pesymizm Ecclesiasty: "Co było, jest to, co być ma; a co się teraz dzieje, jest to, co się dziać będzie, a nie masz nic nowego pod słońcem" (I. 9.).



(1) Fr. Rabelais: Gargantua et Pantagruel: 2. V. Ch. 22.
(2)Tytuł farsy Oscara Wilde’a: „O niezbędności powagi”, igrającej w zakończeniu słowami: „earnest” (powaga) i imię bohatera Ernest. Chesterton systematycznie zwalcza tę „niezbędność”.
(3)Ed. Le Roy: Une philosophie nouvelle. Henri Bergson. Alcan. 1912. („Dogme et critique” 1907. Bloud & Cie).
(4)„Nasz Rabelais”, tak go nazywa B. Shaw. Cfr. Arch. Henderson: „B. Shaw intime”. Mercure de France. 1911.
(5)London. 1911. St. Swift. „Don” tytuł studencki dla dygnitarzy uniwersyteckich. U Ab. sumarycznie: „of Oxbridge”. Rodzaj „noli me tangere”, przeciwstawione wszystko strzyżącemu i golącemu „shav”. Bernardem Shaw’em zajmuje się G. Κ. C. przy każdej sposobności; niema książki, lub prawie artykułu,. w którymby jakiejś analogii do Fabiańczyka nie było: „Heretics” 1905, monografia „G. B. Shaw” 1909 i l-o Shillingowe wydanie 1914. W książce „The Ball & the Cross” 1910, Gardner, robi jedną z postaci karykaturą G. B. Shaw’a.
(6)Urodzony 29 maja 1874 r. w Kensington, mieszka w Overroads, Βeconsfield, hrabstwie Buckingham. O literaturze wiktoryańskiej w swoistem ujęciu pisał szereg essay’ów, monografii etc.: „Robert Browning w seryi „English Men of Letters”, Macmilian 1908. 8 ed. 1913.; „Charles Dickens”. 1906 i ed. l-o shillingowa u Methun’a 1913; szereg wstępów do powieści Dickensa w wydaniu „Everyman Library”, zebrane w tomie „Appreciations & criticism of the works of Ch. Dickens” 6 ed. 1911. Dent; antologie, wybory, wstępy: „W. M. Thackeray. Bell. 1910; „Thomas Carlyle”. 1902. Hodder & Staughton; „Tennyson”. 1903, tamże; w 1909 roku, w „Contemporary Review” zamieścił doskonały essay o Meredith’ie, wreszcie w r. 1913 w „Home University Library” v. 70: „The Victorian age in literature”. We wstępie powiada: „I can only answer in the very temper of the age of which I write: for I also was born a Victorian; and sympathise not a little with the serious Victorian spirit”.
(7)„The Defendant”, zbiór essay’ów, jedno z pierwszych wystąpień atakujących z r. 1901, w obronie „rzeczy wzgardzonych”. Wiele stąd przedrukowano w zbiorze „A defence of nonsense”. New York. Dodd. Mead & Comp. 1911. Ostatnie wydanie „The Defendant” z r. 1914 w nowej seryi wydawcy „Everyman Library”, Denta: s. t. „The Wayfarer’s Library” v. 12
(8)Cfr.: przedmowa essayisty monachijskiego Franza Blei’a do tłumaczenia niemieckiego jego „Heretics”. J. Lane. 1905. 6 ed. 1911.: „Heretiker, zur Kritik der Zeit”. 2. Aufl. 1912 München. Georg Müller.
(9)Portrecista G. K. C.’ia Alfred Priest pozuje go na Velasquezowskiego Alessandra del Borro.
(10)„Daily News” 13. III. 1914. Odpowiedź na tytuł „Apostoła nierozsądku” zamieszcza w kronice „Illustrated London News” (21. III. 1914), wskazując w jakim stopniu „apostołami nierozsądku” są: Bergson, W. James, Nietsche, gdy dla tańczącej gwiazdy domaga się chaosu, pragmatyści, moderniści w świetle encykliki „Pascendi Dominici Gregis” i Bernard Shaw, gdy mówi, że cała logika prowadzi do samobójstwa, a z dwojga złego lepiej już zabić logikę; podkreśla tu swoje religijne stanowisko; „Apostolstwo nierozsądku” nie jest wyrzeczeniem się rozumu; byłoby to unicestwieniem walki, co jest niegodne człowieka.
(11)Jean Blum: Gilbert Keith Chesterton. Revue germanique. 1910, janvier.
(12)Studyował po skończeniu w 1891 roku „St. Paul’s School” malarstwo w „Slade School”, potem pisywał sprawozdania ze sztuki do miesięcznika „The Bookman”. Ilustrował książki swego przyjaciela, essayisty-historyka b. redaktora „New Witness”, piszącego o wszystkiem i niczem: Hilaire’a Belloc’a, „The Green Overcoat”, Bristol, Arrowsmith i „Emanuel Burden, Merchant”· Cfr. również essay: „O leżeniu w łóżku” („On Lying in bed”), w zbiorze: „A defence of nonsense” 1911. New York (wstrzymane wskutek wojny tłumaczenie niemieckie: „Verteidigung des Unsinns, der Demut, des Scheindromans u. anderer missachteter Dinge. Leipzig. Verlag der weissen Bücher).
(13)Cfr. „Kawałek kredki”, „Tajemnica pociągu”. (Dod. „Nowej Gazety” Nr. 11 i 19 z 1913 r.), w tłum. Wł. Chalickiego z tomu „Trimendeous Trifles”. Tłumaczono u nas nadto jego „The Man, who was Thursday”. 1908. („Głos Narodu”, „Prawda”, „Dziennik Polski” 1913), następnie w „Wyborze pism” t. I, jako „Delegata anarchistów”, ze wstępem W. Rzymowskiego, nakładem firmy F. Hoesicka, gdzie zamierzone jest wydanie „Napoleona z Notting-Hill” w tłum. p. Leona Pikuły (pis. w r. 1904 — tłum. w „Gazecie Warszawskiej” 1914) i ostatniej, z r. 1914 powieści p. t. „Latająca oberża” („Flying Inn”), w tłum. p. A. Silbersteinówny.
(14)Cfr. Jean Blum j. w. i w wyd. z r. 1914. „The Defendant”: „in a defence of a new edition”. — „The Speaker”, dziennik radykalny, dziś nie wychodzi. Pisywał tam i prowadził interesującą polemikę z Chestertonem, polityk i krytyk opozycyjny C. F. G. Masterman. Jemu później w 1910 roku dedykuje G. K. C. książkę „O tem, co jest złego na świecie”. (Cassel i Tauchnitz). Artykuły z „The Speaker” przeszły potem na łamy „Daily News” i wyszły w książce: „Tremendeous Trifles” (Przeraźliwe fraszki). 1909. Methun.
(15)„The Defendant” 1914, Dent, s. 39.
(16)„Heretics”, J. Lane. 6 ed. 1911. C. 3.
(17)„The Defendant” z 1901—2 poprzedziły artykuły ze świata sztuki i ołówka w miesięczniku ilustrowanym, przypominającym naszą „Książkę”: „The Bookman”, oraz tomiki poezyi: „Wild Knight: other poems”, 1 ed. 1900. R. B. Johnson i „Gray beards at play: Rhymes & Sketchers” (Literature & Art of Old Gentelman 1900). Potem wydaje jeszcze wierszem propagującą „chestertonizm” balladę z czasów króla Alfreda: „The Ballad of the White Horse”, 1911. Methun
(18)„The Defendant” l. c. 5, 8.
(19)Cfr. „Robert Browning” w seryi „Engl. Men of Letters” 1903. ost ed. 1913.
(20)„Charles Dickens” ost ed. Methun. 1914, 1 sh., tłum. franc. A. Laurent et L. Martin-Dupont. Paris. Delagrave, w rozdziale „o tak zwanym optymizmie Dickensa”.

§ 2. Ben Akiba i odkrycie Europy  > > >

Powrót