Ojciec Brown w Rzymie

        Wbrew opinjom uczonych znawców i krytyków literackich, cenię bardzo wysoko kryminalno - detektywistyczne opowieści Chestertona, w których głównym bohaterem jest ojciec Brown. Postać ta nietylko jest symbolem czasów nowych, nietylko owiana jest czarem poezji Chestertonowskiej, lecz - wydaje mi się - jest szczególnie droga swemu twórcy.

         Ojciec Brown używa do wykrywania zbrodni i zbrodniarzy innych zgoła metod, niż będący jego prototypem z epoki pozytywizmu Sherlock Holmes. Ojciec Brown, przyjrzawszy się ludziom i wysłuchawszy opowieści o wydarzeniach, koncentruje swą uwagę na faktach i cechach charakteru, które są dla danej sprawy istotne. Inni widzą powierzchnię życia i jego zgiełk zewnętrzny, ojciec Brown dostrzega odrazu to, co jest najważniejsze, co jest trwałe, co decyduje... Przez to właśnie jest uosobieniem swego twórcy.

*


        Prowadzi nas Chesterton w swem dziele po różnych regjonach naszej ziemi, po szlakach dziejowych ludzkości, po drogach, przebytych przez myśl człowieka, i znaczonych poruszeniami jego serca, po zakamarkach i najtajniejszych przeżyciach jego duszy. Nigdy zaś nie przykuwają jego uwagi pozory, zawsze - czy to w Jerozolimie, czy w Ameryce, czy w przeszłości Anglji, czy w dziejach ludzkości, czy w sercu św. Franciszka z Assyżu, czy w duszy zbrodniarza - daje on poznać czytelnikowi to, co jest najgłówniejsze, co jest istotne, co boskie i ludzkie zarazem.

         Taką jest także jego książka o Rzymie(1). Na wieczne miasto spojrzał oczami ojca Browna. Poprzez nawarstwienia szeregu epok historycznych dostrzegł rzeczy wieczne. Rzym jest dziś miastem nowoczesnem, otaczającem pomniki okresu odrodzenia, Rzym średniowieczny kryje się po kościołach i podziemiach kościelnych, Rzym starożytny jest zrozumiały tylko dla wtajemniczonych, którzy z jednej kolumny, z jednego kapitelu, z jednego łuku lub sklepienia potrafią odczytywać przeszłość i mają dość wyobraźni, by ją sobie przed oczyma duszy odtwarzać. Większość pielgrzymów czy podróżników zostaje przytłoczona przejawami życia współczesnego i tem, co pozostało po Rzymie papieży, opiekunów sztuki odradzającej się pod słonecznem niebem Italji. Chesterton interesuje się żywo odbudowaniem państwa kościelnego, studjuje faszyzm, zwiedza kościoły i muzea, patrzy na zabytki architektury i sztuki, spogląda na Rzym z otaczających go wzgórz, błądzi po jego ulicach, lecz poprzez to wszystko widzi rzeczy wieczne i istotne. Interesuje go Rzym przedewszystkiem, jako kolebka katolicyzmu i całej kultury zachodniej.

*


         Wierzącego katolika, poetę, człowieka północy, przyzwyczajonego do półmroku świątyń gotyckich, pociąga z pewnością bardziej średniowiecze, niż renesans i barok rzymski. Szuka też jego śladu w opuszczonych bazylikach i na starych mozaikach. Bo Chesterton jest przeświadczony, że św. Franciszek z Assyżu podtrzymywał i podtrzymuje Kościół, tak jak Atlas podtrzymywał świat. Gdy stoi przed kościołem laterańskim, to ma w oczach nie jego renesansowe formy i zdobiące go barokowe postacie, lecz wizję przeszłości - spotkanie Innocentego III ze św. Franciszkiem i sen, w którym wielki Papież średniowiecza widział przybyłego z Assyżu biedaczynę w łachmanach, podtrzymującego całą budowę Kościoła.

         A jednak ten wielbiciel średniowiecza, mniemający, że zbliżamy się do epoki, która będzie nawrotem do idej kierowniczych z przed pół tysiąca lat, zdolny jest do wykrycia tajemnicy tego Rzymu, który znalazł swój wyraz kamienny w kościele św. Piotra i w nagromadzonych w nim, a także w innych gmachach z epoki odrodzenia dziełach sztuki.

         Kościół dla zapewnienia panowania ducha Bożego na ziemi i zapewnienia posłuchu jego prawom, musiał mieć siłę ziemską i znaleźć środki trafienia do dusz ludzkich. Stolica Cesarstwa Rzymskiego została przeniesiona na wschód, wówczas biskupi rzymscy sprawili to, że się ośrodek cywilizacji rzymskiej ostał na zachodzie i stał się podstawą nowej formacji historycznej, z której wyszły państwa i narody Europy. Trzeba myśleć - powiada Chesterton - o Papieżach "jako o mówcach, którzy wypowiedzieli pewne słowa, jako o sędziach, którzy wydali pewne wyroki" i "gdy ktoś raz się przeniknie ideami Pewności i Słowa, ten zacznie rozumieć św. Piotra (Kościół); nawet wówczas, gdy go nie będzie lubił". Kościół jako dyscyplina i ramy chrześcijaństwa, jako organizacja wiernych i stróż rozwoju myśli religijnej, jest trudniejszy do pojęcia, niż nieokreślone uczucie religijne, lub nastrój wywołany promieniami, słońca, przedzierającemi się przez witraże gotyckiej katedry. Lecz tylko taki Kościół urabia dusze ludzkie i wyciska swe piętno na biegu dziejów.

         Tak trzeba rozumieć wymowę posągów, zapełniających nawę i kaplice Św. Piotra, by wraz z Chestertonem nadawać historyczne znaczenie odbudowie państwa kościelnego. Istnienie tej Citta del Vaticano jest żywem świadectwem życia katolickiego; wiek XIX uważał papiestwo za rzecz z przeszłości. Dziś wiemy - powiada Chesterton - "że Papiestwo jest tak samo rzeczą przyszłości, jak przeszłości, że jest ono całkowicie i wyraźnie rzeczą teraźniejszości".

*


         Po rozdziale "o powrocie bogów" pisze Chesterton rozdział "o powrocie Rzymian". Te dwa objawy "zmartwychwstania" uderzają go bowiem przede wszystkiem w Rzymie.

         Reformacja odwróciła narody Europy od Rzymu Papieży (nawet narody katolickie przeniknął w wieku XIX duch protestantyzmu), równocześnie zaczęła blednąć tradycja Rzymu starożytnego i jej wpływ na życie ludzi naszego kontynentu. "Europa stanęła na głowie" - powiada Chesterton. Widać było jej nogi pięknie obute i zaopatrzone w ostrogi, a wykonywające różne skomplikowane poruszenia, gdy tymczasem siedlisko myśli poniewierało się w błocie i pyle. Wpływy Rzyrnu starożytnego przenikały niegdyś całe życie umysłowe i uczuciowe narodów europejskich. "Romans Rzy- mu, jako legenda powszechna poza legendami poszczególnych narodów, był naczelną rzeczywistością świata prawie do naszych czasów. Tradycja ta była dumą zarówno dla ludzi północy, jak południa, zarówno dla protestantów, jak dla katolików, była truizmem w czasie rewolucji francuskiej, podobnie jak w epoce odrodzenia. Nagle zaczęło się dziać coś, co wywołało wszystko zło w Europie i doprowadziło wkońcu do wielkiej wojny". Tak! Chesterton twierdzi całkiem na serjo, że odwrócenie się narodów europejskich od Rzymu starożytnego było przyczyną wojny, która nie wynikła w następstwie konfliktów między narodami czy państwami, lecz była początkiem wielkiego kryzysu duchowego i moralnego, spowodowanego odstępstwem Europejczyków od zasad, na których była zbudowana ich cała kultura i cywilizacja. Zwycięstwo koalicji państw zachodnich nad germanizmen było niczem innem - powiada Chesterton - jak odrzuceniem barbarzyńców przez Rzym. "Bo Rzym zmartwychwstaje" - dodaje i wskazuje na nowoczesne odrodzenie Włoch.

         Chesterton jest - jak wiadomo - demokratą i apostołem wolności. Nie może tedy być wielbicielem faszyzmu. Znajdujemy też w jego książce dużo uwag krytycznych o polityce Włoch faszystowskich. Lecz, mimo to, widzi w myśli i w dziele Mussoliniego powrót do Rzymu starożytnego.

         Rządy państw europejskich zostały uzależnione w ciągu wieku XIX od dwóch potęg - pieniądza międzynarodowego i wolnomularstwa. "Tysiące ludzi sądziło, że wprowadzają jawne braterstwo między sobą; tymczasem z niezwykłą szybkością władza przechodziła do tajnych związków braterskich nielicznej garści jednostek". (Ma Chesterton na myśli wolnomularzy, o których powiada: nie byli mularzami i nie byli wolni; nie mieli nawet wolności mówienia, że są związani). "Mussolini powołał do życia rząd, który jest naprawdę rządem, bo jest niezależny od wspomianych wyżej dwóch potęg, który może robić jawnie to, co oświecone, liberalne i demokratyczne rządy robią potajemnie".

         Wielka wojna była początkiem kryzysu i zapowiedzią reakcji. Po niej powracają na powierzchnię życia rzeczy, zdawało się, umarłe na zawsze. „Warszawa jest znów Warszawą; Kraków jest starszy, a przez to młodszy niż Warszawa - Europa znów jest pełna starych, średniowiecznych rzeczy: dawne Królestwo Czeskie, dawne odosobnienie Węgrów, dawne państwo Serbskie. A jeśli będziemy szukali w gazetach, co się nowego dzieje w świecie, to nawet gazety nie zdołają ukryć przed nami, że znów są walki w Jerozolimie i że znów panuje ład i porządek w Rzymie".

         Tak pojmuje Chesterton wielką katastrofę wojenną naszych czasów i - zdaniem naszem - ma rację. Przyczyny wojny tkwią bowiem bardzo głęboko, w całej strukturze życia duchowego i materjalnego narodów europejskich. Owdróciły się te narody od Rzymu - to znaczy zatraciły znajomość praw rządzących życiem społecznem ludzkości, praw znanych Rzymowi starożytnemu. Przestały się stosować do tych praw i dożyły chwili, gdy przeniewierstwo to mścić się zaczęło w podobny sposób, jak poniewieranie prawami hygieny mści się na jednostce ludzkiej. Zrozumie Chestertona ten, kto przyzna, że Rzymianie potrafili, jak nikt inny na ziemi, z doświadczeń życia społecznego i politycznego wynieść najwięcej wiedzy praktycznej i najlepiej sformułować tę wiedzę.

*


         "Ojciec Brown nie dbał o swój wygląd zewnętrzny, nic go nie obchodziło to, czy jego zachowanie się było komiczne, czy pospolite. Siedział na podłodze, a jego wielka głowa i krótkie nogi sprawiały, że był podobny do dziecka bawiącego się zabawkami. Lecz nagle w jego oczach zjawiło się spojrzenie, które widywano w oczach wielu ludzi w ciągu wielu wieków w czasie tysiąca dziewięciuset lat; tylko, że ci ludzie nie siadywali zwykle na podłodze, lecz przy stołach, przy których odbywały się narady, lub też na tronach biskupich i kardynalskich; sięgające daleko, bystre spojrzenie pełne pokory, właściwej ludziom, którzy dźwigają ciężar przekraczający siłę człowieka. Takie pełne troski i sięgające daleko spojrzenie miewają misjonarze i ci, co przez tak wiele burz przeprowadzili nawę św. Piotra".

         Gdyśmy zamykali książkę Chestertona o Rzymie, przypomniał się nam powyższy ustęp z "Tajemnicy ojca Browna". Kto spotkał Chestertona, wspinającego się na Kapitol, lub z przed kościoła Trinita dei Monti patrzącego na Rzym, ten może się uśmiechnął, spostrzegłszy grubasa o barokowych kształtach, w niedbałym stroju, rozmawiającego z samym sobą. Lecz jeśli spojrzał w oczy tej niezwykłej, a pozornie pospolitej postaci, zobaczył oczy ojca Browna. Takiemi oczami, jak świadczy omówiona książka, widział Chesterton Rzym.



(1) G. K. Chesterton. „The Resurrection of Roma Hoddes and Stoughton". Londyn 1930.

Stanisław Kozicki, "Myśl narodowa", nr 8, 1931r. (z zasobów Wielkopolskiej biblioteki cyfrowej)

Powrót