Obrona pasterek z porcelany

< < < Obrona jawności

         Istnieją rzeczy, o których świat nie lubi wspominać, Są to bowiem umarłe' miłości świata. Jedną z nich stanowi wielkie marzenie o życiu pasterskiem, I niezależnie od naigrawań realizmu, rządziło ono bezsprzecznie długim okresem dziejów od czasów t. zw. starożytnych aiż do niedawna. Marzenie o niewinnem, wesołem życiu pasterzy i pasterek owiewało czasy Teokryta, Wirgiliusza, Katulla, Dantego, Cervantesa, Ariosta, Szekspira i Pope'go. Twierdzimy, że bogowie pogańscy byli ze spiżu i kamienia: a jednak spiż i kamień nie dorównał trwałości pasterek z porcelany. Kościół katolicki i ideał pasterski stanowią faktycznie ów czynnik, który zbudował most między dawnemi, a nowemi laty. Mimoto jednak nie lubi świat wspomnienia tych swoich dziecięcych porywów.

         Natomiast fantazja, czynność dziejopisarza, nie może przeoczyć tak doniosłego pierwiastka. Rewolucjoniści taniego pokroju uważają zazwyczaj wyobraźnię, za rzecz nawskroś buntowniczą, przydatną głównie do wymyślania nowych, awanturniczych republik. Celem fantazji jednak, jest bujne urzeczywistnianie. Wyobraźnia patrzy na Delfy okiem Greka, na Jeruzalem okiem Krzyżowca, na Paryż okiem Jakobina, na Arkadję zaś okiem Euphnesa*. Głownem jej zadaniem jest dostrzeganie w całym naszym regularnym systemie życiowym stosu nagromadzonych rewolucyj. Pomijając wszelkich rewolucjonistów, należy stwierdzić, iż spełnia ona cel swój, nie dokonywając rzeczy niesłychanych, lecz czyniąc z rzeczy dokonanych niesłychane; nie tyle robi z cudów czyny, co z czynów cudy. Dla obdarzonego wyobraźnią człowieka, prawda przysłów jest czystym paradoksem, gdyż była ona paradoksem już w epoce kamiennej.

         Niech nam wolno będzie tedy w tem oświetleniu spojrzeć na dawny ideał pasterski, Arkadję. Należy jednak wpierw wyjaśnić jedno. Arkadyjska sztuka i literatura jest utraconem marzeniem. Studjować ją znaczy tyle, co grzebać w listach miłosnych nieboszczyka. Jej kwiaty wydają się nam takim samym szychem, jak wstążki u kapelusza; jagnięta, tańczące w takt fujarki pastuszej, pląsają zda się według wszelkich zasad artystycznego baletu. Ba! nasz zwykły dzień roboczy, prozaiczny zdaje się nam weselszy, niż tamten dzień świąteczny. Tam, gdzie ich dawny zbytek przekroczył granice rozsądku, nawet cnoty wyglądają jak kapriole zakrzepłe w starożytnym fryzie. Bacchant na tych spłowiałych, starych obrazach podobny jest do archidjakona. Nawet grzechy tamte zdają się chłodniejsze, niż nasze morały. Należy otwarcie uznać całą bezpłodność sentymentalizmu pasterskiego ideału i cały bezwstyd jego optymizmu. Lecz na dobrą sprawę coś niecoś jeszcze pozostaje.

         Przez długi czas, w którym rządziły bezapelacyjnie, dobrze przemyślane i zastosowane, ideały potęgi i cywilizacji, ideał doskonałego i zdrowego wieśniaka ucieleśniał się w jakiejś formie lub pojęciu o pewnej godności, prostocie i powadze pracy. Dobre nawet dla arystokraty wówczas było, jeśli już sam osiągnąć nie mógł niewinności i mądrości matki ziemi, przekonanie o kapłaństwie ubogich. Dobrem była dla niego wiara, że jeśli nie istniało niebo nad nim — było ono pod nim. Dobrem było pośród zwiewnych triumfów nieodparte uczucie, że istnieje coś ponad triumfy lepszego, myśl: „Czeka cię wypoczynek."

         Wyobrażenie idealnego pasterza zdaje się myśli nowoczesnej śmiesznem. Lecz ostatecznie stanowiło ono może jedyny z demokratycznych nałogów, postawionych na równi z nałogami arystokratycznymi przez samą arystokrację. Pasterz poezji pastoralnej różnił się bez wątpienia od pasterza rzeczywistego. W czasie, gdy pierwszy przygrywa niewinnie swym jagniętom, drugi niewinnie im wymyślał; różnica zaś umysłowa, osobista i czystości była olbrzymia. Lecz różnica między pasterzem idealnym, tańczącym z Amaryllidą, a rzeczywistym, który ją bił, ani na jotę nie jest mniejsza, niż między żołnierzem idealnym, umierającym dla zdobycia sztandaru, a rzeczywistym, żyjącym tylko myślą o czystości swego rycerstwa, niż między kapłanem idealnym, siedzącym wiecznie przy czyimś łożu, a rzeczywistym, który jest zadowolony, gdy sam się kładzie do łoża. W każdym zawodzie istnieje pojęcie idealne i ludzie rzeczywiści; a przecież mało jest ludzi, mających coś przeciw idealnemu pojęciu i nie wielu mimo wszystko takich, którzy mieliby coś przeciw rzeczywistym ludziom.

         Sprawa więc przedstawia się następująco: daleki od zaprzeczania racji bytu pasterza idealnego w sztuce i literaturze, żałuję jednak mocno, że pasterz jest jedynym zawodowcem demokratycznym, którego postawiono w równym rzędzie z heroicznymi zawodowcami, uznanymi przez wiek arystokratyczny. Daleki od zarzucania czegokolwiek pasterzom idealnym, życzyłbym sobie, by zaistniał listonosz idealny, kupiec idealny i komisarz idealny. Bez wątpienia, śmielibyśmy się doprawdy z idealnego listonosza; jest to jednak dowód, że nie jesteśmy prawdziwymi demokratami. Współczesny kupiec byłby bez wątpienia zmieszany, nawet niezadowolony, gdyby żądano od niego zachowania się według manjery arkadyjskiej i kazano mu wdzięczyć się w tańcu, wyrażającym rozkosze stanu kupieckiego, lub też grać na jakimś instrumencie do taktu skaczącym wokół siebie subjektom. Pomińmy jednak sprawę, czy ta niechęć kupca byłaby dobrem lub czy świadczyłaby o uzdolnieniu poetyckiem kupiectwa. Napewno w każdym zawodzie winien istnieć obraz idealny zdrowia i szczęścia, a oddalenie jego od rzeczywistości nie jest tu jedynem zagadnieniem, ważnem.

         Nie można zgóry twierdzić, że ogrom tradycyjnych wyobrażeń o sławie i obowiązku działa stale w głowie lekarza lub żołnierza jako przykład; że bitwa pod Waterlo, sprawia faktycznie osobistą przyjemność komuś przy czyszczeniu spodni, lub że „dobro ludzkości" łagodzi nagłe bogactwo wyrażeń lekarza wyciągniętego o drugiej w nocy z łóżka. Aczkolwiek żaden ideał nie przytłumi wstrętnego mozołu i drobiazgowości każdego zawodu, jednak w przykładzie z lekarzem i żołnierzem, kryje się on w głębi i czyni cały mozół rzeczą cenną. Ujemnem zjawiskiem jest brak takiego ideału w wielu szacownych rzemiosłach i zawodach, od których zależy byt nowoczesnego miasta. Szkoda, iż uznany dziś tryb myśli i uczuć nie daje odpowiednika dawnego pojęcia patrona.

         Nastręcza się w końcu pytanie, czy świat nie stracił nic, wskutek zniknięcia ideału szczęśliwego rolnika. Głupiem jest wyobrażanie sobie rolnika, chodzącego od stóp do głowy we wstążkach, ale lepsze to, niż świadomość, iż chodzi od stóp do głowy w łachmanach i jestmu to obojętne. Nowoczesne realistyczne studjum nędzy wprowadza w większy błąd badacza niż dawne idylliczne poznanie. Dopóty nie zdołamy uzyskać wyraźnego obrazu życia klas niższych, dopóki wydają się nam ich cnoty równie ordynarne, jak grzechy, a ich radości tak niedołężne, jak ich cierpienia. Może właśnie w momencie, gdy widzimy tylko tępego człowieka, palącego tytoń i tęgo pijącego w szynku z przyjacielem, może wówczas człowiek ten obchodzi w głębi duszy dzień świąteczny, a uwieńczony kwiatami natchnionej muzy bardziej podobny jest do szczęśliwego wieśniaka, niż świat mógłby to sobie wyobrazić.

* Główna postać w dziele Johna Lily: The Anatomy of Wit i Euphnes and his England. (1578-1590)

Obrona pożytecznej informacji > > >

Powrót