Kościół a herezje


        Tak oto mogliby powstać z grobów wielcy herezjarchowie, by popsuć szyki swoim dzisiejszym towarzyszom. W twierdzeniach współczesnych krytyków nie ma nic, czemu nie mogliby na naszą prośbę zaprzeczyć ci wielcy świadkowie. Jeden z krytyków twierdzi na przykład od niechcenia, że chrześcijaństwo było jedynie zwrotem ku ascetyzmowi i duchowości przeciwnej naturze; tańcem fakirów pałających nienawiścią do życia i miłości. Na to jednak Mani, wielki mistyk, odpowiada mu ze swego tajemnego tronu, wołając: „Ci chrześcijanie nie mają prawa nazywać się ludźmi ducha; ci chrześcijanie nie mają prawa nazywać się ascetami; oni, którzy zawarli kompromis z przekleństwem życia i całym plugastwem rodziny. To przez nich ziemia nadal zbrukana jest owocowaniem i żniwami, zanieczyszczona ludzkim pospólstwem. Chrześcijanie nie stworzyli ruchu przeciwko naturze - gdyby tak było, moje dzieci powiodłyby ich do zwycięstwa. Ci głupcy jednak próbowali odnawiać świat, który ja najchętniej zniszczyłbym jednym skinieniem". Inny krytyk pisze, że Kościół był tylko cieniem cesarstwa, konikiem przypadkowego cesarza i że trwa w Europie jedynie jako zjawa dawnej siły Rzymu. A na to diakon Ariusz odzywa się z mroków zapomnienia: „Nie, zaprawdę tak nie jest, w przeciwnym razie świat poszedłby za moją rozsądniejszą religią. To moja religia padła ofiarą demagogów i ludzi lekceważących Cezara; to mojego orędownika okrywał purpurowy płaszcz i moja była chwała orłów Rzymu. To nie z braku tych rzeczy poniosłem porażkę". Niezrażony niczym trzeci krytyk nowej generacji twierdzi, że wiara rozprzestrzeniła się jedynie jako coś w rodzaju paniki przed ogniem piekielnym, że ludzie podejmowali się niemożliwych rzeczy, byle uciec przed niewyobrażalną zemstą, przed koszmarem wyrzutów sumienia; takie wyjaśnienie zadowoli wielu z tych, którzy widzą coś przerażającego w doktrynie ortodoksji. Na to jednak podnosi się przeciw nim straszliwy głos Tertuliana: „Dlaczego zatem ja zostałem odrzucony; dlaczego miękkie serca i puste głowy potępiły mnie, gdy ogłosiłem potępienie wszystkich grzeszników, i jaka to siła popsuła mi szyki, gdy groziłem wszystkim opieszalcom piekłem? Nikt bowiem nie poszedł tą trudną drogą, tak daleko jak ja, i to do mnie należało stwierdzenie: credo, quia impossibile". Istnieje jeszcze czwarta sugestia, głosząca, że cała sprawa przypominała tajny spisek Semitów; że była to nowa inwazja koczowniczego ducha, wstrząsająca znacznie przyjemniejszym i wygodniejszym światem pogańskim, jego miastami i domowymi bóstwami, i że spisek ten umożliwił zazdrosnym monoteistycznym plemionom ostateczne ustanowienie władzy ich zazdrosnego Boga. Słysząc to jednak, Mahomet odzywa się ze środka burzy, z tumanu czerwonego pustynnego piasku: „Kto kiedykolwiek jak ja służył Bożej zazdrości albo kto sprawił, że stał się On bardziej samotny na niebie? Kto bardziej niż ja otaczał czcią Mojżesza i Abrahama albo odniósł więcej zwycięstw nad po gańskimi idolami i wizerunkami? Czym wobec tego była ta rzecz, która zaatakowała mnie z siłą żywego stworzenia, której fanatyzm wygnał mnie z Sycylii i wyrwał korzenie, które zapuściłem głęboko w skałach Hiszpanii? Jaką wiarę wyznawali owi przedstawiciele wszystkich stanów i krajów, którzy zbierali się tysiącami i krzyczeli, że mój upadek jest wolą Boga? Co takiego wystrzeliło Gotfryda jak z katapulty ponad murami Jerozolimy i co sprawiło, że wielki Sobieski przedarł się jak piorun aż do bram Wiednia? Sądzę, że w religii, która tak starła się z moją, musiało być o wiele więcej, niż wam się wydaje".

        Ci, którzy chętnie przedstawiają wiarę chrześcijańską jako fanatyzm, są skazani na wieczne zagubienie. W ich opowieściach wiara przedstawia się jako fanatycznie broniąca niczego i fanatycznie atakująca wszystko. Jest równocześnie ascetyczna i walcząca z ascetami, rzymska i zbuntowana przeciwko Rzymowi, monoteistyczna i zaciekle zwalczająca monoteizm, surowo potępiająca surowość - jest, jednym słowem, zagadką, której nie sposób wyjaśnić nawet brakiem rozsądku. Bo jakiż to brak rozsądku, który wydaje się rozsądny milionom wykształconych Europejczyków mimo wszystkich rewolucji, jakie dokonywały się przez około tysiąc sześćset lat? Zwykła łamigłówka albo paradoks czy też po prostu zwykły zamęt w głowie nie mogą zajmować ludzi tak długo. Nie znam innego wyjaśnienia owego zja­wiska niż to, że chrześcijaństwo nie było pozbawione rozsądku, ale właśnie rozsądne; że jeśli broniło czegoś w sposób fanatyczny, to broniło rozsądku, a jeśli fanatycznie coś atakowało, to atakowało wszystko, co było rozsądku pozbawione. Tylko w ten sposób potrafię wyjaśnić fenomen religii zachowującej od samego początku taki dystans i taką pewność siebie, potępiającej rzeczy tak bardzo do niej podobne, odrzucającej pomoc sił, które wydawały się niezbędne dla jej istnienia, podzielającej ze swej ludzkiej strony wszystkie namiętności epoki, a jednak zawsze w najważniejszym momencie wznoszącej się ponad nie, nigdy niemówiącej dokładnie tego, czego się po niej spodziewano i nigdy nieodwołującej tego, co powiedziała. Nie mogę znaleźć innego wyjaśnienia tego fenomenu niż to, że tak jak Pallas z głowy Jowisza, religia ta rzeczywiście wyłoniła się z umysłu Boga - dojrzała i mocna, uzbrojona na wojnę i sąd.

G. K. Chesterton "Wiekuisty Człowiek" (362-366), Warszawa - Ząbki: 2004

Powrót