Rozsądny romans cywilizacji

         Być może w chwili obecnej, przykładem dwóch najważniejszych osób naszej cywilizacji, są owe starsze panie, które swej rezydencji broniły wyciągniętymi mieczami. Są one, w prawdziwym tego słowa znaczeniu zwiastunem, a znaczy to nie tyle zdumieniem, co przestrogą; są niebiańskim znakiem apokalipsy Londynu. Z początku człowiek czuje się gotowy potraktować ich sprawę jedynie groteskowo, puszcza wodze wyobraźni, by swobodnie biegła wzdłuż sugerowanych linii. Przychodzi mu na myśl jak zwołują wokół siebie drużynę wesołych i zdesperowanych starszych panien, jak żyjąc w siodle i według prawa miecza, czynią najazdy ze wzgórz, zostawiając po sobie jedynie płonące miasta, których zgliszcza wyznaczają przerażające szlaki. Człowiek wyobraża sobie, jak wracają do hulanek w pieczarach, gdzie pośród krwi i złota, gwałtownie domagają się herbaty ciskając w kąt szablami, i ostrożnie ściągając rękawiczki. Sądzę jednak, że lepiej będzie zastanowić się, nad prostotą samego faktu. Lubię myśleć o tych uprzejmych i poważanych staruszkach dnia dzisiejszego, jak stoją jedna przy drugiej w swym gościnnym pokoju; na stole imbryk i babeczki, dagerotyp kuzyna Eustachego i kolorowe zdjęcie królowej Viktorii na ścianach, obok schludny regał, a na nim tytuły „Zapytaj swe wnętrze”, „Palący lampy”, oraz jakiś album z różowymi stronami; - one zaś, w dłoniach swych dzierżą dwie potężne, błyszczące szable kawaleryjskie, z pomocą których gotowe są przystąpić do sumiennego fechtunku. Jak mniemam, patrzyły na swe miecze z wyrazem zaniepokojenia i wyglądały niczym figurki ginących za wiarę dziewic, które możemy odnaleźć wśród starych dekoracji. Męczennic, z których każda dźwiga gigantyczny topór, przenośne koło tortur, lub ruszt, na którym przypiekano ją we wcześniejszych etapach kariery. Święte trzymały oręż swych prześladowców.  Była to w istocie jedna z najzuchwalszych i najbarwniejszych rewolucji Chrześcijaństwa. Idea głosząca, że przedmioty użyte przeciwko człowiekowi stają się jego częścią; rozgrzany pręt nie tylko wypalał mu oczy, ale mógł też posłużyć za wędrowną laskę. Odczuwano wówczas, jak sądzę, że gdy rozgrzana do białości włócznia gładko przeszyła ciało danego dżentelmena, to tym samym momencie stawała się jego własnością. Tortura została obrócona w dekorację; zupełnie tak, jakbyśmy chcieli dziś wykonać tapetę, w artystyczne wzory szubienic i nahajek. Stosowanie tej zasady do ludzi, którzy umierają współcześnie, okazałoby się jeszcze bardziej osobliwe. Gdyby na przykład człowiek z Camberwell zmarł na tyfus, to wedle chrześcijańskiej sztuki, należałoby go przedstawiać, jak tonie w uściskach z wielką rurą na ścieki. Jeżeli natomiast wypadłby z jednokonki, to musiałby ją wziąć na ręce i nieść, gdyż tego biedaka, dorożka już nigdzie dalej zawieźć nie może. Tragicznie zmarli alpiniści stanowiliby pewien problem. Pokonywanie przepaści jest stosunkowo dokuczliwe dla śmiałków, którzy gdziekolwiek nie pójdą, to w jednym ręku muszą taszczyć lodowiec. Ten owocny temat współczesnej martyrologii, odwodzi mnie jednak od głównego wątku, tematu starszych panien uzbrojonych w miecze. One nie były jednak prześladowanymi biedaczkami, które trzymają w rękach narzędzia swego nieszczęścia. Wprost przeciwnie, to one dopuściły się prześladowań. Wyobrażam sobie, że tak grzmotnęły policjanta w ciemię, co samo już musi być radosnym zajęciem, że aż mu czapka pofrunęła z głowy.

         Nie mam żadnych pozbawionych szacunku uczuć wobec tych biednych starszych pań, gdyż nie ma nic zdrożnego w byciu rozradowanym. Wszyscy radujemy się widokiem naszych żon, ale nie jest to sprzeczne z tym, że wypełnia nas wówczas również święty strach. Starsze panie były, jak sądzę, religijnymi entuzjastkami, co jest w pełni zrozumiałe. Jeśli zaś chodzi o policjanta, to swego zdziwienia nie kieruję bynajmniej na fakt, że zdecydowały się go zaatakować w głowę. Powinniśmy zawsze starać się o zadumę nad tym, co stałe i trwałe, nie zaś nad byle wyjątkiem. Zaskakiwać powinno nas słońce, nie jego zaćmienie. Powinniśmy rzadziej dziwić się trzęsieniom, częściej natomiast zdumieniem swym obdarzać ziemię.  Kierując się tą samą filozoficzną zasadą, mogę z całą szczerością powiedzieć, że nawet w połowie nie dziwi mnie tak niecierpliwość, z jaką owe panie strąciły policyjną czapkę, co zaduma nad cierpliwością reszty z nas, która każe zostawić ją w stanie nienaruszonym.  Myśl, że świat zawiera niezliczone miliony przytomnych i zdrowych mężczyzn, z których żaden nie strącił policyjnej kaszkietki, zalewa mnie wielkim przypływem tajemniczości, podobnym do niezliczonych tajemnic morza. Te panie jak sądzę, były ogarnięte tym, co nieudolnie, jednak w koniecznych celach, nazywamy szaleństwem. Nie pomniejsza to jednak należnej im uwagi, skłaniającej nas ku głębszym namysłom. Wprost przeciwnie, szaleńcy są nieraz bardziej reprezentatywni od ludzi zdrowych, gdyż dysponują pewną nagością umysłu, która ukazuje to, co mędrcy wiedzą i skrywają. Potrzeba prawdziwego mędrca, by uczyć głupców. Jednak beznadziejnym głupcem jest ten, kogo głupcy nie mogą nic nauczyć.

         Damy zbrojone w miecze są interesujące z tego samego powodu, z jakiego interesujący jest fenomen Agapemonitów. Oczywiście, o starszych paniach wyrażam się, w o wiele bardziej zaszczytnym sensie i przepraszam za to porównanie. Jednak podobieństwo bierze się stąd, że oba przykłady są dowodami brutalnego wybuchu żywiołowych sił przedmieścia. Nienaruszalne prawo wszystkich cywilizacji głosi, że to, co zamierzasz wyeliminować zostanie wyolbrzymione. Nasze współczesne miasta, a w szczególności przedmieścia, zaplanowano ściśle, jako racjonalne i świeckie ośrodki życia ludzkiego; dlatego też z całą pewnością, już niebawem będą płonąć ogniem najbardziej niedorzecznych przesądów. Ludzie w szczęśliwszych miejscach będą żyć beztrosko, razem ze swą wiarą, i będą chylić kapelusza przed Niebem, jak przed starym towarzyszem. W Clapton będziesz mieć proste drogi i proste rozmowy, oraz całkowitą ignorancję wszelkich tajemnic. Dlatego w Clapton napotkasz człowieka, który w biały dzień będzie wrzeszczał, że jest bogiem i stworzył gwiazdy obracając jawny grzech w sakrament. Będziesz uczyć wszystkich ludzi, że wojna i rewolucja są większym złem od poddania się i niewolnictwa, uderzenie jest niegodne dżentelmena, a krucjata bezczelna. Dlatego rynsztunek porzucony przez obywateli, odnajdą i wykorzystają szaleńcy, a kiedy mężczyźni przestaną nosić swe miecze, zaczną nimi wywijać kobiety. Bo prawdą jest, że to, co wieczne, powstanie przeciw temu, co chwilowe. Nadejdzie bunt bogów przeciwko ludziom. Musimy się przygotować na więcej zdarzeń tego typu, dzielnicowych zajść, pełnych napastliwego i absurdalnego romantyzmu. Nie możemy nadmiernie dziwić się dwóm mieszkankom Londynu, uzbrojonym w wielkie miecze. Bowiem nim rozwiążemy ten problem, ujrzymy bankierów z toporami, wikarych, którzy miotają włóczniami, przepasane wielkimi nożami guwernantki, oraz gosposie rozstrzygające sprawy honoru przy pomocy rapierów. Wszystkie argumenty, którymi naukowcy próbują dowieść, że ludzie muszą w końcu stać się bardziej mechaniczni i pokojowo usposobieni, pomijają jeden, nie tak całkiem nieistotny szczegół, - samych ludzi. Cywilizacja jest tylko jedną z wielu rzeczy, które ludzie postanowili stworzyć. Przekonaj ich o jej nieprzydatności, a odrzucą ją tak samo, jak niedopalone cygaro. Socjologowie informują nas zawsze o tym, co nastąpi w świecie materii, nigdy zaś nie zastanawia ich, co w tym samym czasie, zdarzy się w świecie moralności.  Alegorię takiego stanu rzeczy, możemy odnaleźć we fragmencie doskonałej książki Pana Barry’ego Pain’a, „De Omnibus”. Pewien pracownik naukowy czyniący starania, by wyjaśnić innym prawo przyciągania, czy inną trywialność, pyta kierowcę autobusu, co by się stało, gdyby wrzucił mu pensa do kufla z piwem. Cytuję z pamięci: ‘Opadł by na samo dno, czyż nie?’ - mówi naukowiec, ‘Aha’, - odpowiadam, ‘To jedna z rzeczy, które by miały miejsce’, ‘Kolejna byłaby taka, że zdzieliłbym cię w ten tłusty łeb, za panoszenie się moim piwem.’ Oto nieśmiertelny i święty głos ludzkości, który odpowiada na bezczelność specjalistów. Socjologowie mówią nam, że wszelkie rzeczy muszą się wydarzyć, gdy zajdą pewne warunki; że musi dojść do zatarcia narodowości, że nauka i naukowcy muszą wszystko kontrolować, a wszystko dlatego, że jakiś ekonomiczny, czy materialny fakt jest nieuchronny. „Aha”, - mówimy. „To jedna z rzeczy, jaka się stanie”. „Kolejna będzie taka, że zdzielimy ich po tłustych łbach za panoszenie się moralnymi tradycjami ludzkości”. Ich ewolucja będzie przebiegała zgodnie z planem dopóty, dopóki nasza rewolucja nie zechce się rozpocząć.

         Jeżeli nie potrafimy dostarczyć wielkim miastom i wielkim przedmieściom jakiegoś rodzaju poezji, to w dalszym ciągu będą one płodzić, owe chore fanatyzmy, które każą kobietom świstać szablami, a mężczyznom odnajdywać niedorzeczne religie. Jeżeli nie będziemy posiadać religii, wówczas zredukujemy się do o wiele bardziej denerwującej konieczności posiadania religii. Jeżeli odrzucimy romantyczność w ubiorze, środkach transportu, czy sposobie myślenia, wówczas, gdy będziemy składać wizytę niezależnej starszej pani, romantyczny element ludzkości zmaterializuje się w formie wielkiego ciosu w łeb szablą kawaleryjską.  Dlatego nigdy za wiele nalegania i tłumaczenia, że jedynym sposobem na uniknięcie potęgowania sentymentu, jest uznanie go, jako zwyczajnego niesentymentalnego faktu, rzeczy tak solidnej i tak potrzebnej jak mydło. Nieszczęśliwi stoicy współczesnego świata, bezustannie skrywają swe emocje, w obawie przed tym, co nazywają „robieniem scen”. W efekcie robią sceny od rana do wieczora. Rozsądny, stoicki ojciec Anglik, robi się purpurowy na twarzy i klnie, i parska ze złości, na swego rozsądnego, stoickiego, angielskiego syna.  Następnie rozsądny, stoicki syn Anglik, robi się czerwony aż po końce włosów, i przeklina, i dyszy, i wydziera się do swego rozsądnego, stoickiego, angielskiego ojca. A wszystko dlatego, że nie zechcą po prostu przytomnie wyznać swych emocji. Wszystko dlatego, że żaden z nich, nie powie po prostu: „Kochany tato (lub synu), czuję do ciebie ogromną sympatię, a w tym momencie ogromną przyjemność sprawiłoby mi roztrzaskanie krzesła na twej głowie.” Ich niechęć przyznania się do swych emocji, staje się najbardziej agresywną emocją ze wszystkich. Ich wstyd do sentymentu, czyni ich bardziej sentymentalnymi, niż potrzebowałby tego jakikolwiek człowiek. Ludzie romantyczni, którzy otwarcie wyznają swoje emocje, nigdy nie robią scen. Nie robią scen, ponieważ dla nich emocja, to przyjazna i normalna rzecz, rzecz tak oczywista i ludzka, jak ludzki nos, tak lekka, jak wędrowny kij. Nie, musimy robić tego, co miało miejsce na południu Europy. Uczyń swą cywilizację rozsądnym romansem, a wyśmiany zostanie każdy niepoprawny romantyk.


G. K. Chesterton, Illustrated London News, 7 October, 1905
(Przekład: Paweł Kaliniecki)

Powrót