Magazyn osobliwości

        Pragmatyczna polityka nieuchronnie chyli się w naszym świecie ku upadkowi, ponieważ prawdą jest, że pragmatyczne działania polityki są zbyt pragmatyczne dla tego świata. Nasz świat jest bowiem tak nieuleczalnie romantyczny, że żadna rzecz nigdy nie działa właściwie, jeśli osadzić ją na gruncie twardych reguł biznesu. Przykładem niech będą wszystkie nowoczesne filozofie społeczne, które zgodnie uznają, że ozdoby, osobliwości i dzieła sztuki są zbytkami, o których ludzie myślą dopiero wtedy, gdy wytworzą wszystko, co konkretne i praktyczne. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Dzikus wsadza sobie artystyczną ozdobę do nosa, zanim odkryje, że potrzebuje ubrania; człowiek zorientował się, że suknia jest luksusem, zanim odkrył, że jest koniecznością. Wszystko wskazuje na to, że przepych jest nie tylko bardziej dostojny, niż to, co uznajemy za konieczne minimum – jest on od tego minimum jeszcze bardziej konieczny.

         Dowiedziałem się ostatnio, że pewien wikary w bardzo biednej dzielnicy przeprowadził niezwykle ciekawy eksperyment. Zaproponował, aby biedacy wynieśli z domów wszystkie wartościowe rzeczy, a sam zobowiązał się zadbać o to, aby dostali za nie możliwie najwyższą cenę, o ile zdecydują się je w ogóle sprzedać. Czyż jego oferta nie jest pełna wspaniałej ironii i wymowności? Poprosił nędzarzy o drogie rzeczy, a oni je przynieśli – można powiedzieć, że wyciągnął rękę po diamenty w stronę człowieka, którego nie stać na chleb. Zapytał głodujących o skarby, które ukryli w swych domach. Człowiek ten musiał doskonale znać ludzką naturę, a jego prośba przyniosła niesamowity skutek – ludzie, których łachmany dosłownie rozłaziły się w szwach, przynieśli z domów rzeczy warte nie tylko tego, aby się im naprawdę bliżej przyjrzeć, ale i autentycznie warte tego, by je kupić. Wszystkie były osobliwe, a wiele z nich było osobliwościami wartymi majątku. Część z nich posiadała te jedyne w swoim rodzaju cechy, które o wiele bardziej, niż użyteczność czy piękno, przyciągają całe strumienie gotówki i przyprawiają serca milionerów o szaleńcze bicie. Pewna biedna kobieta przyniosła na przykład kołdrę zszytą ze skrawków mundurów francuskich i angielskich żołnierzy walczących pod Waterloo. Nie ma słów zdolnych wyrazić poetyckość owej kołdry – aby wyrazić wszystko, co zostało zaklęte w barwach tego niesamowitego pojednania. Nadzieja i głód wielkiej Rewolucji, mit odosobnionej Francji, promieniejące szaleństwo Męża Przeznaczenia(1), rycerskie narody, które ten podbił, naród sklepikarzy, którego podbić nie zdołał, ich długi, beznamiętny opór, ostatnie spazmy agonii Europy prowadzącej wojnę z człowiekiem i upadek, który był niczym upadek Lucyfera – wszystko to zaklęte było w kołdrze starej, biednej kobiety, która co noc nakrywała swe zmęczone, kościste ciało herbami tysiąca bohaterów. Przynajmniej na jej przykryciu dwa straszliwe narody osiągnęły wreszcie pokój - powinno się je wciągać na maszt i wprowadzać przed oblicze Króla Edwarda oraz Prezydenta Loubet'a podczas każdej celebracji Entente Cordiale(2). Ta kołdra jest Entente Cordiale, a biedna gospodyni posiadała je, lecz nigdy nie zastanawiała się nad jego wartością.

         Pozostałe eksponaty, na swój sposób, również posiadały ten niezwykły, malowniczy i niecodzienny charakter. Pewien mężczyzna posiadał szklaną laskę, wypełnioną cukierkami. Jeśli w jego domu były dzieci, to zachowanie jej w nienaruszonym stanie wymagało jakiejś szalonej, religijnej czci, którą została otoczona. Można tam było również znaleźć starodawną broń i to czasami taką, która niewątpliwie miała związek z najważniejszymi wydarzeniami historycznymi. Był też, zdaje się, i but Księcia Marlborough(3) - nie mam pojęcia, w jaki sposób został pozbawiony swej pary, ale kiedy przypomnę sobie bystrość umysłu i finansowy geniusz Zdobywcy Blenheim, oraz towarzyszącą im liberalną nonszalancję wobec zbyt poważnego traktowania swej godności, a mówiąc krótko – gdy przywołuję w myślach moralny klimat Marlborough, to myślę, że najpewniej sprzedał jeden ze swoich butów za trzy pensy i skacząc na jednej nodze wrócił do domu. Kolejny parafianin przyniósł obraz przedstawiający Potop, obraz tak stary, że całkiem poważni rzeczoznawcy uznali go za dosłownie „bezcenny”. Nie mam pojęcia jak stary był w rzeczywistości (możliwe, że ten akwarelowy szkic został zrobiony na miejscu zdarzenia), ale jego właściciel otrzymał zań sumę, której w życiu nie widział na oczy, choć obraz ten wisiał spokojnie na ścianie jego domu podczas wielu okresów dotkliwej nędzy. Niektóre z przyniesionych rzeczy były całkowicie dziwaczne, a wręcz szalone, choć nie wiem, czy nie podobały mi się tak samo, jak cała reszta. Jedną z nich była wypchana wielogłowa i wielonoga owca, która naprawdę przyszła na świat w jednym z gospodarstw. Prostych ludzi, którzy nie ukończyli żadnej szkoły, nie przerażają jednak deformacje ciała, tak jak ludzi wyedukowanych nie przerażają deformacje moralne. O wszystkich opisanych tu przedmiotach ostetcznie można z całą pewnością powiedzieć jedno – każdy z nich był intrygujący - i jest to najistotniejsza cecha rzeczy kolekcjonowanych przez biedotę. Chołubione klasy społeczne zabiegają o to, co jest piękne, a klasy zaniedbywane – o to, co ciekawe. Przykładowo, bardziej wyrafinowani ludzie interesują się literaturą, to znaczy – pięknymi wypowiedziami; ludzie prości interesują się za to skandalem, to znaczy wypowiedziami ciekawymi. To, co interesujące, rzadko idzie w parze z pięknem, a zainteresowanie jest nieporównanie lepsze i ważniejsze niż uroda. Sam znam człowieka, który przy całej swej niezwykłej urodzie jest wyjątkowo nieinteresujący. Rozróżnienie to jest niezwykle istotne dla religii, moralności i praktycznej filozofii życia: egzystencja często traci swój urok, ale jeśli w ogóle jesteśmy ludźmi, to nigdy nie przestaje być interesująca. Boskie stworzenie, pośród którego przyszło nam żyć, jest często – mówiąc językiem znanym z dobrych książek – połączeniem uciech i pouczeń. Nadejdzie jednak czarna godzina, w której najmędrsi z ludzi nie zdołają wyciągnąć z niego żadnej nauki, lecz w tym samym czasie ludzie odważni wciąż będą czerpać z niego radość. Kiedy znikną dla nas wszelkie powody, by cieszyć się życiem, wciąż możemy cieszyć się nim, jako osobliwością, taką jak szklana laska. Ponieważ Wszechświat w każdym momencie jest tak samo niepowtarzalny, jak ona.

         Pragnę tu jednak zwrócić szczególną uwagę na jedną rzecz – ludzie niewykształceni są ze swej natury najlepszymi konserwatorami przeszłości, ponieważ to właśnie oni nie interesują się pięknem, ale samym zainteresowaniem. Biedni mają jedną, wielką przewagę nad klasami uprzywilejowanymi – nie poddają się modzie i zbierają rzeczy, które są dziwne, albo pozostają całkowicie poza aktualnym nurtem myślenia. Trzymają w domach dzieła Starych Mistrzów, dlatego że są stare, a nie dlatego, że właśnie zostali na nowo „odkryci”. Trzymają się starych zwyczajów, aż do chwili, gdy stają się one nowymi zwyczajami – ponieważ człowiek, który pozostaje o dziesięć lat w tyle, jest zawsze o dziesięć lat bliżej do powrotu tego, co już minęło. Możesz iść do nędznego domu, w nędznej parafii i natrafić na obraz Potopu, który jest naprawdę stary, a wręcz – starożytny. Z dnia na dzień jest starszy, ciemniejszy i coraz bardziej odległy od współczesnego świata, a jednocześnie coraz bardziej istotny. Możesz też iść do przeciętnego domu zamożnego obywatela w tej samej parafii i znajdziesz w nim... co właściwie znajdziesz? Z pewnością nie będzie to niemodny obraz, którego wartość rośnie z upływem czasu, tylko raczej całkiem modne dzieło (lub bardziej prawdopodobnie – reprodukcja całkiem modnego dzieła), z którym dzieje się rzecz dokładnie odwrotna; modne dzieło, które niezależnie od swych technicznych walorów i przelotnego zainteresowania szkoły, której jest wytworem, staje się coraz bardziej bezwartościowe, z każdą chwilą swego istnienia. Ludzie, którzy je posiadają, zawsze pragną najlepszego dzieła sztuki, które w danym momencie można kupić. A najlepszym dziełem, jakie można w danym momencie kupić, jest zawsze dzieło najmodniejsze. Ludzie ci, nigdy nie mogą sobie pozwolić, by nie nadążać za swoimi czasami – w ich domach zawsze znajdziecie brązową reprodukcję „Złotych schodów” Burne-Jonse'a i szaro-zieloną reprodukcję „Nadziei” G.F. Watts'a. Nie znajdziecie za to „bezcennego” Potopu – taką rzecz może posiadać jedynie beztroski krezus, albo nędzarz.

         Dokładnie to samo odnosi się do rzeczy, o których mówiłem wcześniej. Rodzina z wyższej klasy średniej nie zachowałaby pełnej cukierków szklanej laski. Kupiła by ją, w czasie gdy takie laski były modne i zjadła na długo zanim moda by przeminęła. Rodzina taka nie przechowałaby nawet czegoś tak wspaniałego, jak kołdra spod Waterloo; jestem gotów założyć się, że pas na amunicję miałby dla nich większą wartość, niż te strzępy czerwone od uświęconej krwi, przelanej w czasie ostatniej bitwy Napoleona. Ludzi z wyższej klasy średniej nie zadowoliłoby przechowywanie buta nieżywego Księcia, ponieważ o wiele większą przyjemność znajdowaliby liżąc buty takiego, który żyje. To co żywotne, to co teraźniejsze, zawsze będzie najbardziej pociągające dla modnych klas i wyłączając przypadki najwybitniejszych, najprostszych i najbardziej patriotycznych arystokratów wątpliwe jest, aby nagły rabunek, dokonany we wszystkich domach klas wykształconych, odkrył przed nami dokładnie takie same cuda i osobliwości, które pokazał nam śmiały wikary na swej wystawie. Rabunek taki najprawdopodobniej ujawnił by nam, że to, co ci ludzie uważali za swój osobisty gust, było w istocie modą typową dla całej ich klasy. Nietypowe oprawy książek okazały by się typowe dla nich wszystkich – tak jak nietypowe podłogi oraz tapety. Niemal żaden z nich nie wykazałby się moralną wielkością wystarczającą do tego, aby posiadać w swym domu rzecz tak niestosowną, jak na przykład laska pełna cukierków. Taki skarb możemy znaleźć tylko w domu człowieka skromnego, choć ta niestosowna rzecz jest interesująca dla wszystkich. Nikt nigdy nie rozumiał romantyki skromnego życia tak dobrze, jak Dickens – życia cierpliwego i ekstrawaganckiego, wytrwałego jak odwieczne zło; życia, w którym miłość jest jak przemijające święto; życia chaotycznego, ale zarazem prostodusznego, jego niewygodnego umiłowania wygody oraz mrocznego i niemal maniakalnego szacunku. Dickens czuciem tego wszystkiego był przesiąknięty aż do szpiku kości, a same tytuły jego powieści często wyrażają najtrwalsze elemnty życia biedoty. Dla nędzarzy zawsze panują Ciężkie Czasy. Nędzarze zawsze mają Wielkie Nadzieje. Żaden tytuł nie dotyka jednak istoty tego, co sprawia, że nędzne ulice są tak fascynujące, żaden poza jednym - „Magazyn osobliwości”.



(1) Jeden z przydomków Napoleona Bonaparte.
(2) Serdeczne Porozumienie - traktat zawarty 8 IV 1904 pomiędzy Francją a Wielką Brytanią, stanowiący jeden z etapów formowania „trójporozumienia”, polityczno-militarnego sojuszu Anglii, Francji i Rosji, który w I Wojnie Światowej starł się z „trójprzymierzem” Prus, Austro-Węgier i Włoch.
(3) John Churchill (1640-1722), naczelny wódz wojsk brytyjskich, przodek Winstona Churchilla.

G. K. Chesterton, The Illustrated London News, 2nd December, 1905
(Przekład: Bolesław Zujewicz)

Powrót