Lew heraldyczny i logika

        Sir Thomas Browne, którego trzechsetną rocznicę urodzin obchodzono ostatnio uroczyście w Norwich, był, jak wiadomo, medykiem. Był przy tym medykiem raczej nietypowym i pod wieloma względami stanowi całkiem osobliwe przeciwieństwo współczesnych lekarzy. Na przykład, zamiast być lekarzem, który został szlachcicem, był szlachcicem, który został lekarzem - co jest rzeczą dziwaczną, a wręcz postawioną na głowie. Był lekarzem, który napisał elokwentne i wyczerpujące dzieło na temat grzebania urn oraz cmentarzy, a także śmierci jako takiej(1), czyli rzeczy, o której współcześni lekarze wolą się ze zrozumiałych względów nie wypowiadać. Nic jednak nie jest tak interesujące, jak związki sir Thomasa ze znakomitą zoologią jego czasów. Jego wspaniała retoryka religijna i cała twórczość literacka są oczywiście nieśmiertelne. Nie wypowiedziano nigdy nic piękniejszego i bliższego prawdzie o duszy od słów Browne'a, że jest ona w człowieku rzeczą "która nie musi składać hołdu słońcu"(2).

         Trzeba jednak parę słów powiedzieć w obronie jego oryginalnej nauki, tak jak i z resztą całej nauki średniowiecznej, na której wzorował swe idee. Wiemy, że jego teologia była prawdziwa. Wiemy również, że jego zoologia prawdziwa nie była - nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnego wniosku, że jest z tego powodu niewarta uwagi i niepotrzebna. Cała bowiem dawna, fantastyczna zoologia jest dziś całkiem źle rozumiana. Z każdego stworzenia czyniła ona raczej symbol, niż fakt. Sądzono jednak ówcześnie, że wszystkie namacalne fakty są użyteczne, jako symbole faktów duchowych. Nie interesowano się nigdy przesadnie tym, czy lew jest szlachetnym zwierzęciem, które oszczędza dziewice - chciano jedynie podkreślić, że gdyby lew był szlachetnym zwierzęciem, to nie pożerał by dziewic.

         Pozwólcie mi wytłumaczyć, co mam na myśli. Każdy współczesny rozumny człowiek dostrzega oczywistą różnicę pomiędzy lwem heraldycznym, a prawdziwym lwem. Jednak jako ludzie współcześni nie całkiem zdajemy sobie sprawę z tego, że lew heraldyczny jest o wiele ważniejszy od prawdziwego lwa. Trudno wręcz wyrazić słowami nieważność prawdziwego lwa. Prawdziwy lew jest dużą, włochatą odmianą kota, której zdarzyło się żyć (czy raczej umierać) na bezużytecznej pustyni, której nigdy nie widzieliśmy i której nigdy nie chcielibyśmy widzieć; zwierzę to nigdy nie okazało się dla nas pożyteczne i nigdy - w warunkach jakich żyjemy - nie może nawet okazać się dla nas groźne; jest rzeczą tak dla nas bezużyteczną, jak ryby z najmroczniejszych głębin morza, albo księżycowe minerały. Nie ma najmniejszego powodu, aby przypisywać mu cokolwiek, co powszechnie rozumiemy jako przymioty lwa. Nie ma podstaw, by wyobrażać sobie, że jest wielkoduszny, bohaterski, czy choćby dumny. Ludzie, którzy z nim walczyli, twierdzą, że nie jest nawet odważny. Nie ma dla niego nawet najmniejszego miejsca w naszym życiu. Nie można z niego - tak jak z wołu - uczynić naszego pracownika, nie można też uczynić z niego sportowca, albo dżentelmena, tak jak z psa. Nie może on dzielić z nami ani trudów, ani przyjemności - nie można zaprząc go do pługa, ani nie można ze stadem lwów zapolować na słonia. Nie jest on w stanie zainteresować człowieka. Nie można go nawet zjeść... Od samego czubka swej wypłowiałej i przereklamowanej grzywy, aż do koniuszka ogona (którym, jak rozumiem, uderza się, aby przełamać swe wrodzone tchórzostwo) - a więc od grzywy aż po ogon jest uosobieniem nieważności. Jest po prostu przerośniętym dachowcem. Co więcej - jest dachowcem, którego nigdy nie spotkamy na naszej ulicy. Przeżywa on swoje banalne istnienie w miejscu, w którym żaden biały człowiek nie mógłby żyć nie popadając w obłęd z powodu monotonii i upału. Powinniśmy umieścić go w naszych muzeach i takich miejscach, w których umieszczamy czy to odłamki szarych kamieni, wyglądające tak, jakby znaleziono je na ulicy, czy pospolite brązowe żuki, na które żadne szanujące się dziecko nie spojrzało by dwa razy. Powinniśmy to zrobić, ponieważ jest na tym świecie grupa niezwykłych ludzi, którzy chcą znać wszystkie fakty, niezależnie od tego, czy są one interesujące, czy nie. Biorą nas oni w krzyżowy ogień pytań o nasze doświadczenia, zupełnie tak jak surowi książkowi detektywi, o których pisałem w zeszłym tygodniu. Chcą znać każdy najmniejszy szczegół każdego mijającego dnia, choćby nie wiem jak nudnego i niemającego znaczenia. Chcą żebyśmy wytężali i pobudzali naszą pamięć, aby wydobyć z niej wszystkie drobiazgi, które tak łatwo nam umykają - przywiązują oni wagę do każdego domowego wydarzenia, nawet tak błahego, jak lew.

         Jednak jedynym lwem, mającym jakiekolwiek praktyczne znaczenie w doczesności, jest lew legendarny. Jest naprawdę przydatny. Trzyma tarczę Anglii, a ta bez niego by po prostu upadła, pomimo szczerych wysiłków Jednorożca, którego kopyta nie nadają się niestety do chwytania czegokolwiek. Afrykański lew nikogo nie obchodzi. Ale brytyjski Lew, pomimo tego, że nie istnieje, obchodzi każdego. Brytyjski lew coś oznacza, a jedynym prawdziwym celem istnienia jest coś oznaczać - lwu afrykańskiemu nigdy nie udało się oznaczać czegokolwiek. Legendarny lew, stworzony przez człowieka, a nie przez Naturę, jest w rzeczy samej królem zwierząt. Jest wspaniałym dziełem sztuki, wspaniałym wytworem ludzkiego geniuszu, takim jak Katedra w Rouen albo Iliada. Jego charakter znamy tak doskonale, jak charakter Pana Micawber(3) albo Makbeta, czy wielu innych osób, które nigdy nie kłopotały się istnieniem w zwykłej, materialnej postaci. Jego cnoty są cnotami wytwornego, europejskiego dżentelmena - w jego etyce nie ma nic afrykańskiego. Posiada wyczucie świętości i powagi śmierci, które kryły się za wieloma z naszych starożytnych obrzędów. Lew nie tknie umarłego. Posiada przedziwny szacunek do wspaniałej i lśniącej czystości, będącej istotą naszej Europy, obecną u Diany, Czterdziestu Męczenników(4), Britomartis(5) i która stanowi jeden jasny punkt podczas burzy cielesnych namiętności Dramatu Elżbietańskiego, a dziś znów podbija świat w nowej formie - czci oddawanej dzieciom. Lew nie krzywdzi dziewic. W niezliczonej ilości starych legend i poematów znajdziecie motyw dostojnego lwa odmawiającego pożarcia dostojnej młodej dziewczyny. Niektórzy twierdzą, że młode kobiety odwzajemniają tę wrażliwość i odmawiają dotknięcia lwa - być może jest to prawda, lecz jeśli rzeczywiście tak jest, to tylko w odniesieniu do jakiegoś pośledniejszego, albo prawdziwego lwa, na przykład afrykańskiego - tego nieistotnego stworzenia, które już odprawiliśmy, aby snuło się po pustyniach tak mało ważnych jak on sam i stanowiących śmietnik Wszechświata. Jedyny wartościowy lew - jak uzgodniliśmy - został stworzony w całości przez człowieka, tak jak chimera i hipogryf, syrena i centaur, olbrzym z setką oczu i olbrzym sturamienny. Lew znajdujący się po jednej stronie królewskiej tarczy, jest równie bajeczny, co jednorożec po drugiej. Nie jest on jednak zaledwie fantastyczny i niemożliwy, ponieważ posiada wszystkie przymioty kogoś w rodzaju niebiańskiego szlachcica. Jest angielskim arystokratą w lwiej skórze i nie czynię tu oczywiście niemiłej aluzji do innego zwierzęcia, które kiedyś przywdziało taki kostium(6). Mam na myśli ni mniej ni więcej, tylko to, że ów wspaniały lew jest w rzeczywistości człowiekiem, którym prawdziwemu lwu jest niezwykle trudno zostać. Obawiam się jednak, że lew heraldyczny blednie na naszych tarczach herbowych; wciąż kołysze się na nich dzielnie, jednakże już tylko ponad drzwiami pewnych pełnych rozrywki miejsc, w których uchowało się wiele innych przyjemnych tradycji naszej starodawnej tradycji. Jeśli więc zobaczycie kiedyś Czerwonego Lwa, który zamiast tarczy rycerza zdobi szyld pubu albo hotelu, wspomnijcie wszystkie te wielkie prawdy, które zawarłem w niniejszym artykule. Pamiętajcie też, że ów lew namalowany na szyldzie jest symbolem wszystkiego tego, co napełniło naszą chrześcijańską cywilizację życiem, energią i godnością - wielkoduszności, cnoty, pogardy dla łatwych zwycięstw i dla tych, którzy gardzą słabymi. Nie przechodźcie obok gospody "Pod Czerwonym Lwem" obojętnie.

         Poświęciłem tu być może nieco zbyt wiele miejsca lwu heraldycznemu, a można by przytoczyć i inne przykłady. Heraldyczny leopard również jest niczego sobie, tak jak i Afrykańczyk o psiej głowie(7). Nie można również pominąć niezapomnianego opisu hipopotama, autorstwa sir Thomasa Maundeville'a, który był według niego "pół-człowiekiem, pół-koniem". Można to określić jako szkic impresjonisty albo symbolisty, pomijającego wszelkie kuszące szczegóły i oddającego jedynie poczucie masy i atmosfery, jaką to zwierze wzbudza. Często oglądałem hipopotama w zoo i zastanawiałem się, co w jego wyglądzie przywiodło sir Thomasowi Maundreville na myśl któregoś ze znanych mu ludzi. Czy sir Thomas widział kiedyś jakiś przypominający ludzi typ hipopotama, czy inspirowali go raczej ludzie w typie tego zwierzęcia? W każdym razie, wszystkie ogólne uwagi, jakie uczyniłem wobec średniowiecznego lwa heraldycznego, stosują się równie dobrze do pozostałych dziwolągów owej epoki. Wszystkie one były całkowicie zmyślone. Wszystkie były całkowicie odmienne i niezależne od żywych zwierząt, na których je wzorowano. A ci, którzy o nich pisali, rozprawiali i rozwodzili nad ich fizycznymi, umysłowymi oraz moralnymi właściwościami, byli dogłębnie i całkowicie obojętni wobec tego, czy są one prawdziwe, czy nie. Wieki Średnie pełne były logiki, a logika w swych przykładach i symbolach jest z natury całkowicie obojętna na fakty. Można być równie logicznym wobec tego, co istnieje, jak i wobec tego, co nie istnieje. Jeśli dwa pomnożone przez trzy daje sześć, to trzej dwunożni ludzie będą z pewnością mieli razem sześć nóg. Ale jeśli dwa pomnożone przez trzy daje sześć, to trzej dwugłowi ludzie będą z równą pewnością mieli razem sześć głów. To, że nigdy nie istnieli trzej dwugłowi ludzie w najmniejszym stopniu nie unieważnia samej logiki. Wnioski będą absurdalne, ale nie nielogiczne. Dwa razy trzy równa się sześć, niezależnie od tego, czy policzysz to na świniach czy ziejących ogniem smokach, czy policzysz to na domach czy szybujących po niebie pałacach. Celem zaś wielkiej nauki Średniowiecza i Renesansu było wskazanie przykładów tej filozofii w każdym możliwym miejscu. Jeśli hipopotam był ilustracją idei sprawiedliwości, to dobrze, a jeśli nie był - to tym gorzej dla hipopotama. Starożytni dążyli do uczynienia bestii zwykłymi symbolami człowieka; ludzie współcześni postępują odwrotnie - dążą do uczynienia człowieka symbolem bestii. Niektórych współczesnych naukowców nie interesuje nic, poza bestialstwem człowieka i zamiast uczynić małpę albo tygrysa zwykłą ozdobą człowieka, czynią z człowieka ozdobę i dopełnienie małpy i tygrysa. Zamiast użyć hipopotama do zilustrowania swej filozofii, czynią filozofię z niego samego. Uchroń nas więc Panie Boże przed tym, abyśmy kiedykolwiek przeczytali opasłe książki, które piszą.



(1) "Hydriotaphia, urn burial or a discourse of the sepulchral urns lately found in Norfolk" (1658) - dzieło o odkrytym w Norfolk rzymskim cmentarzysku urn.
(2) "There is surely a piece of divinity in us, something that was before the elements, and owes no homage onto the sun" - "Jest w nas z pewnością jakaś boska cząstka, coś starszego niż żywioły, co nie musi składać hołdu słońcu", fragment pochodzi z dzieła "Religio Medici".
(3) Postać z "Davida Copperfielda" Karola Dickensa.
(4) Chodzi o Męczenników z Sebasty.
(5) Minojska bogini płodności, Diktina.
(6) Nawiązanie do bajki o ośle w lwiej skórze. Motyw ten był wykorzystany przez licznych twórców, m. in. Ezopa i J. de La Fontaine'a.
(7) Cynocefale, monstra o psich głowach zamieszkujące ponoć Afrykę i pożerające ludzi. Co ciekawe, w tradycji bizantyjskiej jako człowiek o psiej głowie przedstawiany był św. Krzysztof.

G. K. Chesterton, The Illustrated London News, October 28, 1905
(Przekład: Bolesław Zujewicz)

Powrót